Przyjaciele

W niewielkim pokoju przy okrągłym, drewnianym stole, siedział mężczyzna w mundurze kanadyjskiego lotnika. Przed nim leżała kartka listowego papieru do połowy zapisana rzędami smukłych, lekko pochylonych liter.
Z zewnątrz dobiegł odgłos silników startującego samolotu. Mężczyzna odruchowo spojrzał w okno i gdy w szybie zobaczył swoje odbicie wydało mu się, że patrzy na obcego człowieka. Od tamtej pamiętnej nocy minęło już kilkanaście miesięcy, a on nadal nie mógł się przyzwyczaić do swojego zmienionego wyglądu.
Po chwili ocknął się z zamyślenia i wrócił do pisania. „Wierzę, że boska opatrzność ocaliła mnie po to, abym mógł opowiedzieć co się wtedy wydarzyło i aby wszyscy dowiedzieli się o odważnym człowieku, który dla ratowania przyjaciela nie zawahał się poświęcić własnego życia…”.

Odrestaurowany Lancaster MK X z oznaczeniami kanadyjskiego 419 Dywizjonu Łosi

Odrestaurowany Lancaster MK X z oznaczeniami kanadyjskiego 419 Dywizjonu Łosi (źródło Wikipedia)

Czytaj dalej

Zabójcza przynęta

17 lutego 1917 roku u południowych brzegów Irlandii panowała piękna, słoneczna pogoda. Na tle bezchmurnego nieba sylwetka niewielkiego brytyjskiego parowca wolno płynącego w kierunku angielskiego wybrzeża była doskonale widoczna.
Dowódca u-bota - Kapitan Bruno Hoppe, nie miał najmniejszych problemów z dostrzeżeniem zbliżającego się celu i d
okładnie o 9:45 rano sielankę pogodnego, zimowego poranka zakłóciła gwałtowna eksplozja.
Hoppe, obserwujący rozgrywające się na powierzchni wydarzenia przez peryskop, widział że na statku zauważono zbliżające się zagrożenie i w ostatnim momencie próbowano zmienić kurs.
Na niewiele się to zdało. Torpeda trafiła w prawą burtę i eksplodowała tuż obok maszynowni. Wkrótce na pokładzie pojawiły się sylwetki marynarzy, którzy zaczęli w pośpiechu opuszczać na wodę szalupy ratunkowe. Jedna z nich, najwyraźniej opuszczana zbyt pospiesznie, zawisła krzywo, bujając się na linach tuż przy burcie, co potęgowało wrażenie panującej na pokładzie paniki. Pozostałe dwie, wraz z przywiązanym do jednej z nich niewielkim pontonem, szybko oddaliły się od unieruchomionego parowca. Ten, pozostawiony sam sobie, powoli nabierał wody. Wszystko wskazywało na to, że los opuszczonego wraku jest przesądzony i jedyną niewiadomą jest tylko to, jak długo jeszcze utrzyma się on na powierzchni.
Pozostający w zanurzeniu okręt podwodny wolno opłynął tonący statek, a wystający z wody peryskop świadczył o tym, że dowódca u-bota cały czas bacznie lustruje co dzieje się na powierzchni. Kiedy okręt przepływał pod dryfującymi szalupami, peryskop niemal otarł się o ich burty, a rozbitkowie mimowolnie ściszyli głosy, jakby bali się, że mogą zostać podsłuchani.
Wkrótce po tym U-83 wynurzył się. Była dokładnie 10:10 kiedy kapitan Hoppe pojawił się w otwartym włazie okrętowego kiosku. Doświadczony podwodniak spojrzał w kierunku tonącego statku i osłupiał ze zdziwienia. Ułamek sekundy później uświadomił sobie, że popełnił największy błąd w swoim życiu…

ubot Czytaj dalej

Człowiek, który ważył się na wiele

wagon

W takich wagonach Niemcy przewozili więźniów do obozów koncentracyjnych. Widoczny na zdjęciu egzemplarz jest eksponatem muzealnym w jednym z obozów w Niemczech. (źródło Wikimedia)

„Mówią, że zbyt kocham dzieci, a ja uważam to za najpiękniejszą cechę mojego charakteru”.
Kazimierz Zielke

Był 16 styczna 1943 roku. Okupowana Warszawa. Właśnie minęła godzina 19 gdy w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Wareckiej 9 zadzwonił telefon.
- Słucham?
- Z Pawiaka przewożono na dworzec transport zakładników. Jakaś kobieta wyrzuciła gryps prosząc znalazcę by zadzwonił pod ten numer i zawiadomił domowników.
Słuchawkę odłożono, połączenie zostało przerwane.
Tak zaczyna się historia, która udowadnia, że dla kogoś kto ratuje własne dziecko nie ma rzeczy niemożliwych. Historia człowieka, którego czyn miał tak nadzwyczajne następstwa, że było o nim głośno w okupowanej Warszawie. Człowieka, który „ważył się na wiele”.
Czytaj dalej

Rozejm bożonarodzeniowy

Był 24 grudnia 1914 roku. W mroźnym, krystalicznie czystym powietrzu doskonale słychać było słowa kolędy, które do uszu brytyjskich żołnierzy docierały z oddalonych o kilkadziesiąt metrów niemieckich okopów - „Stille Nacht. Heilige Nacht. Alles schläft, einsam Wacht”. Tekst był Brytyjczykom zupełnie obcy, ale melodia całkiem znajoma…
Kiedy ucichły słowa ostatniej zwrotki z niemieckich okopów wychylił się żołnierz, który zamiast karabinu trzymał udekorowaną świątecznymi ozdobami choinkę. Wychodząc zaczął krzyczeć – Nie strzelać, nie strzelać! Wesołych Świąt!
Podobne sceny rozgrywały się w tym dniu w różnych miejscach na linii frontu, dając początek bezprecedensowemu w historii wojen wydarzeniu, kiedy to w wigilię Świąt Bożego Narodzenia 1914 roku, niemieccy i alianccy żołnierze, zawarli spontaniczne zawieszenie broni, nazwane później „rozejmem bożonarodzeniowym”, albo „rozejmem kapitanów”.
Czytaj dalej

Mieszko I Wiking ?

Jak powszechnie wiadomo założycielem dynastii Piastów był niejaki Piast Kołodziej. Kmieć, bartnik i piastun książęcych dzieci, a według Długosza nawet mieszczanin z Kruszwicy.
Chatę owego kołodzieja, bartnika, etc. podczas postrzyżyn syna Ziemowita, odwiedziło dwóch wędrowców. Przybysze niejako przy okazji, w cudowny sposób zamienili wodę w piwo, co zapewne pomogło w rozkręceniu imprezy, ale najdonioślejszym skutkiem ich wizyty było „namaszczenie” Ziemowita na przyszłego władcę Polan. Jak to się potoczyło dalej, wszyscy wiemy.
Legenda znana z kronik Galla Anonima, Wincentego Kadłubka i Jana Długosza, konsekwentnie później podtrzymywana przez kolejnych kronikarzy, dziejopisarzy i historyków, przetrwała aż do czasów współczesnych.
Niestety, często legendy nie mają nic wspólnego z historycznymi faktami i również w tym przypadku wiele wskazuje na to, że Piast Kołodziej w roli założyciela królewskiej dynastii jest niczym więcej jak konfabulacją kronikarzy.
Czytaj dalej