Mieszko I Wiking ?

Jak powszechnie wiadomo założycielem dynastii Piastów był niejaki Piast Kołodziej. Kmieć, bartnik i piastun książęcych dzieci, a według Długosza nawet mieszczanin z Kruszwicy.
Chatę owego kołodzieja, bartnika, etc. podczas postrzyżyn syna Ziemowita, odwiedziło dwóch wędrowców. Przybysze niejako przy okazji, w cudowny sposób zamienili wodę w piwo, co zapewne pomogło w rozkręceniu imprezy, ale najdonioślejszym skutkiem ich wizyty było „namaszczenie” Ziemowita na przyszłego władcę Polan. Jak to się potoczyło dalej, wszyscy wiemy.
Legenda znana z kronik Galla Anonima, Wincentego Kadłubka i Jana Długosza, konsekwentnie później podtrzymywana przez kolejnych kronikarzy, dziejopisarzy i historyków, przetrwała aż do czasów współczesnych.
Niestety, często legendy nie mają nic wspólnego z historycznymi faktami i również w tym przypadku wiele wskazuje na to, że Piast Kołodziej w roli założyciela królewskiej dynastii jest niczym więcej jak konfabulacją kronikarzy.

Mieszko I według Jana Matejki (źródło Wikimedia Commons)

Fantazje Anonima
Autorem pierwszego pisemnego źródła, mówiącego o rodowodzie piastowskiej dynastii, był wspomniany już wcześniej, benedyktyński mnich przedstawiający się skromnie jako Gall Anonim. Jego „Kronika polska”, z której czerpiemy wiedzę o zaraniach naszego państwa powstała na początku XII wieku, czyli z grubsza licząc ok. 300 lat po rzekomych postrzyżynach Ziemowita, co już samo w sobie nakazuje ostrożność w ocenie rzetelności kronikarskiego przekazu.
Sęk w tym, że za bardzo nie wiadomo z czego Gall Anonim czerpał wiedzę na temat zdarzeń, które według niego miały miejsce trzy wieki wcześniej. Pisemnych źródeł nie było, natomiast dostęp do przekazów ustnych. kronikarz miał mocno utrudniony z tej prozaicznej przyczyny, że nie znał lokalnego języka. Na dworze Bolesława Krzywoustego, gdzie Gall przebywał, do codziennej komunikacji z dworzanami i księżmi w zupełności wystarczała znajomość łaciny.
Kronikarz mógł zatem spisywać jedynie to co zostało mu powtórzone po łacinie. Ile z tego co mu opowiedziano zostało zniekształcone podczas tłumaczenia, a ile z tego co usłyszał zrozumiał opacznie, nie dowiemy się nigdy.
O Gallu Anonimie wiemy, że był dobrze wykształcony i znał wiele legend oraz podań opowiadających o genezie książęcych i królewskich rodów powstałych na zachodzie Europy. Fakt ten tłumaczyłby zadziwiające podobieństwo tych historii do legendy o Piaście Kołodzieju i jego potomkach.
Wiele wskazuje więc na to, że to czego Gall nie wiedział, po prostu sobie dopowiedział posiłkując się swoją znajomością zachodnioeuropejskich podań i legend. Jest zatem wielce prawdopodobne, iż większość z tego co na temat powstania dynastii Piastów znajdujemy w Kronikach Galla, jest zwyczajnie zmyślone.

Skąd nasz ród?

Jeśli więc Mieszko I nie był potomkiem Piasta Kołodzieja, władcy Polan – mężnego, acz spokojnego i pokojowo nastawionego ludu rolników, bartników i kołodziejów, którzy od setek lat zamieszkiwali piękną i żyzną słowiańską krainę, to skąd pochodzi nasz „królewski szczep piastowski”?
Wyniki badań archeologicznych potwierdzają, iż państwo Mieszka I faktycznie powstało na terenach dobrze wcześniej zagospodarowanych, jednakże tereny te zostały gwałtownie zniszczone i w pośpiechu opuszczone przez dotychczasowych mieszkańców. Wątpliwe zatem jest, aby przodkowie Mieszka I od pokoleń zamieszkiwali ziemie, którymi władał. Wprost przeciwnie, wiele wskazuje na to, że to właśnie on, ewentualnie jego ojciec lub dziadek najechali i podbili terytorium, na którym utworzyli nowy organizm państwowy.
Kim w taki razie byli przodkowie Mieszka I i skąd pochodzili?

Tropem Wikingów

Obecna wiedza historyczna pozwala wysnuć bardzo wiarygodną hipotezę, iż należy ich szukać po drugiej stronie Bałtyku, u naszych północnych sąsiadów, a konkretnie pośród ich walecznych przodków, którzy dziesięć wieków temu rozbijali się po całej Europie.
Wieki od VIII do X, to w Europie okres ekspansji Wikingów, zwanych na zachodzie Normanami, a na wschodzie Waregami. Wikingowie dotarli na terytorium dzisiejszej Anglii, Irlandii, Francji, Włoch, Rosji i zdominowali wybrzeże morza Bałtyckiego.
Jeżeli więc Wikingowie pływali na rzekach dzisiejszej Rosji, na Łabie i Renie i dotarli nawet do Dunaju, to z jakiego powodu nie mieliby pływać po Odrze i Wiśle? Trudno też znaleźć racjonalne wytłumaczenie dlaczego mieliby ominąć ziemie zamieszkałe przez Polan, jeżeli wiodła przez nie najkrótsza droga na południe.
Początkowo wyprawy Wikingów miały czysto łupieżczy charakter, ale z czasem przybysze z północy zaczęli osiedlać się na podbitych terytoriach i asymilować z miejscową ludnością.
Przyczyna takiego zachowania była prozaiczna. Jak wiadomo w feudalnej kulturze, wyłączność na dziedzictwo miał najstarszy potomek władcy. W uproszczeniu wyglądało to tak, że kiedy „ojcowizna” zaczynała robić się zbyt ciasna, wielu ambitnych młodszych synów skandynawskich jarlów, wyruszało szukać szczęścia za morzem.
O tym, iż Wikingowie osiedlali się na stałe również na terenach między Wisłą a Odrą, świadczą archeologiczne eksploracje, ujawniające pozostałości zbudowanych przez nich obronnych osad i miast oraz ich groby. Dowody stałej bytności Wikingów znaleziono m.in. na wyspie Wolin, gdzie Wikingowie zbudowali jedno z największych i najbogatszych miast w tej części Europy, we wsi Kałdus koło Chełmna, w Stradowie i Naszacowicach w Małopolsce oraz co najważniejsze, w Ostrowie Lednickim uznawanym za kolebkę polskiej państwowości.
Dlaczego Gall Anonim w swojej Kronice ani słowem nie wspomina o normańskich podbojach? Odpowiedź jest prosta – wszystko wskazuje na to, iż temat Wikingów był dla niego terra incognita.

Mieszko czy Dagen?

Wiadomo, iż imieniem Mieszko pierwszy władca naszego państwa posługiwał się podczas ślubu z Dubrawką, ale jak zwano go wcześniej?
Próżno szukać odpowiedzi na to pytanie w Kronice Galla, w czym akurat nie ma nic dziwnego, bo ujawnienie pierwszego imienia Mieszka I podważałoby lansowaną przez Galla koncepcję pochodzenia od Piasta Kołodzieja. Kronikarz ogranicza się zatem do stwierdzenia, iż „Książę Mieszko zwany zrazu był imieniem innym”. Jakim? Na ten temat Gall już milczy.
Szukając odpowiedzi na pytanie jak Mieszko miał na imię, kiedy jeszcze nie był Mieszkiem, interesujący trop znajdujemy w dokumencie spisanym w 991 roku, znanym pod nazwą Dagome Iudex, czyli w wolnym tłumaczeniu Prawo Daga, albo Dagoma.
Podstawowe pytanie na jakie trzeba odpowiedzieć po lekturze tego łacińskiego tekstu brzmi dlaczego dokument napisany pod dyktando Mieszka I został opatrzony imieniem Dag (Dagom, Dagon?).
Powstały różne teorie na ten temat, ale najbardziej przekonująca wydaje się być ta, która mówi, iż Mieszko po prostu użył swojego pierwszego, przedchrześcijańskiego imienia. Być może w swoim testamencie, jak traktuje się Dagome iudex, chciał przypomnieć o swoim pochodzeniu? Jeśli tak było faktycznie, to mielibyśmy kolejny dowód na to, że Mieszko nie pochodził z plemienia Polan – imiona Dag, czy też Dagon, nie były imionami słowiańskimi.

Śluby

Zanim Mieszko postanowił się ochrzcić i poślubił Dubrawkę, zdążył pojąć za żonę niejaką Geirę córkę duńskiego króla Haralda Blatanda. Geira urodziła mu trzy córki, których mariaże również wskazują na silne związki Mieszka ze Skandynawią.
Wszystkie nosiły raczej mało popularne wśród Słowian imiona – Geira, Astryda i Sygryda i wszystkie trzy zostały żonami znanych skandynawskich władców. Najmłodsza z nich Sygryda najpierw poślubiła króla Szwecji Eryka Zwycięskiego, a następnie króla Danii Swena Widłobrodego.
Trudno sobie wyobrazić aby duński król oddał swoją córkę jakiemuś nieznanemu słowiańskiemu wodzowi, potomkowi pszczelarza i kołodzieja, podobnie jak trudno uwierzyć w to, iż córki tego słowiańskiego wodza stanowiły atrakcyjne „partie” dla skandynawskich władców.
Inaczej rzecz wygląda, jeśli mamy do czynienia z wodzem Wikingów, któremu udało się podbić i utrzymać na obcym terytorium, tworząc tam własne państwo. Taki ktoś, ewentualnie jego bezpośredni potomek, z pewnością miałby wysokie notowania wśród swoich skandynawskich „ziomków”.
Na marginesie można jeszcze wspomnieć, iż siostra Mieszka I – żona księcia węgierskiego Gejzy i matka Św. Stefana, również nosiła bardzo mało popularne wśród Słowian, a zwłaszcza wśród Polan, imię Atlejta vel Adelajda i z racji swojej nordyckiej urody i jasnych blond włosów była zwana „Białą Knegini”.

Drużyna Księcia

Mieszko nie zdołałby utrzymać władzy gdyby nie dysponował odpowiednią siłą militarną. Zapewniała mu ją słynna drużyna, licząca trzy tysiące zaciężnych wojów – w większości cudzoziemców, z którymi Mieszko porozumiewał się w jakimś obcym, nieznanym miejscowej ludności języku.
Przy okazji warto zwrócić uwagę na to, iż zarówno Mieszko I jak i jego syn Bolesław Chrobry, mówili najczęściej nie po polsku, czy po łacinie, ale po niemiecku. Trzeba przyznać, że jak na Polan z „dziada pradziada”, preferencje językowe mieli co najmniej zastanawiające.
Mieszko uzbroił swoich wojów w najnowocześniejszy wówczas oręż – długie miecze i topory bojowe oraz pancerze i żelazne hełmy, co ponoć dawało im taką przewagę, że nie mieli problemów z pokonaniem dziesięciokrotnie liczniejszego przeciwnika. Arsenał Mieszkowych wojów był charakterystyczny dla Wikingów, co jest o tyle znamienne, że Wikingowie, z oczywistych powodów, nie produkowali uzbrojenia na „eksport” ani nie prowadzili jego hurtowej sprzedaży.
Czyżby zatem cudzoziemscy wojowie z Mieszkowej drużyny byli Wikingami?
Swoją wartość bojową drużyna Mieszka udowodniła pod Cedynią. Zwycięstwo nad nad brandenburskimi margrabiami, stanowi przy tym kolejny dowód bliskich relacji Mieszka I ze Skandynawami, bowiem jego drużyna była wspomagana przez wojów wspomnianego już króla Danii Haralda Sinozębego („patrona” bluetooth*) i Wikingów z Jomgsborgu.

Zdaniem historyków

Teza o normandzkim pochodzeniu pierwszej polskiej dynastii królewskiej nie jest nowa. W pierwszej połowie XIX wieku, nawiązując do teorii Tadeusza Czackiego, wskazał taką możliwość Karol Szajnocha, z argumentami którego trudno polemizować:
„W XI wieku powstaje normandzkie państwo w Neapolu i Sycylii (…) od północnych kończyn Bałtyku aż po cieśninę gibraltarską i bosforską wzdłuż wszystkich brzegów fińskich, estońskich, niemieckich, angielskich, szkockich, irlandzkich francuskich, hiszpańskich, portugalskich – nie było kraju żadnego, który by uniknął napadów i podbojów Normanów.
(…) W takim nieprzerwanym paśmie ziem niepokojonych skandynawskim orężem, miałżeby tylko jeden kraj, mianowicie słowiańskie pomorze między Odrą a Wisłą, tuż pod bokiem Skandynawii leżące, ujść napadów normandzkich?”
Szajnocha wskazywał, iż na zajętych przez Wikingów terenach powtarzało się zjawisko asymilacji z podbitymi ludami. Samotni, nie obarczeni rodziną wojownicy, żenili się z miejscowymi kobietami, co ułatwiało przystosowanie i przyjęcie miejscowej kultury.
Na początku XX wieku wątek normandzki w historii Polski podjęli historycy niemieccy z prof. Waltherem Holtzmannem na czele. Uczeni ci wywiedli ciekawą teorię na temat etymologii imienia Mieszko, dowodząc, iż nie pochodzi od słowiańskiego Mieczysława, ale od nordyckiego Bjoerna. Bjoern znaczy niedźwiedź, a od staropolskiego „miszki” – niedźwiedzia (misia), już bardzo blisko do Mieszka. Inna teoria wywodziła pochodzenia imienia Mieszko od starogermańskiego słowa degen, czyli miecz.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wywody niemieckich naukowców, z oczywistych powodów nie mogły liczyć na przychylność polskich historyków. Państwo polskie po 123 latach niebytu właśnie odbudowywało swoją tożsamość i niemieckie teorie były traktowane jako próba podważenia naszego prawa do własnej, odrębnej państwowości.
Po II wojnie światowej teza o czysto słowiańskim rodowodzie naszego państwa również była poza dyskusją, głównie ze względów czysto politycznych. Przede wszystkim pomagała uzasadnić przesunięcie słupów granicznych nad Odrę i nasze niepodważalne prawo do „prasłowiańskich” ziem, które „odzyskaliśmy” po wiekach. Oprócz tego legenda o Piaście Kołodzieju – chłopie, który został księciem, idealnie wpisywała się w klimat PRL-u, legitymizując nagły awans społeczny wielu przedstawicieli „nowej władzy”, nierzadko wkraczających na parkiety i marmury „salonów” prosto z klepiska.

Aktualnie, kiedy nasza wiedza sukcesywnie wzbogacana jest kolejnymi odkryciami archeologicznymi – m.in. dokonanymi przy okazji budowy autostrad i kiedy okazało się, że bardzo ciekawy materiał źródłowy czeka na zbadanie w skandynawskich archiwach, sprawa początków polskiej państwowości i pochodzenia jej pierwszych władców nadal pozostaje otwarta. Ciągle pozostają kwestie wymagające wyjaśnienia, a nowe odkrycia, z jednej strony dostarczają kolejnych pytań, a z drugiej wskazują interesujące podpowiedzi.
Wszystko to powoduje, iż zapewne jeszcze długo będziemy sobie zadawali pytanie, czy naszym przodkiem był pokojowo usposobiony pszczelarz-kołodziej, czy też awanturniczy Wiking-zdobywca i czy podróżując nad norweskie fiordy, albo zbierając szwedzkie jagody, możemy się czuć jak u siebie.

Cytaty pochodzą z książki „Początki Polski zagadki i tajemnice” Andrzeja Zielińskiego na podstawie, której powstał ten tekst.

* ciekawostka powszechnie znana, ale wypada o niej wspomnieć. Otóż angielskie „bluetooth” to jak wiadomo dosłownie „niebieski ząb”, albo raczej „siny ząb”. Taki przydomek miał król Danii Harald Sinozęby, który w X wieku połączył plemiona skandynawskie w jedno państwo. Twórcy Bluetooth szukając nazwy dla skonstruowanej przez siebie technologii, która miała służyć do łączenia, postanowili nawiązać do osiągnięć jakie miał w tym zakresie legendarny skandynawski władca.
Jeżeli kogoś nie przekonuje taka etymologia nazwy Bluetooth powinien przyjrzeć się znaczkowi w swoim telefonie komórkowym – łudząco przypomina znaki pradawnego alfabetu runicznego używanego przez Wikingów. Podobnież są to połączone znaki runiczne Hagall i Bjarkan, które miały być inicjałami Haralda Blatanda zwanego Sinozębym.

5 Komentarze

  1. Rzecz nie nowa, ale bardzo interesująca. Jedziemy od czasów Galla, a na pewno od czasów Kraszewskiego w starych koleinach i nie bardzo możemy z nich wyskoczyć. Nawet świetna powieść Nienackiego „Dagome Iudex”, wydana w latach 1989-1990, została zignorowana przez krytyków, opinię publiczną, media. A warta jest przeczytania nie mniej niż „Trylogia husycka” Sapkowskiego. Tam oczywiście mamy wizję literacką X wieku i drogi Dagona do władzy nad Słowianami, jednak tak sugestywną, że kto nie czytał, niech żałuje.
    Dorzuciłbym jeszcze bliski nam przykład państwowości, stworzonej przez Normanów – Ruś Kijowską, która została zbudowana przez potomków legendarnego Rorika i jego wojowniczych Waregów, a dynastia Rurykowiczów rządziła Rosją do XVII wieku. Pozdrawiam, bardzo ciekawy blog. Robert Szczerbaniak

  2. Mieszko Wikingiem? Jak żyć, Jonaszu? Jak żyć z taką wiedzą?
    Na pocieszenie zostaje nam Krzysztof Kolumb, Polak, zdobywca Ameryki (choć niektórzy i tam widzą na pierwszym miejscu … Wikingów), he, he.
    A tak na poważnie, to jest to bardzo ciekawa hipoteza i – jak piszesz – wcale nie niemożliwa.y

    Co by nie powiedzieć, to nawet jeśli Mieszko był Wikingiem, to dziesięć wieków dość mocno zmieniło mentalność jego potomków, gdyż dzisiejszym obywatlom nadwiślańskiego kraju daleko do swoich północnych sąsiadów (krewnych?)

    Dzięki za ten ciekawy tekst i pozdrawiam w nowym miejscu :)

    • Pomijając inne aspekty, to przez te dziesięć wieków, przeszło w tę i z powrotem, tyle różnych armii i tylu jurnych wojaków, że ewentualne skandynawskie geny, na pewno zostały mocno „urozmaicone” ;-)

      • Mieszane Już chociażby najazdami tatarskimi. Chociaż duzo miejscowych skończyło gdzieś w haremach na bliskim wschodzie.Historie władców toczą sie równolegle do historiami ludności i czesto genetycznie nie pokrywają sie ,jedynie wydarzeniami. Trzeba mieć na uwadze katolickie okulary historyczne ówczesnych. Nie mógł być jakiś dziki „perfidio”(ojciec z epitafium chrobrego,czyli Mieszko poganin ) władca chrześcijańskiej Polski ;) zwycięzcy piszą historię i tylko folklor i zwyczaje prawdę mowi kto miał wpływu. Jednak badania haplogrup r1a1a tez wnoszą duzo

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.