Zabójcza przynęta

17 lutego 1917 roku u południowych brzegów Irlandii panowała piękna, słoneczna pogoda. Na tle bezchmurnego nieba sylwetka niewielkiego brytyjskiego parowca wolno płynącego w kierunku angielskiego wybrzeża była doskonale widoczna.
Dowódca u-bota - Kapitan Bruno Hoppe, nie miał najmniejszych problemów z dostrzeżeniem zbliżającego się celu i d
okładnie o 9:45 rano sielankę pogodnego, zimowego poranka zakłóciła gwałtowna eksplozja.
Hoppe, obserwujący rozgrywające się na powierzchni wydarzenia przez peryskop, widział że na statku zauważono zbliżające się zagrożenie i w ostatnim momencie próbowano zmienić kurs.
Na niewiele się to zdało. Torpeda trafiła w prawą burtę i eksplodowała tuż obok maszynowni. Wkrótce na pokładzie pojawiły się sylwetki marynarzy, którzy zaczęli w pośpiechu opuszczać na wodę szalupy ratunkowe. Jedna z nich, najwyraźniej opuszczana zbyt pospiesznie, zawisła krzywo, bujając się na linach tuż przy burcie, co potęgowało wrażenie panującej na pokładzie paniki. Pozostałe dwie, wraz z przywiązanym do jednej z nich niewielkim pontonem, szybko oddaliły się od unieruchomionego parowca. Ten, pozostawiony sam sobie, powoli nabierał wody. Wszystko wskazywało na to, że los opuszczonego wraku jest przesądzony i jedyną niewiadomą jest tylko to, jak długo jeszcze utrzyma się on na powierzchni.
Pozostający w zanurzeniu okręt podwodny wolno opłynął tonący statek, a wystający z wody peryskop świadczył o tym, że dowódca u-bota cały czas bacznie lustruje co dzieje się na powierzchni. Kiedy okręt przepływał pod dryfującymi szalupami, peryskop niemal otarł się o ich burty, a rozbitkowie mimowolnie ściszyli głosy, jakby bali się, że mogą zostać podsłuchani.
Wkrótce po tym U-83 wynurzył się. Była dokładnie 10:10 kiedy kapitan Hoppe pojawił się w otwartym włazie okrętowego kiosku. Doświadczony podwodniak spojrzał w kierunku tonącego statku i osłupiał ze zdziwienia. Ułamek sekundy później uświadomił sobie, że popełnił największy błąd w swoim życiu…

ubot Czytaj dalej

Najdłuższa bitwa II wojny światowej

Winston Churchill miał prawo być w złym humorze. Był koniec lipca 1944 roku i armie Aliantów już dawno opuściły plaże Normandii, w pogoni za rozbitymi niemieckimi dywizjami, zbliżając się do stolicy Francji. Wszystko układało się po myśli Sprzymierzonych i brytyjski Premier nie miałby powodów do niepokoju, gdyby nie ostatnie raporty wywiadu i analizy naukowców. Powód bezsennych nocy Premiera miał czternaście metrów długości, ważył trzynaście ton i swoim kształtem przypominał wielkie cygaro. Olbrzymia rakieta Vergeltungswaffe-2 (broń odwetowa Nr 2) potrafiła osiągnąć pułap prawie 90 tys. metrów i prędkość dochodzącą do 5500 km/h, co powodowało, że obrona przeciwlotnicza była wobec niej bezradna. 
Według zapewnień angielskich analityków siła wybuchu tonowej głowicy jaką przenosiła rakieta V-2 zdolna była zrównać z ziemią cały kwartał londyńskiej ulicy. Wkrótce miało się okazać, że szacunki nie były przesadzone i niszczycielska siła najnowszej Wunderwaffe Hitlera przewyższała wszystko czego do tej pory londyńczycy zdążyli doświadczyć podczas tej wojny, włącznie ze znanymi im już bombami latającymi V-1.

Bomba latająca V-1