Rozejm bożonarodzeniowy

Był 24 grudnia 1914 roku. W mroźnym, krystalicznie czystym powietrzu doskonale słychać było słowa kolędy, które do uszu brytyjskich żołnierzy docierały z oddalonych o kilkadziesiąt metrów niemieckich okopów - „Stille Nacht. Heilige Nacht. Alles schläft, einsam Wacht”. Tekst był Brytyjczykom zupełnie obcy, ale melodia całkiem znajoma…
Kiedy ucichły słowa ostatniej zwrotki z niemieckich okopów wychylił się żołnierz, który zamiast karabinu trzymał udekorowaną świątecznymi ozdobami choinkę. Wychodząc zaczął krzyczeć – Nie strzelać, nie strzelać! Wesołych Świąt!
Podobne sceny rozgrywały się w tym dniu w różnych miejscach na linii frontu, dając początek bezprecedensowemu w historii wojen wydarzeniu, kiedy to w wigilię Świąt Bożego Narodzenia 1914 roku, niemieccy i alianccy żołnierze, zawarli spontaniczne zawieszenie broni, nazwane później „rozejmem bożonarodzeniowym”, albo „rozejmem kapitanów”.

Nieudany blitzkrieg

Wojna, która rozpoczęła się 28 lipca 1914 roku miała być nowoczesna i krótka, a łatwe zwycięstwo miano osiągnąć kosztem minimalnych strat w ludziach. Zarówno Francuzi jak i Niemcy byli przekonani, że błyskotliwa ofensywa przyniesie im szybki triumf. Jednak już po kilku tygodniach stało się jasne, że z wojny błyskawicznej nic nie wyszło, a użycie nowych rodzajów broni powoduje śmierć i spustoszenie w niewyobrażalnych wcześniej rozmiarach.
Na początku września 1914 roku na froncie zachodnim niemiecka ofensywa została zatrzymana w bitwie pod Marną. Linia frontu ustalona pod koniec listopada 1914 roku, po bitwie we Flandrii, miała się praktycznie nie zmienić przez następne cztery lata. Od wybrzeża Morza Północnego aż po szwajcarską granicę, na długości 800 kilometrów, ziemię poprzecinały labirynty okopów, podziemnych korytarzy i schronów, do których dostępu broniły pola minowe i zapory z drutu kolczastego.
Po czterech miesiącach krwawych zmagań dla wszystkich walczących stron oczywiste było, iż zanosi się na długotrwały, wyniszczający konflikt. Rozpoczęła się wojna pozycyjna.

W okopach

Żołnierze, którym na początku wojny obiecywano, że na najbliższe Święta Bożego Narodzenia, w glorii zwycięzców powrócą do domów, musieli pogodzić się ze świadomością, iż opłatkiem będą dzielić się w okopach, z dala od swoich rodzin i bez nadziei na to, że rychło się z nimi zobaczą.
Po obu stronach frontu ludzie ugrzęźli w takich samych błotnistych, zalewanych przez wodę okopach, w brudzie i smrodzie oraz w towarzystwie wszy i coraz bardziej zuchwałych szczurów. Na wąskim pasie ziemi niczyjej, rozkładały się trupy, poległych w kolejnych beznadziejnych atakach nieszczęśników, których nie można było pochować z powodu ciągłego ostrzału.
Okopy można było opuszczać tylko na wyraźny rozkaz. Najczęściej był to rozkaz ataku, do którego żołnierze wyruszali ze świadomością, że albo zginą od razu albo będą skazani na powolne konanie na ziemi niczyjej, bez szans na pomoc. Wychylenie się z okopu groziło śmiercią z ręki snajpera, jednocześnie pozostanie w nim nie gwarantowało bezpieczeństwa, bowiem artyleryjska nawała jeśli nie zabiła szrapnelem, to mogła pogrzebać człowieka żywcem.
Nadejście zimy zmieniło sytuację o tyle, że błotnista breja zamarzła na kamień, a wypalony i przeorany eksplozjami księżycowy krajobraz wokół okopów, przykrył śnieg. Strach, wyczerpanie, zagubienie w chaosie wojny i niepewność jutra, pozostały niezmienne.

Wigilia

W takiej atmosferze, wigilię Bożego Narodzenia 1914 roku przyszło spędzić walijskim fizylierom siedzącym w zamarzniętych okopach w pobliżu Ypres w zachodniej Flandrii – miejsca, w którym za trzy lata Niemcy po raz pierwszy użyją gazu musztardowego, nazwanego później Iperytem.
Wraz z zapadającym zmierzchem brytyjscy piechurzy z coraz większym zdziwieniem patrzą w stronę oddalonych o kilkadziesiąt metrów niemieckich pozycji. Najpierw na całej ich długości zaczynają pojawiać się kolejne choinki i świąteczne dekoracje oświetlone świeczkami i papierowymi lampionami, a wkrótce po tym do uszu zaskoczonych Brytyjczyków zaczynają dochodzić dźwięki kolędy. Kiedy orientują się, że zaintonowana przez Niemców „Stille Nacht”, to przecież doskonale znana im „Silent Night”, przyłączają się do śpiewania i wkrótce po obu stronach frontu rozbrzmiewa dwujęzyczna kolęda.
Ośmieleni wspólnym śpiewaniem żołnierze, najpierw zaczynają wykrzykiwać w kierunku wrogich okopów świąteczne życzenia, a po chwili zapraszają się do wzajemnych odwiedzin. Pierwsi wychodzą z okopów Niemcy. Chwilę trwa napięcie i niepewność jak zareagują ci po drugiej stronie. Brytyjczycy nie strzelają, ale obawiając się jakiegoś podstępu, pozostają w okopach. Dopiero widok kolejnych Niemców opuszczających swoje pozycje bez broni powoduje, że Brytyjczycy też zaczynają wychodzić.
Żołnierze wrogich armii spotykają się w pasie ziemi niczyjej, w połowie drogi między liniami okopów. Zaczynają się nieśmiałe rozmowy, wymiana drobnych podarunków, później składanie świątecznych życzeń. Walijczycy częstują Niemców śliwkowym puddingiem, a ci rewanżują się beczką piwa.

Rozejm

Do spontanicznego zawieszenia broni dochodzi w różnych miejscach wzdłuż linii frontu, głównie między żołnierzami niemieckimi i brytyjskimi, zdecydowanie rzadziej francuskimi i belgijskimi. Wstrzemięźliwość Francuzów i Belgów jest uzasadniona, bowiem i jedni i drudzy pomimo tego, iż wojna trwa zaledwie od pięciu miesięcy, mają wystarczająco dużo powodów aby do pomysłu świątecznego bratania się z Niemcami podchodzić bez entuzjazmu.
Francuzi stracili już 400 tysięcy poległych żołnierzy – dziesięciokrotnie więcej niż Brytyjczycy. W Belgii natomiast Niemcy wykazują się niezwykłą brutalnością i barbarzyństwem, rozstrzeliwując cywili i paląc całe wsie i miasteczka.

Wśród żołnierzy, którzy spotykają się na ziemi niczyjej początkowy dystans i wzajemna nieufność zostają szybko przełamane. Mężczyźni wymieniają się drobiazgami, częstują papierosami i tytoniem oraz słodyczami i innymi frykasami, które dostali w świątecznych paczkach przysłanych z domu. Wraz z pojawieniem się alkoholu ludzie, którzy  kilka godzin wcześniej strzelali do siebie bez zastanowienia, zaczynają wznosić wzajemnie toasty. Anonimowy dotychczas wróg okazuje się być takim samym człowiekiem z takimi samymi doświadczeniami, marzeniami i lękami. Żołnierze chwalą się zdjęciami swoich narzeczonych, żon i dzieci.  Na moment zapominają, że jest wojna i przyjechali tu po to by się wzajemnie pozabijać…

Uczestnik tamtych wydarzeń kapral John Ferguson z brytyjskiego regimentu Seaforth Highlanders zapamiętał je w następujący sposób:
- Cóż to był za widok – małe grupki Niemców i Brytyjczyków tworzyły się na prawie całej długości naszego frontu! W ciemności można było usłyszeć śmiech i zobaczyć zapalone zapałki. Tam gdzie nie można się było dogadać, żołnierze pomagali sobie gestykulując. Staliśmy tutaj śmiejąc się i rozmawiając, a jeszcze kilka godzin wcześniej próbowaliśmy się wzajemnie zabić”.
Josef Wenzel z 16. Bawarskiego Rezerwowego Pułku Piechoty, w którym służył wówczas młody Adolf Hitler (nawiasem mówiąc przyszły kanclerz III Rzeszy był przeciwny rozejmowi), w liście do rodziny opisał spotkanie z brytyjskimi żołnierzami w następujący sposób:
„Widziałem na własne oczy coś co jeszcze kilka godzin wcześniej wydawało się szaleństwem. Ludzie, którzy przed chwilą byli zaciekłymi wrogami, ściskali sobie dłonie, rozmawiali i wymieniali różne rzeczy. Jeden podszedł do mnie, od razu uścisnął moją dłoń i przekazał mi kilka papierosów, drugi dał mi pamiętnik, trzeci podpisał się na pocztówce, czwarty zanotował swój adres w moim notesie. Jeden Anglik zagrał na harmonijce ustnej niemieckiego żołnierza, inni tańczyli, jeszcze inni dumnie paradowali w naszych pikielhaubach (…). Nie zapomnę tego widoku przez resztę mojego życia”.
Obie strony korzystając z rozejmu grzebią zwłoki poległych żołnierzy leżące na ziemi niczyjej. Zdarzają się wspólne pochówki z oddaniem honorów wojskowych. Szkoci z 6th Gordon Highlanders składają swoich towarzyszy broni do jednej mogiły z Niemcami, a następnie przy akompaniamencie dudziarza wszyscy wspólnie odśpiewują psalm 23.
Oficerowie, którzy wyszli z okopów razem ze swoimi żołnierzami ustalają, że zawieszenie broni będzie obowiązywało do godziny 8:30 drugiego dnia Świąt (stąd określenie „rozejm kapitanów”).
Spontaniczny rozejm szeregowych żołnierzy i młodszych oficerów, z oczywistych powodów nie podoba się sztabowcom. Żołnierze mają zabijać wroga i zdobywać jego okopy, a nie zapraszać go na piwo i częstować świątecznym puddingiem.
Szybko zostają wydane rozkazy zakazujące fraternizowania się z wrogiem. Żołnierze najczęściej stosują się do nich w ten sposób, że pozostają w okopach, ale powstrzymują się od strzelania, wobec czego rozejm zostaje utrzymany.
Zgodnie z ustaleniami zawieszenie broni obowiązuje do drugiego dnia Świąt, ale na niektórych odcinkach frontu trwa nawet do Nowego Roku. Zdarzają się miejsca gdzie żołnierze niechętnie wznawiają walkę, a w jednym z niemieckich pułków dochodzi do buntu, w efekcie którego pułk trzeba wycofać z frontu i zastąpić nowo przybyłą jednostką.

Mecz

Niektórzy brytyjscy żołnierze uczestniczący w bożonarodzeniowym rozejmie, w listach pisanych z frontu wzmiankowali coś o meczach futbolowych, które rozgrywano na froncie. Na tej podstawie powstała historia o meczu rozegranym pomiędzy brytyjskimi i niemieckimi żołnierzami podczas zawieszenia broni. Jest prawdopodobne, że odbył się co najmniej jeden taki mecz, ale nie można tego ani jednoznacznie potwierdzić, ani zupełnie wykluczyć, zatem nie wiadomo czy żołnierzom wrogich armii faktycznie zdarzyło się wspólnie pokopać futbolówkę, czy też jest to jedynie piękna wojenna legenda.

Epilog

W spontanicznym rozejmie uczestniczyło kilkadziesiąt tysięcy żołnierzy. Ostatni żyjący uczestnik opisywanych wydarzeń, Szkot Alfred Anderson zmarł 21 listopada 2005 r. w wieku 109 lat.
Do końca wojny żołnierze jeszcze trzykrotnie musieli spędzać Święta Bożego Narodzenia w okopach i zdarzało się, że uzgadniano zawieszenie broni, jednak już nigdy na taką skalę jak w 1914 roku.
Użycie gazów bojowych, hekatomba ofiar pod Verdun i innych bitwach oraz doświadczenia kolejnych frontowych miesięcy, powodujące narastającą wzajemną wrogość i nienawiść, coraz bardziej oddalały od siebie ludzi siedzących po przeciwnych stronach frontu.
Jednocześnie podczas kolejnych wojennych Świąt Bożego Narodzenia sztaby obu stron konfliktu, w celu uniemożliwienia jakichkolwiek prób świątecznego pojednania, wydawały rozkazy prowadzenia ciągłego ostrzału artyleryjskiego.

Pamięć i inspiracje

W 1999 roku w pobliżu Ypres dla upamiętnienia wydarzeń sprzed 85 lat postawiono drewniany krzyż, natomiast 11 listopada 2008 roku, w 90-tą rocznicę zakończenia I wojny światowej, w Freilighien – małej miejscowości położonej na belgijsko-francuskiej granicy, odsłonięto pomnik, na którym umieszczono słowa „Świąteczny rozejm 1914 roku” oraz oznaczenia dwóch jednostek uczestniczących w świątecznym zawieszeniu broni – kompanii „A” 2 Batalionu Królewskich Walijskich Fizylierów („A” Company of 2/Royal Welch Fusiliers) oraz pruskiego 6 Batalionu Strzelców (6 Jäger Batalion).
W 1983 roku Paul McCartney nakręcił teledysk do piosenki „Pipes of Peace” („Fajki pokoju”), nawiązujący do wydarzeń z 1914 roku, a w 2005 roku powstał francuski film „Joyeux Noel” („Wesołych Świąt”) opowiadający o wydarzeniach rozejmu bożonarodzeniowego.

Bibliografia:
J. Pajewski, Pierwsza wojna światowa 1914-1918, Warszawa 1998

Wybrana netografia (dostęp 23.12.2013r.):

http://www.fortwerner.pl/news/20/1/jezyk/pl

http://rebelya.pl/forum/watek/59737/

http://history1900s.about.com/od/1910s/a/christmastruce.htm

http://news.bbc.co.uk/2/hi/uk/4123107.stm

http://www.christmastruce.co.uk/football.html

http://www.christmastruce.co.uk/football.html

http://movehimintothesun.wordpress.com/2011/01/04/the-christmas-truce-of-1914/

http://www.1914-1918.net/truce.htm

http://www.todayifoundout.com/index.php/2012/12/december-24-1914-the-christmas-truce/

http://www.historylearningsite.co.uk/christmas_1914_and_world_wa.htm

http://theweek.com/article/index/254362/the-christmas-truce

7 Komentarze

  1. A ja powiem trochę przekornie … jakie to głupie! Pogodzić się, po to by po paru dniach zacząć do siebie znów strzelać.
    Ale rozumiem, że rozejm był oddolną potrzebą zwykłych szeregowców, a ‚wierchuszka’ miała inne cele.
    Jak to zwykle bywa w polityce.
    Niestety :(
    Dobrze, że my nie musimy zawierać rozejmów. Przynajmniej w tej cześci świata …
    Pozdrawiam noworocznie :)

    • Nie wykonać rozkazu i stanąć przed plutonem egzekucyjnym, albo wykonać i strzelać do ludzi, którym kilka godzin wcześniej składało się świąteczne życzenia…
      W świąteczno-noworocznym klimacie, nieco idealistycznie powiem – oby już nikt nigdy nie musiał mieć takich dylematów.

      Również pozdrawiam i wszystkiego najlepszego w nowym roku życzę :-)

  2. Bardzo ciekawy wpis. Obiło mi się już to o uszy, ale fajnie było dowiedzieć się więcej :)

    W ogóle uważam, że to świetny blog, bardzo chętnie tu zaglądam ;) Proszę pisać dalej!

    • Bardzo dziękuję. Jeżeli tylko czas pozwoli, a teksty będą się cieszyć zainteresowaniem, to na pewno będę pisał dalej ;-)
      pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.