Te wspaniałe kobiety… Zofia Rapp – nieprawdopodobna historia nieprzeciętnej kobiety

Można by tę opowieść rozpocząć często używanym frazesem – „Jej życie to gotowy materiał na film sensacyjny”. Problem polega na tym, że po obejrzeniu takiego filmu, większość z nas doszłaby do wniosku, iż scenarzystę zbytnio poniosła fantazja.


„Pierwsze moje wrażenie gdy ją spotkałem w lokalu kontaktowym (…) było: jakaż ona ładna!
Miała dwadzieścia dwa lata, włosy koloru zboża, czarujący, trochę melancholijny uśmiech. Żałoba po mężu, czarna sukienka, podkreślała jeszcze jej urodę”.

Tak opisuje swoje pierwsze spotkanie z Zofią Rapp, cichociemny Stanisław Jankowski „Agaton” – szef Wydziału Legalizacji i Techniki w Oddziale II Komedy Głównej Armii Krajowej.
Jej historia jest tak nieprawdopodobna, że trudno uwierzyć, iż to co przeżyła wydarzyło się naprawdę.

Urodziła się 25 sierpnia 1918 roku w Berlinie w polsko-niemieckiej rodzinie jako córka Bolesława i Gertrudy Konieczków. Na początku 1919 roku, kiedy miała kilka miesięcy, jej rodzice przeprowadzili się do Poznania, gdzie spędziła dzieciństwo i młodość. W 1938 roku rozpoczęła naukę w Miejskim Koedukacyjnym Gimnazjum Kupieckim w Poznaniu przy ul. Podgórnej – dzisiaj Liceum Ekonomiczne z siedzibą przy ul. Śniadeckich. Z Poznania pochodził również jej pierwszy mąż Janusz Rapp, za którego wyszła 22 kwietnia 1940 roku.

Zofia i Janusz Rapp w dniu ślubu. (zdjęcie pochodzi z archiwum rodzinnego, opublikowane dzięki uprzejmości Pani Jolanty Rapp)

Zofia i Janusz Rapp w dniu ślubu. (zdjęcie pochodzi z archiwum rodzinnego, opublikowane dzięki uprzejmości Pani Jolanty Rapp)

Po włączeniu Poznania do Rzeszy Zofia wraz mężem i jego rodzicami – Ignacym i Jadwigą, uprzedzając przymusowe wysiedlenie, wyjeżdżają do Warszawy. Tam w dniu 7 maja 1942 roku przedwcześnie umiera Janusz Rapp.

Zofia trafia do konspiracji. Zostaje członkiem referatu Zachód w Wydziale Wywiadu Ofensywnego „Stragan” Oddziału II ( Informacyjno-Wywiadowczy)  AK.
Mówi po niemiecku jak rodowita Niemka i jako kurierka wywiadu Armii Krajowej na trasie pomiędzy Warszawą, Poznaniem i Berlinem przewozi tajną pocztę z materiałami wywiadowczymi podając się za volksdeutschkę i posługując się perfekcyjnie podrobionymi dokumentami wystawionymi na nazwisko Marie Springer.

„Fałszywe nazwisko okazało się szczęśliwe. Od września 1942 roku jeździła co miesiąc aż do maja 1943 roku. Na najtrudniejszych kierunkach: do Berlina, Hamburga, Heilderbergu, Hanoweru, Ludwigshafen, Saarbrucken. Miała dobre papiery, świetnie mówiła po niemiecku, była elegancka i śliczna. To jej na pewno nieraz pomagało, ale nie wystarczyłoby w rozgrywkach z Abwehrą i Gestapo. Była opanowana i odważna. I miała szczęście”.

Jeździ ze specjalną walizką o podwójnym dnie, w której przewozi meldunki wywiadowcze i kartki żywnościowe fałszowane przez Wydział Legalizacji i Techniki Wywiadu AK. Kartki wymienia w Rzeszy – za dwie fałszywe kartki od czarnorynkowego handlarza dostaje jedną autentyczną.
W trakcie jednej z podróży okazuje się, że w wyniku alianckiego nalotu wjazd do Berlina został zamknięty dla wszystkich cywilów. Marie Springer wjeżdża do miasta w przedziale z napisem „Nur für Kurier” przemycona przez niemieckich oficerów wracających z frontu wschodniego. Uroda, urok osobisty i inteligencja, w połączeniu z nienaganną znajomością niemieckiego, okazują się równie ważne jak perfekcyjnie podrobione przepustki.

Oprócz przewożenia materiałów wywiadowczych Marie Springer nawiązuje szereg kontaktów na terenie Rzeszy, dzięki którym zdobywa bezcenne informacje.
Podczas pobytu u swojej ciotki w Berlinie spotyka kuzyna, który jest oficerem służącym na pancerniku „Tirpitz” – bliźniaku zatopionego „Bismarcka”. Alianci od wielu miesięcy bezskutecznie starają się odnaleźć i zatopić największy okręt Kriegsmarine, który w ich ocenie stanowi śmiertelne zagrożenie dla morskich konwojów płynących do Murmańska.
Młody porucznik, który akurat przyjechał na urlop do rodziny, chcąc zaimponować ślicznej kuzynce, szczegółowo opowiada o okręcie, na którym służy. Zofia dowiaduje się ilu jest członków załogi, jaki kaliber mają okrętowe działa i ile samolotów znajduje się na wyposażeniu pancernika.
Najcenniejszą informację stanowi aktualne miejsce postoju „Tirpitza”, który ukryty za potrójną siecią przeciwtorpedową, cumuje w jednym z norweskich fiordów. W raporcie wywiadowczym nie zabraknie nawet aktualnych zdjęć okrętu „zagubionych” przez niefrasobliwego niemieckiego oficera.

Informacje zdobyte przez Marie Springer pomogą unicestwić stalowego kolosa. Najpierw Tirpitz, w wyniku akcji miniaturowych okrętów podwodnych typu X, zostanie poważnie uszkodzony i unieruchomiony, a w listopadzie 1944 roku ostatecznie dobiją go dwie 4,5 tonowe bomby „Tallboy” zrzucone z brytyjskich czterosilnikowych bombowców Lancaster – jedynych alianckich samolotów, które mogły zabrać na pokład bomby o tak dużym wagomiarze. Pancernik przewróci się do góry stępką i osiądzie na mieliźnie gdzie doczeka końca wojny.

Fakt, iż polski wywiad zdobywał tak dużą ilość cennych informacji był możliwy między innymi dzięki tysiącom informatorów w osobach Polaków przebywających na terenie Rzeszy. Jedni mieszkali tam jeszcze przed wojną, inni zostali wywiezieni na przymusowe roboty.
Właśnie od Polaków pracujących w fabryce „Hannower Stecken” produkującej akumulatory do okrętów podwodnych Marie Springer uzyska informacje, dzięki którym alianci będą mogli przeprowadzić nalot na fabrykę.

W marcu 1943 roku Zofia Rapp wychodzi za mąż za Jana Kochańskiego „Maćka” – cichociemnego, który również pracuje w wywiadzie Armii Krajowej.
Oboje, jako Maciej i Zofia Zubiczowie, wyjeżdżają do Lwowa gdzie Jan Kochański zostaje oddelegowany jako agent wywiadu AK. Praca wywiadowcza na zapleczu wschodniego frontu, gdzie Niemcy zachowywali wyjątkową ostrożność, jest skrajnie trudna i niebezpieczna.
29 października 1943 roku Kochański słyszy od dozorcy domu, w którym mieszkają – „ktoś pytał o Pana”. Ich adres znają tylko dwie osoby z konspiracji, więc słowa dozorcy mogą oznaczać tylko jedno – śmiertelne zagrożenie.
W niedzielę 1 listopada 1943 roku o pół do szóstej rano do mieszkania wpadają Niemcy. Są uzbrojeni jak na froncie. Wiedzą z kim mają do czynienia. Spodziewają się obstawy. Poza tym samego „Maćka”– agenta wywiadu i cichociemnego, też nie wolno im lekceważyć.
Kochański nie próbuje uciekać. Nie stawia oporu. Nie może ryzykować – jego żona jest w 8 miesiącu ciąży.
Niemcy wiozą ich do siedziby Gestapo. Jadą razem, ale strażnicy pilnują żeby nie zamienili ze sobą nawet słowa. Na miejscu od razu zostają rozdzieleni.

Do porodu pozostaje 9 tygodni.
Zofia pomimo zaawansowanej ciąży ani przez moment nie przestaje być Marie Springer – doświadczą agentką wywiadu. Kalkuluje chłodno i spokojnie. Wie, że musi szybko wymyślić „legendę”. Postanawia udawać, że nic nie wie o konspiracyjnej działalności swojego męża. Nie będzie się do niczego przyznawać, nawet do swojej znajomości niemieckiego.
Na pierwszym przesłuchaniu udaje, że niewiele rozumie. Domaga się tłumacza. Gestapowiec, który ją przesłuchuje nie daje wiary jej wyjaśnieniom. Zna jej prawdziwe nazwisko i wie o jej podróżach do Niemiec – „Pani myśli, że my nie bijemy ciężarnych kobiet?” 

8 tygodni do porodu.
Zmienia taktykę. Ujawnia swoją biegłą znajomość niemieckiego. Przyznaje, że jeździła do Rzeszy z kartkami żywnościowymi dla wywiezionych na roboty Polaków. Ani słowa o pracy wywiadowczej. Czy wiedziała, że kartki były fałszywe? Ależ skąd – przecież nikt ich nigdy nie kwestionował. „Bo były dobrze podrobione” – ripostuje poirytowany  gestapowiec.
Wymienia niemieckie miasta do których jeździła, dodając przy tym nazwy tych, w których nigdy nie była. Wie, że to powinno utrudnić identyfikację i namierzenie współpracujących z nią ludzi.
Kolejne przesłuchania. W kółko te same pytania i ciągle takie same odpowiedzi. Czy uwierzyli w jej wyjaśnienia? Trudno powiedzieć. Najważniejsze, że nie biją. Czas upływa nieubłaganie.

6 tygodni do porodu.
„Będę rodzić za 2 tygodnie” – oświadcza, w nadziei, że przeniosą ją do szpitala, z którego będzie mogła uciec. Przyjeżdża lekarz – „Czuję się fatalnie, mam częste bóle”.
Najwyraźniej Niemcy dali się przekonać. Sprowadzają karetkę, która wywozi ją pod eskortą.
Radość jest przedwczesna. Zamiast szpitala jest żydowski obóz, barak z chorymi na tyfus i wspólne łóżko z ranną Rosjanką z partyzantki. Dwa łóżka dalej leży kurierka AK z jedną nogą amputowaną i drugą połamaną. Dziewczyna wyskoczyła z trzeciego piętra podczas przesłuchania. Oprócz nich w baraku są sami Żydzi – kobiety i mężczyźni.
Drugiego dnia do baraku wchodzą dowodzeni przez gestapowców własowcy i szaulisi, uzbrojeni w pistolety maszynowe. Rozmawiają po niemiecku. Zofia podsłuchuje, że wkrótce rozpocznie się likwidacja obozu. Wie, że musi uciekać. Szansę ucieczki zwiększa położenie obozu – barak stoi przy murze, za którym jest cmentarz. Nocą może się udać, ale ze względu na zaawansowaną ciążę musi jej ktoś pomóc. Próbuje namówić do współpracy małżeństwo żydowskich lekarzy opiekujących się chorymi. Przekazuje im to co usłyszała. Pomogą jej wydostać się za mur cmentarza, a ona, po drugiej stronie muru zapewni im fałszywe papiery i schronienie. Lekarze odmawiają. Następnego dnia kiedy rozpocznie się eksterminacja, ubiegną katów zażywając truciznę.
Masakra nie trwa długo. Ginie 6 tys. więźniów.
Upływają godziny. Do baraku wchodzą pijani gestapowcy. Strzelają do chorych leżących w łóżkach. Zatrzymują się przy łóżku Zofii. Słyszy jak dyskutują nad jej głową – „Blondynka! – Żydówka czy Polka?” Strzelać, czy nie? Nie strzelają. Z całego baraku ocaleją tylko trzy osoby – Zofia, ranna Rosjanka i dziewczyna bez nogi.
Po zmroku chce uciec – ma cywilne ubranie. Nie udaje się. Razem z połamaną kurierką zabierają ją z powrotem do więzienia. Zostaje umieszczona w izolatce, na oddziale męskim, co utrudnia z nią kontakt. Upływają kolejne dni. Wreszcie dostaje gryps – „Staraj się dostać do szpitala, symuluj trudny poród”.

4 tygodnie do porodu.
Oświadcza gestapowcom, że za kilka dni będzie rodzić. Sprowadzają lekarza Żyda, który potwierdza fałszywą diagnozę.
Udaje się! Zostaje przeniesiona do szpitala. Sala na wysokim parterze – zbyt wysoko, żeby skakać w dziewiątym miesiącu ciąży. Pod drzwiami jej pokoju bez przerwy siedzą strażnicy. Zofia przyzwyczaja ich do swoich częstych wizyt w łazience. Za oknem siarczysty grudniowy mróz. W szpitalu zimno. Do łazienki chodzi ubrana w palto. Tuż obok łazienki znajdują się drzwi do piwnicy. Dalej kotłownia, portiernia i brama.
Jest na ulicy, ale to jeszcze nie koniec. Jeszcze nie jest bezpieczna. Idzie powoli, nie chce zwracać na siebie uwagi. Wie, że za chwilę ktoś w szpitalu zauważy jej nieobecność i podniesie alarm. Spokojnie dochodzi do następnej ulicy i wsiada w nadjeżdżający tramwaj. Dociera do mieszkania Marii Strońskiej – „Pani Marii”, od której dostawała grypsy w więzieniu.
„Nie popisałam się wtedy” – opowie później – „Kiedy otworzyły się drzwi, zemdlałam”.

2 tygodnie do porodu.
We Lwowie nie jest bezpiecznie. Gestapo rozesłało listy gończe z obietnicą wysokiej nagrody za wskazanie uciekinierki. Dozorcą kamienicy jest ukraiński nacjonalista, który może być konfidentem Gestapo. Ukrycie płaczącego noworodka jest praktycznie niemożliwe.

12 dni do porodu.
Decyduje, że w Warszawie będzie bezpieczniejsza. Urodzi syna w Warszawie – jest absolutnie pewna, że to będzie syn i że będzie miał na imię Maciek – tak jak pseudonim ojca.
Na nic zdają się protesty lekarza, który mówi, że poród może nastąpić za kilka dni. Jedzie do Warszawy i już. Postanowione.
Ktoś musi jej towarzyszyć. Na ochotnika zgłasza się Tadeusz Semadeni - człowiek wielu talentów i pasji, przedwojenny sędzia i prokurator, a jednocześnie mistrz pływacki, który ustanowił pierwszy oficjalny rekord Polski w pływaniu stylem dowolnym na dystansie stu metrów. Od początku okupacji zaangażowany w pracę konspiracyjną, między innymi jako sędzia Wojskowego Sądu Specjalnego.
Bezpośrednia podróż pociągiem nie wchodzi w rachubę – Niemcy skrupulatnie kontrolują wszystkie ciężarne kobiety, które pojawiają się na dworcu. Wyjeżdżają ciężarówką i dopiero 50 kilometrów od Lwowa, na małej stacyjce, wsiadają do pociągu jadącego do Przemyśla. Po drodze trzykrotnie zmieniają pociągi, za każdym razem wybierając krótkie odcinki. W ostatnim pociągu jadą w przedziale razem z dwiema „panienkami”, które flirtują ze stojącymi na korytarzu gestapowcami. Do Warszawy pozostały już tylko 2 godziny drogi. Ostatnia kontrola dokumentów. We Lwowie nie było czasu na perfekcyjne przygotowanie fałszywek. Konduktor kwestionuje ważność nieprzedłużonej legitymacji – „Pani legitymacja jest nieważna – wysiądzie Pani z nami na najbliższej stacji”.

10 dni do porodu.
Zofia nie traci zimnej krwi. Nie wpada w panikę. Z beztroską i wesołą miną prosi o pomoc rozmawiające z gestapowcami sąsiadki. Za ich protekcją kończy się na łapówce, którą przyjmuje konduktor i uwadze jednego z gestapowców – „Na drugi raz trzeba uważać”.
Boże Narodzenie Zofia Rapp-Kochańska spędza już w Warszawie. 4 stycznia 1944 roku rodzi syna, któremu daje na imię Maciek. Informację o narodzinach syna udaje się przekazać więzionemu na Pawiaku mężowi. Miesiąc później, 16 lutego 1944 roku, cichociemny Jan Kochański pseudonim „Maciek”, zostaje rozstrzelany…

Epilog

Zofia aż do wybuchu Powstania musi się ukrywać – jest cały czas poszukiwana przez Gestapo. Ze zrujnowanej Warszawy wychodzi z chorym na odrę dziewięciomiesięcznym Maćkiem, który ma 40 stopni gorączki. Udaje im się uciec z obozu w Pruszkowie i szczęśliwe doczekać końca wojny.

Posłowie

W 1948 roku Zofia wyszła za mąż za Zbigniewa Ścibora-Rylskiego, oficera Armii Krajowej i uczestnika Powstania Warszawskiego. Wraz z nim oraz swoim synem Maćkiem zamieszkała w Poznaniu. W 1963 roku Rylscy przeprowadzili się do Warszawy.
Zofia Rapp-Kochańska-Rylska zmarła 7 lipca 1999 roku.
Jej jedyny syn Maciej Kochański w 1968 roku ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Warszawie. Zmarł w wieku 66 lat. Został pochowany na Powązkach.

Bibliografia i źródło cytatów:

S. Jankowski, Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie. Wspomnienia 1939-1946, Warszawa 1988

Netografia:

http://www.ogrodywspomnien.pl/index/showd/52843

http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Zofia_Kochanska

http://www.1944.pl/historia/powstancze-biogramy/Tadeusz_Semadeni

Jestem niezmiernie wdzięczny Pani Jolancie Rapp, która podzieliła się swoją wiedzą i udostępniła posiadane dokumenty, umożliwiając w ten sposób uzupełnienie tekstu o nowe, cenne informacje.
Pani Jolanto – jeszcze raz bardzo dziękuję !!!  

Tekst przeredagowany, poprawiony i uzupełniony 22.08.2014 roku.

450x75-tekstROKU

132 Komentarze

  1. No własnie. Ciutke uboga – stąd moje zaptytanie i obawa, ze historia ta -choc ciekawa – jest dość łatwa do, ze sie tak wyraze motorowo – stuningowania.

    • Jeśli została „stuningowana” to nie przeze mnie, ale przez S. Jankowskiego „Agatona”, za którym opisałem tę historię.
      W jego wspomnieniach, jak również w innych książkach z tego okresu jak np. wspomnieniach Leskiego „Bradla”, Stpiczyńskiego, H. Szwarc, M. Grodzkiej-Gużkowskiej i wielu innych, dużo jest takich historii, które z dzisiejszego punktu widzenia wydają się „stuningowane”, a jednak ponad wszelką wątpliwość wydarzyły się naprawdę.

      pozdrawiam :-)

      • Tylko, ze najciekawsze jest często nie to co napisano tylko to co celowo pominięto. Przyznasz, ze gdyby przykładowo napisać z iloma panami trzeba się było przespać żeby pewne informacje wycisnąć ( dosłownie ) to historia straciłaby trochę blasku. ¨Bo życie to nie je bajka, która głaszcze cie po jajkach¨. Tak czy owak z bajek o dobrych i złych już wyrosłem. Prawdziwe życie jest pośrodku.

        • Kolezka ma sporo racji, choc moze bardziej mialem na mysli informacje o wymiarze wywiadowczym i ich ewentualną, rzeczywistą wartość niz ilu z kim i co za to. Mysle, ze najpierw jak juz chcemy cos choc troszke weryfikowac, to nalezy zaczynać od ustalania glównych spraw. Łóżko zostawmy sobie na pozniej… jesli ktos lubi. Zresztą – taki żywot szpiega. Nie jest to chyba odrazu az tak istotne. (chyba, ze wiąże sie z pozyskaniem istotnych inf. wywiadowczych, etc) A ze nie bajka i ze nie głaska/szcze – zgadzam sie… ale chyba jeszcze moze być gorzej. Czy nie?

        • To jeszcze może być coś gorszego od prostytuowania się za pieniądze/informacje? Może pochwalmy jeszcze zawodowych morderców??? No, co prawda zabijał całe rodziny ale robił to bardzo profesjonalnie. Cześć mu i chwała. A ty dziecko patrz jak to robił i ucz się, może też taki będziesz… Chyba jednak dziękuję za takie wzorce i nie skorzystam. To już wolę mieć syna kosmopolite i śmieciarza niż patriotyczna prostytutkę. LUDZIE WY JESTEŚCIE CHORZY…

      • O tym, ze one sie wydarzyły jestem przekonany. Zastanawia mnie tylko dosc „wąskie”, ograniczone i dosc subiektywne(pamiętniki) zrodło informacji. Co prawda nie za wielu juz zostało, ktorzy mogą te wszystkie historie pamietać przez co mozna by bylo je chociaz w jakims stopniu skonfrontować. Ba! Nie za wielu juz zostało, którzy mogą cokolwiek jeszcze pamiętać z tamtych czasów. Wniosek przychodzi mi jeden; ze trzeba polegać na tym czym się aktualnie dysponuje. A ze takie historie są nam potrzebne i potrzeba nam wychowywać kolejne pokolenia w duchu podobnych postaw – powiem: p. Jonaszu czuje sie usatysfakcjonowany wymianą tych paru zdań z panem i proszę o więcej;) pzr

        • Ja nie widze nic zlego w byciu śmieciarzem czy kosmopolitą. Niechaj kazdy robi to co chce i potrafi, ale ma byc w tym dobry. Oczywiscie u podstaw takich dzialan powinno znajdowac sie szeroko rozumiane „dobro”. I przyklad wyzej wymienionej pani jest tu bardzo dobry. I jeszcze jedno – szpieg to żołniesz porownywanie go z prostytutką jest dziadostwem. Czy mam rozumiec, ze po zapoznaniu sie z historią tej pani, jedyną refleksją na jak cie stać to, ze to prostytutka? Nie mozesz byc az tak glupi.

        • Nie wiem czy jakikolwiek kraj na świecie uznaje szpiega za żołnierza. Raczej wątpię. Jedynie co, jeśli szpieg jest cudzoziemcem to zamiast kary śmierci w warunkach pokoju może liczyć na dożywocie.
          A jak nazwiesz kogoś, kto dla określonych korzyści się prostytuuje? Usługi seksualne? Może wymiana barterowa? Ale kombinujesz wacpan żeby nie nazwać sprawy po imieniu. Też nic nie mam do śmieciarzy ale takiej ¨pociechy¨ jak ta pani bym się wyrzekł niezależnie od ilości pomników i medali wystawionych przez różnych utytułowanych stręczycieli. Jeśli ty chciałbyś takiej przyszłości dla swojej córki to winszuje. Ja swoim nazwiskiem firmować burdelu nie chce niezależnie od ilości klientów i sposobu ¨płatności¨.

        • „Każdy pijak to złodziej”, jak powiedziano w pewnej komedii. Na tej samej zasadzie Pan udowadnia, że skoro bohaterka tej historii była agentką wywiadu, czyli jak Pan to pogardliwie określa „szpiegiem”, to musiała być prostytutką. Zofia Rapp nie była żadną „Matą Hari”, tylko kurierką. Informacje wywiadowcze opisane w tekście uzyskała niejako „przy okazji” – przynajmniej tyle wiemy z tej historii i nic nas nie uprawnia do nadinterpretacji i doszukiwania się rzeczy, o których istnieniu nic nie wiemy.
          Przede wszystkim jednak, jest to opowieść o kobiecie, która będąc w zaawansowanej ciąży nie dała się złamać i uratowała siebie i dziecko dokonując brawurowej ucieczki. I na tym chyba należy się skupić, a nie doszukiwać się w tej historii prostytutek, stręczycieli itp. – Pan wybaczy, ale chyba nieco Pana poniosło, albo jak powiedział bohater innej komedii „abstrahuje Pan od układu odniesienia” ;-)
          pozdrawiam

        • Ja rozumiem, że w otaczającej rzeczywistości Polacy rozpaczliwie poszukują wzorców do naśladowania tzw. „kryształowe osoby”. Najlepiej ich szukać w zamierzchłej przeszłości bo czym głębiej szukamy tym mniej materiałów na ich temat a i szansa na znalezienie świadków na potwierdzenie lub zaprzeczenie danej tezy spada. O ile ja nie jestem w stanie znaleźć kompromitujących materiałów na temat tej pani to tak samo pan nie jest w stanie znaleźć nic na poparcie prawdziwości tych zdarzeń. Więc możemy tu toczyć jałowe, akademickie spory obrażając się wzajemnie do końca naszych dni. Co do pamiętników to ludzie sami przed sobą się wybielają i jest to znany mechanizm, który potwierdzi najbardziej początkujący psycholog. Czyli pamiętniki jako jedyne źródło raczej odpadają. Podsumowując: Jest potrzeba na kreowanie postaci pozytywnych i negatywnych no to się je wykopuje z zamierzchłej historii, wybiela i są jak nowe. Tyle tylko, że na ogół to nie są historie tylko legendy mające z rzeczywistością tyle wspólnego co amerykańskie filmy. Od zawsze interesuje się historią i niestety czy -stety ale książkowe, potwierdzone historyczne fakty w konfrontacji z poznanymi osobiście świadkami tych wydarzeń nie były warte nawet funta kłaków. Jak już wspomniałem pochodzę z Prus. Moja rodzina służyła w Kriegsmarine do zatopienia floty w Rostocku, w Wehrmachcie przechodząc szlak bojowy od Stalingradu aż do Berlina, w oblężonej Kurlandii, w twierdzy Breslau… Miałem też okazje osobiście rozmawiać z osobami takimi jak pan Stanisław Marusarz. Tak czy owak mam do oficjalnej historii spory dystans. I spory niesmak do historyków fałszujących historię w dowolny sposób.

        • Ja niczego „rozpaczliwie nie poszukuję”. Wzorców do naśladowania wśród naszych przodków mamy wystarczająco wiele – nie musimy niczego kreować.
          Do prostego tekstu z jednoznacznym przesłaniem, który bynajmniej nie kreuje żadnej „kryształowej” osoby, tylko opowiada o wyjątkowej kobiecie, która zachowała zimną krew w ekstremalnej sytuacji, próbuje pan dorabiać ideologię i szuka „dziury w całym” eksponując poboczne wątki. Jednocześnie na próbę polemiki najczęściej odpowiada Pan „obok” tematu i nie mam tu na myśli wyłącznie odpowiedzi na mój komentarz.
          Nie wiem, w którym momencie Pana obraziłem?
          Szanuję Pana zdanie, chociaż się z nim nie zgadzam – gdyby było inaczej, to po prostu usunąłbym pańskie komentarze. Na tym koniec dyskusji z mojej strony, bo żaden z nas nie przekona drugiej strony do swoich racji. Jeszcze raz dziękuje za wyrażenie swojej opinii i pozdrawiam.

        • No i mialem racje! Az taki glupi (sorki za ubytki w pol. znakach
          -piep__one smartfony- ale za duzo dłubania) Adasiu to Ty nie jestes. Ty w ogóle nie jesteś głupi a jakze. Ty zwyczajnie jestes konserwatysta. W dodatku starszy niz sie spodziewałem i z PRUSIEW!!! Niech mnie dunder sisnie za jajcarnie jesli tego mozna nie nazwac HITEM! W kazdym razie ja moge i nazywam. Nie gniewaj sie tez jesli „podjadę” jakimś zarcikiem lub skojarzeniem, ale … to prawdopodobnie silniejsze ode mnie. A jesli i Ty mialbys ochote, to przebardzo! Odniose sie w pierwszej czesci do „córki” a potem juz na elegancko, wygodnie jak to u nas w Prusiach przejdziemy do kwestyi kto komu wieksze szmbo poczynił. Choc juz na samym poczatku zaznacze, ze to jednak Wy Nam niz My Wam. Verstanden???!!! Ale to pozniej Adasiu, pozniej. Moze nawet jutro. A teraz: „córka prostytutka” tada! Mnie to teraz juz nawet nie dziwi ze Ty o tych prostypannach tyle kwasisz. Natürlich! Wy Niemce to chyba jednak rodzicie sie dewiantami czy innymi Prusiami, ja nie wiem?
          Adamo tylko wiesz -jedna prosba: mozemy zartowac, chichotac i spierac sie ale jak zaczniesz cos o ekstrementach, szałerach, lewatywach, pompkach, ssawkach, siuśkach i strzykawkach … to wiesz, to farwell pruski zboku.
          No to co? To jak to sie mówi p. Adamie u Nas w Prusiach: Sieg Heil! I zarty do pieca. Szczerze to dziwny z pana Prus. Jak rozumiem ma pan problem natury moralnej. Dała mu? Dała dała (kojarzy pan film p. Jonaszu?). Oczywiscie przywołuje pan „córke” – co to mi ją bedą Prusacy… no wiadomo co. Rozumiem jednak, ze bardziej dla zwiekszenia efektu i dramaturgii. I ze tak naprawde nie ma znaczenia płeć szpiega, który to jest kreaturą obrzydliwą, godną pogardy pruskiej;) tak to w kobiecym jakoż i meskim wcieleniu. No i dobra. I moze byc. Jak rowniez podejrzewam, ze Waćpannum Adamą s’Prosief;) obrzydzeniem nie napawa tylko – ze sie wyraze – erotyczna strona profesji szpiega ale cały wachlarz postaw, zachowań i występków ściśle związanych z tym szpicelskim „majdanem”(i innym pruskim Dodatkiem z Kijowa). Czyli w skrócie min.: morderstwa, kradzieze, klamstwa, tortury(w tym gwałty – czyli coś dla Rusa coś dla Prusa ), hipokryzja, obłuda, cynizm, chłodna kalkulacja, brak honoru pruskiego, brak zasad, brak granic, brak wiezi emocjonalnych, pruskich. Brak wartości, brak zaufania, samotnosc, niepewność, strach i brak wsród tych wszystkich braków pruskiego Braku Obamy. Napisalem wczesniej, ze dziwna z p. osoba p. Adamie bo cos mi tu nie idzie pruskim marszem, a mianowicie: smarujesz Pan posta, ze „swędzą jajeczka i ze zycie to nie bajeczka” czyli czaisz pan, ze rozne, czyli zmieniajace sie, czyli nie stałe okolicznosci, sytuacje i wydarzenia wymuszają na nas ludziach, Polakach i Prusakach podjmowanie pewnych, nie do konca pożadanych krokow, ale za to trakich, ktore są najdogodniejsze do podjecia w danej chwili? Gorzej jak juz zadnego nawet tiptopka zrobic sie nie da bo dookoła wszedzie gówno.* I tu klania sie zapewnie dobrze panu znany (no gdzie to zeby nie? Takiemu dostojnikowi z Prusiew?!) mit o Syzyfie (nie mylic z niemieckim mitem „o syfie”) czyli co robimy Adamie pruski krzyzowcu? Co robimy? Ano smialo walimy kroka w gowno gdyz tylko to nam zostaje jesli chcemy byc Syzyfkiem i przetrwać, przezyć. I tez ci „córką” z mańki wyjade. Wyobraz se w tym pruskim parniku;), ze o to coruś twoja prusko-różowa stanęła przed dylematem zabij albo daj sie zabic. Kłam wiedząc ze tym klamstwem skazujesz wielu na smierc ratując swój prusko-rożowy zadok. Zaserwuj „pruski serwis” ruskim żołdakom z tundry albo zdychaj na drodze z poderżnietą gardzielinom. Mysle, ze dyskusje o moralności czy tez jej braku są własciwie podobną sytuacją ekstremalną jak te powyzej. Co prawda zagrozenia zycia nie ma ale w gowno wpadniesz bankowo. O czym doskonale wiedzial juz Denis Diderot kiedy to w pierwszym wydaniu swojej encyklopedi pod hasłem moralnosć napisał: patrz etyka a pod etyką: patrz moralność. Reasumujac po prusku ja nie podjął bym sie oceny kto jest mniej lub bardziej moralny, etyczny(?), szpieg czy moze p. Adam Prus.

        • Cyt.:”…Na tym koniec dyskusji z mojej strony, bo żaden z nas nie przekona drugiej strony do swoich racji…” No i powiem Ci teraz Jontek, ze mnie ubodłeś. Oj ubodłeś i to w samiuśki pęcherz . Popełniłeś jeden z moich trzech grzechow głownych naukowca humanisty. Uciąłeś Jotasz rozmowę. Swobodny przepływ refleksyj, sugestyj, informacyj i emocyj. Shame on You. Niby to dlaczego parcie na przekonanie dyskutanta do własnych racji,wszak ze to jedyne sluszne racje, ma deprymowac całą dysputę? Historika to nie matematica panie Jontaszu. Wzorów ni w duppę, ni ma. Są oczy i uszaty. Więc nalezy ich uzywac kiedy mozna i ile sie da. A tu taka okzyja! Taki zawziety Prusiokoliberek! I nie jakiś tam tępak ze żwirowni tylko wiesz Jonatan – prawdziwy pruski Faffaraffa; krigsmariny, wrrrmachty, stalingrady, breszlauchy i inne Berliny. Człowiek ciekawy musi być. Zwlaszcza spojrzeń innych na tę samą „budowlę” .

          Cyt.: „… Ja swoim nazwiskiem firmować burdelu nie chce niezależnie od ilości klientów i sposobu ¨płatności¨”.
          Coż… typowy Niemiaszek. Jesli nie ilość(?) i jesli nie profit(?) to znaczy idzie Prusiokolib w jakość! Jasna sprawa. Cholerne mersedesy. To jakiej niby te klijenty mają być jakości zebys jednak ten wspomniany burdel poniemiecki zechciał firmować swem szanownem pruskiem nazwiskiem? No nie bądź zydem i uszczknij rąbka prusiej kabały…

  2. Niestety mąż tej dzielnej pani okazało się w zeszłym roku był wieloletnim agentem służb komunistycznych. Po publicznym ujawnieniu tego faktu w zbiorach IPN nie pojawił się jak co roku na górze powstania przy Bartyckiej.

  3. Państwo Rylscy mieszkali w Radości o kilka domów ode mnie. Od Pana Rylskiego dowiedzialem sie , że w Powstaniu był żolnierzem Radoslawa, ale dopiero w latach dziewięcdziesiątych dowiedzialem sie kim była pani Zofia Kochańska Rapp Rylska. Pani Zofia zmienila bieg historii. Przyspieszyla zakończenie wojny o kilka tygodni. Taka jest opinia historyków.

  4. Bardzo ciekawy wpis. Ale jedna uwaga, jak mawiał Otto Bismarck: „Ordnung muss sein”, zatem słuchając samego zainteresowanego, należałoby w tekście zmienić nazwę bliźniaka „Tirpitza”, właśnie na „Bismarcka”, dodając literę „k”. I wszystko będzie ok. Tekst i historia piękne i pouczające, a i zapis słuszny.

  5. A ty skąd to wszystko niby wiesz Jonaszu? Moze to Ty Nam tu troszkę historię podkręciłeś – całkiem zresztą zgrabnie, nie powiem – i scenariusz samo-sobie kreujesz Holywood’zki?

  6. Piękna i dobrze napisana historia. Tak się tylko zastanawiam nad tym gestapowcem, co to ciężarne kobiety wprawdzie bije, ale rozmawiając, zwraca się do nich uprzejmie, per „pani”. Widocznie i niemiecka dusza ma swoje niezgłębione tajemnice, nie tylko słowiańska…

    • Niedobrze mi jak czytam takie czarno-białe historie: ze jak Polak to szlachetny a jak Niemiec to ostatnie bydle. Cala moja rodzina służyła w armii niemieckiej a bardzo wielu sąsiadów Polaków przeżyło wojnę tylko dzięki pomocy naszej rodziny. A jeśli chodzi o chęć walki w armii Hitlera to wybór był bardzo prosty: zaproponowano mojemu dziadkowi wybór: armia niemiecka albo obóz koncentracyjny dla całej rodziny.

      • Drogi Adamie, jeśli to ma być odpowiedź na mój tekst, to jest ona cokolwieczek chybiona. Ja nie wypowiadałem się o takim czy innym narodzie, nie twierdziłem że Polacy są cacy, a Niemcy generalnie be. Zwróciłem po prostu uwagę na psychologiczne nieprawdopodobieństwo: jeśli ktoś (w danym przypadku gestapowiec) jest zdolny pobić ciężarną kobietę, lub choćby jej pobiciem grozić, to raczej nie będzie się do niej zwracał w wyszukanie uprzejmej formie: „Czy pani myśli, że…”, tylko najprawdopodobniej wrzaśnie jej: „Pewnie ci się wydaje, taka-owaka, że…” Nieważne czy to będzie Niemiec czy Polak, gestapowiec czy enkawudzista… Zobaczę, czy teraz mi odpowiesz, że enkawudziści byli na ogół Rosjanami :-)

        • Ludzie w Polsce często mylą życie prywatne z zawodowym. To, że masz prace taką jaką masz i starasz się ją dobrze wykonywać nie znaczy, że sam musisz być bydlakiem. Uważam, ze można być uprzejmym nawet wykonując prace rzeźnika czy kata, aczkolwiek sama praca do estetycznych nie należy.
          PS
          Enkawudziści na ogol byli Żydami.

  7. Ta historia w kilku miejscach przypomina historię mojej Babci.
    10 Luty 1940 – pierwsza wywózka na Syberię, Babcia w 8 miesiącu ciąży z moją Mamą. Podczas postoju pociągu Babcia coraz gorzej się czuje, ludzie zaczęli walić w drzwi wagonu krzycząc że jest tu chora i zaczyna rodzić.
    Jakiś oficer „zmiękł” na ten widok i pozwolił przewieźć ją do szpitala (oczywiście pod eskortą) do porodu a po porodzie miała być wywieziona następnym transportem. W szpitalu poznała jakąś kobietę, która przy pomocy wszelkich możliwych znajomości umożliwiła jej ucieczkę ze szpitala. Czekała ją jeszcze jedna przeprawa – przejść przez sito rosyjsko-niemieckiej komisji żeby móc jak najprędzej legalnie przedostać się do Generalnej Guberni. Na komisję dostała się też dzięki tej samej kobiecie, za solidną łapówkę ale na miejscu okazało się, że Babcia nie ma zaświadczenia o zameldowaniu na terenie GG. Myślała że to już koniec, wyglądała przez okno patrząc czy jest na tyle wysoko… i wtedy podszedł do niej jakiś pan pytając czemu płacze. Babci było już wszystko jedno, wiedziała że rozmowy zwłaszcza z nieznajomymi mogą skończyć się różnie (a przeważnie źle) i kiedy opowiedziała o co chodzi ów pan dał jej blankiet in blanco poświadczający zameldowanie – musiała tylko wpisać swoje dane. Skąd się wziął tam ten człowiek z tak cennym drukiem – nie wiadomo. Cała historia zakończyła się pomyślnie, jest bardzo nieprawdopodobna ale chyba prawdziwa skoro moja Mama żyje i ja jestem na tym świecie. A ten druk został oprawiony i będzie przechodził z pokolenia na pokolenie jako najcenniejsza pamiątka.

  8. Szkoda, że bohaterstwo niektórych wychodzi dopiero teraz, kiedy tak mało zostało tych co wiedzą jak było naprawdę. Dlaczego nikt z szacownego gremium czytelników „PATRIOTÓW”, nie dostrzegł w tej młodej dziewczynie żołnierzu AK bohaterki, która została ledwie dostrzeżona przez ” bohaterkę” artykułu i pozostawiona sama sobie bez nogi. Czy ta dziewczyna nie była bohaterką, która nie miała tyle szczęścia na przesłuchaniu, której nikt nie pytał z pewnością „czy Pani myśli, że nie bijemy”, która zamiast opowiadać dyrdymały Niemcom, jak „bohaterka”, jak znani profesorowie historii, którzy jeden wyszedł na L4 z Oświęcimia a drugi, któremu w trakcie „Marszu Śmierci” w styczniu 45 roku, w którym zginęło tysiące więźniów Obozu Koncentracyjnego Stutthof, dobrzy Niemcy pomogli i jemu i jego bratu w ucieczce i przedostaniu się w mrozie 45 roku do Warszawy, jak Karolina Lanckorońska, która siedziała w obozie w celi – pokoju, w którym codziennie miała świeże kwiaty i na znak protestu zakazała ustawiania w jej pokoju kwiatów, a Niemcy zorientowali się kim ona jest po 2 lub 3 miesiącach ( historia podobna do bohaterki tegoż artykułu). Ludzie Niemcy naprawdę nie byli idiotami, z „KLOSA” czy „4 PANCERNYCH”. Chwała prawdziwej Bohaterce – Bezimiennej Dziewczynie- Kalece, Bohaterskim Żołnierzu Armii Krajowej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  9. Powstały filmy martyrologiczne – Katyń,Generał Nil,ale też serial Czas Honoru,Twierdza Szyfrów,później polsko-angielski serial szpiegowski-dramatyczne,trzymające w napięciu.Losy tej Bohaterki mogłyby z powodzeniem posłużyć za kanwę filmu emocjonującego bardziej niź te wymyślone bondowskie historie…

  10. Dziękuję , bardzo ciekawa historia jak i wiele innych. Wracam żeby kolejny raz dowiedzieć się czegoś nowego.
    Raz jeszcze dziękuję.
    Ps. krytyka, sprostowania tak wymądrzanie nie.
    Pozdrawiam .

  11. ” ile samolotów znajduje się na pokładzie pancernika” – oto jest pytanie.
    Dobry tekst, niestety w morderczym zapędzie, autor przesadził dozbrajając Tirpitz’a. Wystarczyło zajrzeć do internetu (czepiam się nieco-ale tak mam).

    • Szczegóły pozostawiam ekspertom, ale informacja o tym, że na wyposażeniu (uzbrojeniu?) Tirpitza znajdowały się cztery wodnosamoloty typu Arado Ar 196 jest ogólnodostępna. Jak się domyślam służyły jako maszyny obserwacyjne.
      Prawdopodobnie były na pokładzie pancernika, kiedy mówił o nich niemiecki oficer, ale raczej nie było ich w chwili zatopienia w norweskim fiordzie.
      pozdrawiam :-)

    • O ile kogoś fascynuje praca szpiega, kłamstwa i donosy. Patrzysz w lustro i mówisz sobie: ¨dzisiaj odwaliłem kawal dobrej roboty. Wskakując do łóżka i wyciągając informacje od pani X, dzięki mnie zginęło 2800 młodych ludzi na zbombardowanym okręcie. Ach co za radość mieć na sumieniu tylu ludzi…¨

      • Nie doczytałeś, że była wojna? Najlepiej było handlować rąbanką i czekać na koniec wojny i zwycięstwo Niemiec. Gdyby tych 2800 marynarzy nie zginęło to, o radości, zatopiliby ci niemieccy chłopcy alianckie okręty bojowe i transportowe ze sprzętem z 10000 ludzi. Ale ty miałbyś czyste sumienie. O ile by wcześniej twoi rodzice nie zginęli na robotach przymusowych lub w jakimś obozie.

        • A co ma wojna do mojego sumienia??? Teraz nie ma wojny a ilu jest bydlaków, którzy za złotówkę sprzedadzą sąsiadów i jeszcze babcie i matkę dorzuca gratis. To może wydawać ci się śmieszne ale bardziej mnie obchodzi moje sumienie niż jakaś wojna. Ważne żeby w każdych warunkach starać się być uczciwym człowiekiem. Nie bohaterem Polski Ludowej, Związku Radzieckiego czy USA. Tylko uczciwym, ciężko pracującym człowiekiem. To często dużo trudniejsze i mniej opłacalne niż być bohaterem…

        • Masz, oczywiście rację – odniosłem się tylko do twojej odpowiedzi do Moniki i nie staram się jej uogólniać na wszystkie osoby i czasy. Gdyby każdy tak postępował jak piszesz, nie byłoby bohaterów bo i nie byłoby okazji by nim zostać. Niestety jest, co sam zauważasz duży rozziew między teorią a praktyką i to niezależnie czy jest wojna czy pokój. Pozdrawiam i kończę.

      • Beznadziejny komentarz – pozwólmy aby następny chory psychicznie Hitler rozpętał wojnę pracując uczciwie, cieżko… poddając się bezmyślnie kolejnemu wariatowi w imię „czystego sumienia” a raczej tchurzostwa

  12. Nigdy wiecej wojen i takich tragicznych historii.
    p/s Podziwiam bohaterke za Jej WIARE w ZYCIE!!

  13. Dziękuję za ten piękny artykuł. Musimy czcić naszych BOHATERÓW!!!! Świat pamięta o Leonidasie i jego 300 dzielnych wojownikach Sparty, a my, Polacy MUSIMY pamiętać o swoich!!!

  14. Artykuł w porządku. Jednego tylko nie rozumiem jako stary handlowiec. Jaki sens jest dawać jedną orginalną kartkę żywnościową za dwie podrobione? O co tu chodzi? Jak w 80-tych latach podrabiali kartki zywnościowe w Berlinie, to z tymi fałszywymi kartkami szło sie do sklepu i robiło zakupy. Tych kartek nikt nie sprawdzał. Sztuka się liczyła. A za kartki trzeba było prawdziwymi pieniędzmi zapłacić. Dzisiaj też łatwo przy tej technice podrobić np znaczki pocztowe, ale nie ma zapotrzebowania.

    • Podobny sens jest przy profesjonalnym fałszowaniu pieniędzy. Jeżeli sfałszujesz jedną, dwie 100-dolarówki to możesz zaryzykować ich wprowadzenie do obiegu. Przy hurtowej ilości już się to nie opłaca, ryzyko wpadki jest zbyt duże. Ryzykujesz zbyt wiele (chociażby utratą drukarni, matryc itp.). Opłaci się więc przerzucić to ryzyko na innych sprzedając im „towar” po obniżonej cenie. Poza tym trudno wydać, nie zwracając na siebie uwagi na przykład 1 mln dolarów na własne potrzeby. Podobnie jest z bonami żywnościowymi. AK nie produkowała ich, żeby się wzbogacić, a puszczenie dużych ilości na małym terenie np. w Warszawie na pewno by ich zdekonspirowało z uwagi na konfidentów. Ciekawy artykuł, pozdrawiam,

  15. Witam,
    Wielkie podziękowania na Pani ręce, zarówno dla Pani jak i innych osób, które przybliżają naszemu społeczeństwu czym jest ojczyzna oraz patriotyzm.
    Proszę się nie zrażać niedociągnięciami. Mam nadzieję, że Pani blog, znajdujące się w nim wpisy staną się przyczynkiem do przemyśleń u wielu osób.
    Pozdrawiam.

    • Bardzo dziękuję :-)
      A przy okazji muszę Panią zaskoczyć (mam nadzieję, że nie rozczarować) – autorem wszystkich tekstów na tym blogu jest pan, nie pani ;-)))

      pozdrawiam :-)

      • Zatem, dziękuję Panu, a zaskoczenie, tudzież rozczarowanie nosi wyłącznie sympatyczne znamiona.
        Cieszy mnie, że tak wiele osób wnosi do Pańskiego bloga dodatkowe wątki i uszcżegółowienia.
        Jestem wnuczką czlowieka, który w latach ’39-’45 prowadził w okręgu białostockim tajne nauczanie, dodatkowo był czynnym oficerem AK, aresztowanym w 1945 r i skazanym na wieloletnie więzienie na terenie ZSRR. Mam świadomość, jak wiele pracy wymaga zdobywanie materiałow oraz jak wiele luk one zawierają.
        Raz jeszcze, wielkie, bardzo wielkie podziękowania na Pana ręce za pracę i przybliżenie nam osób, dla ktorych patriotyzm, poświęcenie dla ojczyzny było sprawą jakźe istotną, a zarazem oczywistą.
        Serdecznie pozdrawiam.

  16. co to jest wagomiar? nie można napisać:…. bomby o tak dużej wadze i ciężarze. wstyd blog a piszecie jak gimbusy z wp i emertyci z SE

    • „Wagomiar” to ani „gimbusowa” nowomowa, ani językowy archaizm, tylko normalne określenie używane przy opisie m.in. bomb lotniczych. Proszę zwrócić uwagę, że bomba lotnicza, to nie tylko jej waga (ciężar), ale też inne parametry.
      pozdrawiam

      • Panie jonaszdrobniak, myli się Pan. Za wikipedią podaję: „wagomiar (do XIX w., aktualnie dla broni gładkolufowej) – oznacza liczbę pocisków kulistych, które można odlać z funta ołowiu (np. kaliber 12)” oraz „Kalibry wagomiarowe używane są do broni gładkolufowej, głównie 12, 16 i 20 (kaliber wagomiarowy definiowany jako liczba kul okrągłych, które można odlać z jednego funta brytyjskiego ołowiu). Podanie kalibru w postaci ułamka, np. 12/70 określa oprócz samego kalibru wagomiarowego długość łuski podaną w mm, co przekłada się na max. długość komory nabojowej broni, w jakiej tą amunicję można stosować.”

        • Oczywiście mogę się mylić, ale moim skromnym zdaniem użycie określenia „wagomiar” w stosunku do bomby lotniczej nie jest błędem, a samo słowo „wagomiar” nie jest ani nowomową, ani archaizmem.

          Jeśli opiera Pan swoją wiedzę na Wikipedii, to polecam np. to: http://pl.wikipedia.org/wiki/VB-13_Tarzon ,gdzie napisano o „bombie burzącej Tallboy wagomiaru 12 tys.funtów”

          pozdrawiam

  17. Zgodnie z trescia artykulu ta pani byla zdrajca swojej ojczyzny jaka byly Niemcy. Chociaz pochodzila z rodziny niemiecko polskiej ale miala rodzine w Niemczech I urodzila sie w Berlinie. Zachwyt ma podwojne ostrze bo I w Polsce sa osoby dwu-narodowe ktore szpieguja na rzecz swojego drugiego narodu…. ale jedza polski chleb I rujnuja Polske. Wystarczy poaptrzyc na efekty gospodarcze Polski ktore zawdzieczaja wlasnie tej partji ludzi – czy musze wymienic Radka- zdradka…. Czy dalej bedzie ten cielecy zachwyt dla zdrajcow wlasnej ojczyzny ? Skoro juz nie podobal sie tej Pani Hitler to przynajmniej nie szkodzilaby wlasnemu krajowi I siedziala cicho.

    • Klasyczne bzdury,a to niby dlaczego nie mogła Polką (ojciec był Polakiem)dlaczego miałaby siedzieć cicho i przyglądać się zbrodniom niemieckim?Wybrała ojczyznę i dla niej się poświęcała(ty byś tak potrafił????).Radek-zdrajca? a coś konkretnie niż typowe pisowskie pomówienie?

      • Czy dla ciebie agent obcego wywiadu jakim jest CIA Polak na terenie Polski popniewaz Polski rzad mu sie nie podoba jest wzorcem do nasladowania ? Takim byl Kuklinski I takim jest Sikorski I wielu innych z tym ze ci ostatni sami stanowia rzad – nierzad. Sadzisz ze reprezentuja polska racje stanu ???
        Kogo wobec Niemiec reprezentowala ta agentka ktora niszczyla Niemcy ? Niestety nawet w prawie cywilnym dzieci nie sa obowiazane skladac doniesien na rodzicow w prawie procesowym. Nalezy wowczas zakmnac buzie ….

        • Zostawię to jednak bez komentarza podtrzymując wcześniejszą ocenę.”Masło maślane”

        • Jestem Prusakiem z niemieckiej rodziny. Nie znoszę Polski ale mam polski paszport i mowie płynnie po polsku. Czy wobec tego jeśli będę prowadził działalność wywiadowcza na terenie i na szkodę Polski czy tez będę takim bohaterem jak ta pani??? Przemyślcie to sobie bo kij ma dwa końce. Dla mnie osobiście szpieg to taki sam zawód jak prostytutka tyle, ze bardziej obrzydliwy. I proszę nie oczekiwać ode mnie szacunku dla takich postaci bo niezależnie dla kogo pracują, czy są ładni czy brzydcy, starzy czy młodzi za zdradę i za handel narkotykami należy się czapa.

        • Panie Jacku, jeżeli okazałoby się, że u steru władzy w Polsce zasiada człowiek dążący do unicestwienia innych nacji to byłby Pan obojętny? Jeżeli nie pozostałby Pan obojętny to czy podjąłby Pan działanie? A jeżeli podjąłby Pan działanie to zastanawiałby się Pan czy należy zaniechać starań o zatrzymanie tych dążeń bo być może to zdrada? W takim razie drżyjcie chirurdzy! Nie zdziwcie się, jeżeli wkrótce pacjent pozwie was za próbę zabójstwa! Jak inaczej nazwać „otwarcie” człowieka przy użyciu skalpela.

        • To może adam się wytrzep? Tyle emocji przelałeś na klawiaturę, że nie wiem. Teraz się czuję taką polską szmatą, w którą wycierasz buty, mieszasz z błotem, a na końcu strzelasz. Pomyśl jak fajnie, a może znowu trzepanko pierdolcu?

        • To wszystko na co cie stać? Prawdziwy wybuch intelektu: tylko bluzgi i obelgi. Wygląda, ze nic nie zrozumiałeś z tego co napisałem. Wracaj do przedszkola i do swoich bajek o złych i dobrych. Tyle, ze takich ludzi nie ma.

    • Jacek… ta kobieta przeciwstawiła się złu jakie rozpętał Hitler – czy gdyby ktoś z twojej rodziny mordował obcokrajowca to pomógłbyś mu bo nie zdradza się „swoich”- choć są mordercami – i to nie jednego człowieka lecz milionów.
      Popieram antymatoła przyłączając się do jego pytania:
      „Jacek jak tam leczenie”!?

  18. Piękna historia. Ostatnio rzadko można przeczytać coś interesującego i nie traktującego o wybrykach pseudo gwiazdeczek.

  19. Ewa masz rację tylko jak znam źycie zaraz pojawią się tutaj pod twoim adresem wpisy typu rasistka itp lewactwo niestety …….

  20. Wspaniała kobieta,która pewnie w „grobie się przewraca”na wieść że 49% Polaków?nie walczyłoby za Ojczyznę że jedynymi ideałami które wyznają to „fura skóra i komura”no można dodać”flacha i zmywak”.Trzeba pisać właśnie o takich ludziach a nie żałosnych celebrytach czy pseudo artystach pokroju Peszek

    • Nazwijmy rzecz po imieniu: szpieg czyli osoba, która w czasie wojny przekazuje informacje przyczyniające się bezpośrednio lub pośrednio do czyjejś śmierci. Czyli niezależnie od motywów i pochodzenia ta pani po prostu sprzedawała życie innych LUDZI!!! Coś wspaniałego, mieć na sumieniu czyjeś życie! Wybacz, to już wole uczciwie zarabiać zamiatając ulice czy zmywając gary. Przynajmniej bez obrzydzenia mogę popatrzeć w lustro. W wojsku to przynajmniej jest jasna sytuacja: albo ja zabije jego, albo on zabije mnie. Ale prawdziwy żołnierz ma mundur, nie kłamie, nie kryje się za cywilami i nie bawi się w przebierańca. Podziwiam prawdziwych żołnierzy i brzydzę się przebierańcami. Szanuje ciężką prace dla innych a nie bezsensowna śmierć przebierańca dla idei.

      • Pisząc bzdury pomyśl o tym jak wielu żołnierzy korzystało z informacji od takich osób – choćby ci, którzy unicestwili wspomniany w artykule pancernik.

  21. jeszcze lepsze niż historia Anny German. Zauwazylam pewne zdarzenie – w obozie nie chcą jej pomóc zydowscy lekarze. ……wolą sami sie otruć, niż pomóc komukolwiek uciec. Przeciez i tak by zginęli….to bardzo znamienne. Polacy ratowali Zydów, Zydzi Polaków najwyzej denuncjowali. Nie mowiac o Ukraincach. Byli tak samo zli jak nazisci. I przeciwko Polakom. W zasadzie zawsze. Zastanowmy sie w obecnej sytuacji politycznej.

    • Inny przykład (równie znamienny).Na Węgrzech oficer węgierski prowadził grupę żydów w polskich mundurach(w 39 r byli internowani) do Niemców gdyż zażądali wydania im wszystkich żydów znajdujących sie na terytorium Węgier,Oficer uciekł i przekazał konwojowanym by uciekali bo zginął,i co zrobili żydzi….pomaszerowali bez eskorty sami do Niemców.Uratowało ich to że niemiecki dowódca nie rozpoznał w nich żydów,a jeńcy wojskowi mu nie podlegali więc odesłał ich na południe Węgier gdzie przeżyli.

      • Podaj fakty, datę, miejscowość, jakieś nazwiska. Bo historia kupy się nie trzyma. Niemcy zażądali przyprowadzenia Żydów a potem nie rozpoznali w nich Żydów?:/ I jeszcze Żydzi którzy ochoczo pomaszerowali prosto w objęcia Niemców….

        • Sorki że nie pamiętam autora tej książki(chyba Łubczyk?) ,ale dotyczyła ona HENRYKA SŁAWIKA człowieka który na Węgrzech uratował około 5-7 tyś żydów

    • Doczekał w tym sensie, że nikt nie próbował go „reanimować”i przywrócić do służby, ani też zezłomować. Wystający z wody kadłub pocięto „na żyletki” dopiero po wojnie.
      pozdrawiam :-)

  22. Istotnie niezwykle interesująca historia; popieram ideę opisania jej przez dobrego reżysera. Oby współczesne młode kobiety nie musiały przeżywać takich losów, jak Zofia Rapp, jednakże warto by przynajmniej znały niezwykłe męstwo kobiet czasów okupacji i miały czasem refleksje nad tym, co uważają za trudności życia w czasach współczesnych

  23. Nie wiecie, że „Wszyscy bowiem musimy stanąć przed trybunałem Chrystusa, aby każdy otrzymał zapłatę za uczynki dokonane w ciele, złe lub dobre.” 2Kor 5: 10
    Dlatego polecam rady praktyczne jak uniknąć piekła. Kto chce skorzystać niech skorzysta a kto nie, to jego sprawa.
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

    • Przepraszam, ale uwazam to za belkot. Niestety, przekonalam sie, ze z zaslepionymi katolikami nie da sie dyskutowac, bo oni wiedza najlepiej. Zrobilo mi sie przykro. Podyskutowalabym zatem, ale wiem z doswiadczenia, ze sie nie da. Moze nowy Papiez wprowadzi wiecej milosci i tolerancji do religii katolickiej…Pozdrawiam wszystkich ludzi o otwartych pogladach!

    • Piekło na ziemi wywołał Hitler i dlatego walka była obowiązkiem – szkoda tylko, że nie dla wszystkich bo tłumaczenie swojego tchórzostwa wiarą by biernie jedynie stać i przyglądać się jak giną miliony niewinnych dzieci, kobiet, mężczyzn to zbrodnia – za którą wierzący mogą trafić do… piekła

  24. Tylko Polki stać na taki heroizm i taką MIŁOŚĆ do Polski.
    Po prostu trzeba się w naszym kochanym kraju URODZIĆ!!!!!!!
    Sama jestem DUMNĄ POLKĄ……..

    • Zgadzam się, pani Majko… Również jestem z tego dumny, no i z tego, że są takie wpisy… :)

    • Głupia teoria a czytać trzeba ze zrozumieniem. Bohaterka akurat urodziła się w Berlinie a ten na pewno nie leżał w granicach Polski. Po za tym była pół-krwi Niemką a więc to nie rodowód stanowi o miłości do danego kraju. Historia zna wiele przypadków osób urodzonych w Polsce z polskimi korzeniami od wielu pokoleń i te osoby akurat patriotyzmem się nie popisał a wręcz przeciwnie dziłały na szkodę Oczyzny

    • Ona była w połowie Polką :) Dziwi mnie też pewne określenie, skoro urodziła się w rodzinie polsko-niemieckiej w Berlinie, przed wojną, to skąd potem określenie, że mówiła jak rodowita Niemka? To chyba oczywiste -miała dwie ojczyzny, zdecydowała się na szpiegostwo dla Polski. Co nie zmienia faktu , że musiała być bardzo odważną kobietą i niezwykle piękną. Ciekawa postać.

    • Milosc, Patriotyzm, Duma…
      Trzeba sie tu urodzic?
      Wstyd! Wstyd! Wstyd!
      Brak logiki, polaczkowate zacietrzewienie, kontusz co sie na grzbiecie pali!

    • Pani Maju, zgadzam sie z przedmowcami, ze opsywana bohaterka nie byla 100% Polka. Miejsce urodzenia nie ma nic wspolnego z bohaterstwem, heroizmem, ani duma. Najwieksze znaczenie ma nasza postawa zyciowa, nasze czyny. Pozwala to okreslic nas jako LUDZI niezaleznie od narodowosci, czy rasy. Podam przyklad. Urodzilam sie w Polsce. Wyjezdzalam do tzw „demoludow”. Panowal zatem podzial – Europa wschodnia i zachodnia. Zaczelam chodzic do anglojezycznej szkoly. Z naszym nauczycielem smialismy sie z Amerykanow. I wtedy zrozumialam: Ja – Polka. Ja – mieszkanka Europy centralnej (dla niektorych – wschodniej), w koncu – ja – Europejka. Kiedy bylam w Pradze, porozumiewalam sie bez przeszkod w jezyku angielskim z ludzmi z calego swiata: Europa, Nowa Zelandia, Ameryka, Azja (Indie). Poczulam sie po prostu…ziemianka. Mieszkam w Szwecji. Pracuje w Norwegii. Porozumiewam sie w pieciu jezykach z ludzmi z calego swiata. Co do dumnej Polki, to zawsze staram sie dobrze reprezentowac nasz Kraj. Pomagam zawodowo wielu Polakom. Dyskutujemy z szefem filmy Kieslowskiego, sportowe osiagniecia, polska kulture i nasze jedzenie. Wiele osob zainteresowalo sie dzieki temu Polska, ma o nas lepsze zdanie. Moimi przyjaciolmi sa policjant i urzedniczka, dobrowolnie odwiedzajaca wiezniow. Znaja wielu Polakow, ktorzy siedza za kratkami. Bedac moimi przyjaciolmi, maja swiadomosc, ze nie tylko takie typy mieszkaja w Polsce. Rozpisalam sie. Mysle jednak, ze warto spojrzec na nasz kraj z perspektywy ufoludka – ot, mieszkancy Ziemi, ktorzy urodzili sie w jej pewnym punkcie. Prosze spojrzec na to krecace sie niebieskie cudo ze zdjec satelitarnych! My tam gdzies – na nim…

      • Dziękuję Pani, Pani Moniko za komentarz, który w moje młode serce wlał nadzieję. Studiuję w Krakowie, szukam swego miejsca na życie, zawsze będąc dumną z tego, że jestem Polką.
        Pozdrawiam serdecznie,
        Marysia.

    • Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzo no… lub potocznie: nie mow „hop”… dopiero w godzinie smierci bedziemy wiedzieli czy jestesmy/bylismy dumnymi Polakami, czy malymi tchorzami….

  25. Szkoda, że w dobrym artykule znalazł się błąd ortograficzny… „9-cio miesięczny”!!! Dwa błędy w jednym wyrazie! 1. W języku polskim nie dodaje się pseudokońcówek (np. -cio, -szy itp.) do liczebników. Jeśli liczebnik nie jest w mianowniku można dać kropkę. 2. Jest to jeden wyraz, a nie dwa: dziewięciomiesięczny lub 9-miesięczny. Wstyd.

    • Bardzo Tobie współczuję że nie mogłaś się rozkoszować( tak jak pozostali czytelnicy) ciekawym artykułem tylko musiałaś skupiać się na kropkach, przecinkach, partykułach i liczebnikach…

      • kulturalnie zwrócił uwagę, a błąd powinien zostać poprawiony. Fajna opowieść, wiec sporo ludzi ją przeczyta i nie ten błąd mogą dalej powielać.
        Dbajmy o nasz język i tyle.

        Pozdro dla wszystkich
        Ps. wojna to wojna, czyli zła rzecz, ale nie wiem czy bym chciała przyczynić się do śmierci kuzyna

        • skoro tak dbasz o język polski to nie rozumiem co w twojej wypowiedzi robi słowo „pozdro” a sama wypowiedź też nie jest poprawna..

      • no, nie? :) ludziska doczepią się do wszystkiego…Na prawdę czytałam z zaciekawieniem, powoli, delektując się wyrazem po wyrazie.

    • Ja też staram się używać j. polskiego jak najbardziej poprawnie. Różnie to wychodzi. Zresztą tak samo jak i tobie. Cóż to za „figura” ten wielokropek na końcu pierwszego zdania twojego wpisu? Przyganiał kocioł garnkowi a sam smoli. Jakież to polskie…

      • Szczególarze się znaleźli. Ani słowa na temat artykułu.
        Tylko spory o przecinki i kropki.
        Marnujecie talent.
        Bylibyście wspaniałymi śledczymi/prokuratorami.
        Pozdrowienia.
        Komisarz Przygoda.

    • Poprawione – na „dziewięciomiesięczny” – mam nadzieję że usatysfakcjonuje to wszystkich językowych purystów ;-)

      Dziękuję za zwrócenie uwagi – konstruktywna krytyka zawsze mile widziana :-)
      pozdrawiam

    • to będzie w języku polskim tak jak w angielskim teraz,gdzie pisze się 2 razy więcej liter niż samogłosek gdy się je wymawia.dla mnie taki zapis liczebników jest dobry i potrzebny i wystarczający . gramatykę można zmieniać i ona się zmieniła bardzo. nie ma co utyskiwać na gramatykę w luźnym formowaniu myśli,opinii,gdy sie rozumie o tym co kto mówi.

    • Ot i mamy pania pedagog.Daj sobie kobitko na luz.
      Polonistka sie znalazla. Mam dosyc takich komentarzy jak i dosyc mam bzdurnej polskie gramatyki.
      Wytlumacz mi roznice pomiedzy osemka a usemka bo nie ogarniam.
      Kilkamiesiecy temu jakis profesor staral sie wytlumaczyc w telewizji ze jest to wielka roznica. Moze dla ludzi Twojego pokroju ktorzy zamiast delektowac sie historia opisana powyzej zawsze „cos” znajda.Popros swojego meza lub partnera niech pisze do Ciebie listy a Ty z czerwonym pisaakiem w reku bedzieszsprawdzala pisownie :)
      Odpiszesz mu i wystawisz ocene koncowa…
      Pozdrawiam

      • Mam dość czytania takiego bełkotu! Dziecko internetu i wolności (zwłaszcza oo szkoły). Zmykaj prędko szkodniku językowy!

    • Jest to uchybienie zarówno natury ortograficznej, jak i gramatycznej (a ściślej mówiąc: fleksyjnej). Uważam,że zwracanie uwagi powinno odbywać się kulturalnie, a Tobie jakby tego zabrakło. ten „wstyd” na końcu niesmaczny troszkę.

    • Jak coś chcemy poprawiać to róbmy to z klasą – z kulturą.
      Niestety w tym przypadku tego zabrakło – i nawet wiedzą z zakresu ortografii nie pomogła – proszę się wstydzić za brak taktu – nie tylko wobec autora lecz nasz wszystkich, którzy jesteśmy tu dla opisanej historii wspaniałej postawy bohaterki a nie dla wzajemnych pouczeń czy krytyki.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.