Te wspaniałe kobiety… Nocne wiedźmy

„Po prostu nie mogliśmy pojąć tego, że sowieckimi lotnikami, którzy przysparzali nam tak wielkich problemów, rzeczywiście były kobiety. Kobiety, które nie bały się niczego. Każdej kolejnej nocy przylatywały w tych swoich powolnych dwupłatach nie pozwalając nam zasnąć nawet na chwilę.”

Johannes Steinhoff – niemiecki as myśliwski, który w walkach powietrznych na froncie wschodnim odniósł 152 zwycięstwa.

Płócienne skrzydła

Podczas pierwszej zimy na wschodnim froncie, na przełomie 1941 i 1942 roku, kiedy natarcie niemieckiego walca zatrzymał mróz i wyczerpanie, nagle spokój odpoczywających nocą niemieckich żołnierzy zaczęły mącić spadające nie wiadomo skąd bomby.
Zaskoczeni Niemcy nigdy nie słyszeli dźwięku nadlatujących samolotów, a o ich obecności dowiadywali się dopiero w momencie, kiedy na ziemi zaczynały eksplodować bomby.
Oprócz wymiernych strat w postaci zniszczonych baraków mieszkalnych, łaźni, czy kuchni polowych, spadające w kompletnej ciszy bomby działały niezwykle destrukcyjnie na morale niemieckich żołnierzy, którzy zmęczeni po całym dniu służby, nie mogli zasnąć obawiając się, że w każdej chwili będą musieli uciekać ze swoich łóżek.
Gdy w końcu Niemcy ustalili, iż sprawcą ich bezsennych nocy są niepozorne dwupłatowe samolociki z płótna i sklejki, których nazwanie bombowcem przeczyło zdrowemu rozsądkowi, nie mogli wyjść ze zdumienia. Wkrótce do zdumienia dołączyło niedowierzanie. Okazało się bowiem, że na niszczycielskich dwupłatach latają kobiety.

Początek

Pod koniec lat 30-tych w Związku Radzieckim wielu nastolatków, karmionych propagandą o potężnym lotnictwie, które miało być awangardą rewolucyjnego „pożaru” jaki miał ogarnąć całą Europę, z entuzjazmem wstępowało do licznych aeroklubów. Skutkiem tego w ciągu kilku lat zdołano wyszkolić tysiące lotników. W przeciwieństwie do miliona wyszkolonych spadochroniarzy, których umiejętności nigdy nie zdołano należycie wykorzystać, lotnicy mieli podczas wojny stanowić bezcenne źródło uzupełnień dla błyskawicznie topniejących szeregów Vojenno Vozdusznych Sił (Wojskowych Sił Powietrznych).
Pośród tysięcy młodych ludzi, którzy w latach 30-tych przewinęli się przez aerokluby i zdobyli lotnicze doświadczenie, było również liczne grono kobiet, z których wobec pogarszającej się z tygodnia na tydzień sytuacji na froncie, postanowiono sformować kobiece pułki lotnicze. Zgłosiły się tysiące ochotniczek marzących o lataniu. Ponieważ liczba miejsc była ograniczona szanse na to, żeby zasiąść w kabinie samolotu miały tylko najlepsze.

Marina Raskowa

Inspiratorką i patronką tego przedsięwzięcia była Marina Raskowa – jedna z najbardziej utytułowanych sowieckich kobiet-lotników. W 1934 roku jako pierwsza kobieta w Związku Radzieckim uzyskała uprawnienia nawigatora, a w następnych latach zdobyła licencję pilota. Raskowa była nieprzeciętną osobą, o bardzo szerokich zainteresowaniach – od muzyki klasycznej poczynając (legitymowała się  ukończeniem wyższej szkoły muzycznej w klasie fortepianu), przez biegłą znajomość francuskiego i włoskiego, na lotnictwie i wojskowości kończąc. W 1938 roku Raskowa pobiła dwa lotnicze rekordy. Najpierw wraz z Poliną Osipienko i W.Lomako przeleciała na odległość 2241 km, a następnie z V.Grizubową i P.Osipienko pokonała dystans 5908 km bez międzylądowania. W efekcie tego, kpt. Marina Raskowa, wówczas 25-letnia kobieta, została odznaczona Złotą Gwiazdą Bohatera Związku Radzieckiego.
Raskowa osobiście rozmawiała z każdą z kandydatek na wojskowych pilotów i nawigatorów i wybierała te, które jej zdaniem najlepiej nadawały się do dalszego szkolenia. Wytypowane przez nią, młode 22-23 letnie dziewczyny, najpierw pożegnały się z długimi włosami, później dostały mundur, w komplecie z męską bielizną (innej nie było), stopy grubo owinęły onucami, żeby nie zgubić za dużych wojskowych butów i od tego momentu mogły poczuć się jak żołnierze.
Niezwłocznie przeniesiono je do małego miasteczka Engels nad Wołgą, na północ od Saratowa, gdzie codziennie przez kilkanaście godzin doskonaliły umiejętności pilotażu i nawigacji. Dzięki takiej intensywności szkolenie, które w normalnych warunkach trwało osiemnaście miesięcy, skrócono do zaledwie sześciu. Marina Raskowa uważnie obserwująca wszystkie kandydatki podczas szkolenia miała zdecydować, która z nich zostanie pilotem lub nawigatorem.
W ten sposób w październiku 1941 roku sformowano trzy kobiece pułki – 586 Pułk Lotnictwa Myśliwskiego, 587 Pułk Lotnictwa Bombowego i 588 Pułk Nocnego Lotnictwa Bombowego, które w założeniu miały być eksperymentalnymi jednostkami bojowymi stanowiącymi rezerwę GKO (Gosudarstwiennyj Komitet Oborony). Kiedy jednak położenie Vojenno Vozdusznych Sił osiągnęło stan krytyczny i okazało się, że brakuje wyszkolonych i doświadczonych lotników, podjęto decyzję o skierowaniu kobiet, w tym 588 Pułku na pierwszą linię. Trzeba przy tym zauważyć, że cały personel tej jednostki od mechaników poprzez pilotów, aż po dowódcę pułku stanowiły wyłącznie kobiety, co było precedensem na skalę światową.

Kukuruźnik

588 Pułk ruszył do walki uzbrojony w samolot, który w normalnych warunkach prawdopodobnie nigdy nie trafiłby na front. O jego ofensywnym użyciu zadecydowała krytyczne położenie Vojenno Vozdusznych Sił, które poniosły tak duże straty, że każda maszyna, która mógła wzbić się w powietrze i unieść bomby, była na wagę przetrwania.
Samolotem tym był Polikarpow Po-2 (U-2), znany najczęściej pod nazwą Kukuruźnik, a przez Niemców nazwany Russfanier (ruska dykta), albo z powodu charakterystycznego odgłosu silnika – Nähmaschine (maszyna do szycia).  Był to mały jednosilnikowy, dwuosobowy dwupłat z płótna i sklejki, z otwartymi kabinami, który został skonstruowany jako maszyna przeznaczona do szkolenia pilotów. Gwiazdowy, chłodzony powietrzem silnik o mocy zaledwie 125 KM pozwalał rozwijać maksymalną prędkość ok. 150 km/h – niższą niż prędkość przeciągnięcia  niemieckich maszyn myśliwskich.
W najgorszych dla Armii Czerwonej miesiącach wojny, kiedy dziesiątkowane przez Luftwaffe, Vojenno Vozdusznyje Siły rozpaczliwie potrzebowały uzupełnień, Kukuruźnika dotychczas wykorzystywanego przez wojsko wyłącznie jako maszyna  łącznikowo-transportowa i sanitarna, postanowiono użyć jako nocny bombowiec. Szczęśliwie sowieccy dowódcy nie posunęli się w swojej desperacji dalej i nie zadecydowali o wykorzystaniu Kukuruźnika do bombardowań dziennych, co byłoby równoznaczne z samobójstwem.
Bezbronne Kukuruźniki zmodernizowano w ten sposób, że pod skrzydłami i kadłubem samolotu zainstalowano zaczepy pozwalające jednorazowo zabrać 300 kg bomb, a kabinę nawigatora wyposażono w prosty celownik bombowy i ruchomy karabin maszynowy SzKAS, który miał służyć do obrony i ostrzeliwania celów na ziemi.
Wkrótce, ku zaskoczeniu samych Rosjan okazało się, że cechy samolotu, które wykluczały jego bojowe użycie w ciągu dnia, w nocy okazały się atutami.  Bardzo małe rozmiary Kukuruźnika oraz fakt, iż jego konstrukcja zawierała stosunkowo niewiele metalowych elementów powodowały, że był on praktycznie niewidoczny dla radarów używanych wówczas na nocnych myśliwcach. Jego „niewidoczności” sprzyjała również taktyka stosowana przez załogi Kukuruźników, które latały na bardzo niskim pułapie – co poniekąd wymuszone było kiepskimi osiągami samolotu.  Żartobliwie można powiedzieć, że Kukuruźnik był pierwszym nocnym bombowcem produkowanym w technologii „Stealth”.

Polikarpow Po-2 (U-2) „Kukuruźnik” (źródło www.airliners.net)

W boju

Pierwsze bombardowanie z Kukuruźnika przeprowadzono we wrześniu 1941 roku w rejonie Odessy. Samolot nie był uzbrojony, a bomby wprost ze swojej kabiny ręcznie wyrzucał nawigator. Na większą skalę Kukuruźniki zaczęto wykorzystywać jako nocne bombowce w okresie bitwy stalingradzkiej, używając ich do bombardowania lotnisk zaopatrzeniowych  6 Armii.
Pod Stalingradem bojowo zadebiutował również Kobiecy 588 Pułk Nocnych Bombowców, który trafił tam w maju 1942 roku. Debiut niestety nie wypadł zbyt imponująco. Myśliwce wysłane do eskortowania Kukuruźników dostały rozkaz przeprowadzenia pozorowanego ataku, co miało być swoistym testem dla frontowych debiutantek. Niestety na widok nadlatujących myśliwców stremowane nowicjuszki myśląc, że są atakowane przez Niemców, złamały szyk i w rozproszeniu uciekły z powrotem na własne lotnisko.
Na ziemi czekali już piloci, którzy szyderczo pytali swoje koleżanki, czy nie potrafią odróżnić czerwonej gwiazdy od czarnej swastyki.
Niektórych sceptycznie nastawionych dowódców, to zdarzenie utwierdziło w przekonaniu, że przydatność bojowa kobiet jest żadna i raczej nie należy liczyć na to, że będą stanowiły realne wsparcie dla frontowych oddziałów.
Ambitne kobiety szybko jednak zatarły wspomnienie niefortunnego debiutu i swoim zaangażowaniem, determinacją i osiąganymi wynikami zaczęły wzbudzać podziw i szacunek wśród kolegów i respekt ze strony wroga. Niemcy, na głowy których każdej nocy spadały bomby, nie mogąc zestrzelić niewidzialnego wroga i wiedząc, kto siedzi w kabinach nękających ich nieprzerwanie Kukuruźników, ochrzcili swoje prześladowczynie wymownych określeniem Nachthexen – Nocne wiedźmy.
„W ciągu pierwszych miesięcy naszych działań bojowych nieprzyjaciel nie mógł pojąć, jakie to samoloty mają Rosjanie: stają nad celem, niczym na kotwicy i kapią, kapią bombkami. Ani środki obrony przeciwlotniczej, ani reflektory nie były przystosowane do zwalczania tak powolnych samolotów, toteż Po-2 pomyślnie wyrywały się spod ich „opieki”. Później jednak Niemcy poznali tajemnicę. (…) Trzeba było więc zmieniać taktykę”.
Nowa taktyka wymagała od załóg niebywałej odwagi i opanowania polegała bowiem na tym, iż Kukuruźniki nadlatywały nad cel parami i podczas gdy pierwszy z samolotów ściągał na siebie uwagę obrony przeciwlotniczej, w tym czasie drugi samolot niezauważony przez wroga, mógł skoncentrować się na bombardowaniu wyznaczonego celu. Oczywiście pierwszy z samolotów, prowokując zainteresowanie obrony przeciwlotniczej, starał się jednocześnie uciszyć ją zrzucanymi bombami. Załogi tych maszyn musiały mieć iście stalowe nerwy…
Kolejny i chyba najbardziej znany sposób bombardowań stosowany przez załogi Kukuruźników, wykorzystywał jeden z ich atutów – niezwykle cichą pracę silnika na niskich obrotach.
Samolot lecąc jeszcze nad własnym terytorium wznosił się na maksymalny pułap, po czym obroty silnika były zmniejszane do minimum i Kukuruźnik szybując, bezgłośnie docierał nad cel. Po zrzuceniu bomb pilot zwiększał obroty silnika i samolot bezpiecznie odlatywał. Siłą rzeczy reakcja obrony przeciwlotniczej musiała być zawsze spóźniona, ponieważ o obecności wrogiego bombowca, na ziemi dowiadywano się dopiero wtedy gdy ten już odlatywał po zrzuceniu bomb.

Katja Rjabowa i Nadja Popowa

Ponieważ Kukuruźniki mogły jednorazowo zabrać tylko 300 kg. bomb, Nocne Wiedźmy wykonywały po kilkanaście lotów z rzędu. Rekordzistki Katja Rjabowa i Nadja Popowa podczas jednej nocy wykonały 18 bombardowań, przy czym należy pamiętać, że za każdym razem trzeba było podwiesić nowe bomby i ewentualnie zatankować samolot.
Kiepskie osiągi Kukuruźników i bardzo mały udźwig bomb wykluczały możliwość skutecznego bombardowania poważnych strategicznych celów, zatem wykorzystywano je do tzw. bombardowań nękających, czyli niszczenia infrastruktury, z której korzystali zwykli żołnierze – kuchni polowych, łaźni, baraków mieszkalnych itp. Można sobie wyobrazić, że latające na zmianę i powracające po kilkanaście razy w ciągu jednej nocy Nocne Wiedźmy – co sprawiało wrażenie jakby bez przerwy „wisiały” nad celem, faktycznie mogły skutecznie uprzykrzyć życie spragnionym odpoczynku niemieckim żołnierzom.
Niezależnie od stosowanej taktyki i rodzaju bombardowanych celów, misje bojowe wykonywane na powolnych i nieposiadających żadnej osłony Kukuruźnikach, były zawsze skrajnie niebezpieczne. Najgroźniejsze dla płóciennych dwupłatów były przeciwlotnicze działka 37 mm i jeżeli namierzona przez obronę przeciwlotniczą załoga Kukuruźnika miała szczęście, to samolot wracał z gęsto podziurawionym poszyciem. Jeżeli szczęścia zabrakło, to nie wracał wcale…
Osiągnięcia kobiecego pułku oraz poniesione straty doceniono w lutym 1943 roku kiedy przemianowano go na 46 Pułk Nocnego Lotnictwa Bombowego Gwardii. Było to nie lada wyróżnienie, bo miano „gwardyjskich” miały prawo nosić tylko najlepsze jednostki w armii. W październiku tego samego roku jednostkę uhonorowano nazwą wyróżniającą – 46 Tamański Pułk Nocnego Lotnictwa Bombowego Gwardii. Nazwa „Tamański” została nadana ze względu na postawę Pułku podczas walk o Półwysep Tamański w 1943 roku.
Nocne Wiedźmy podczas wojny wykonały 23.672 loty bojowe zrzucając 3000 ton bomb. Spośród trzydziestu Złotych Gwiazd Bohatera Związku Radzieckiego, którymi odznaczono kobiety, aż dwadzieścia trzy otrzymały kobiety z 588 (46) Pułku, natomiast sam Pułk, który na stałe zapisał się w historii lotnictwa i wojskowości, był najczęściej odznaczaną jednostką w całych Vojenno Vozdusznych Siłach.

Bibliografia:
R.Aronowa, Nocne Wiedźmy, Warszawa1980
C. Merridale, Wojna Iwana, Poznań 2007

Netografia (dostęp 25.02.2013r.):

http://etd.lib.fsu.edu/theses_1/submitted/etd-03302004-154056/unrestricted/BhuvasorakulJThesis.pdf

http://www.elknet.pl/acestory/raskov/raskov.htm

http://www.telegraph.co.uk/sponsored/russianow/features/8610709/Russian-women-pilots-the-Nazis-feared.html

http://www.ctie.monash.edu.au/hargrave/soviet_women_pilots.html

http://www.flyandrive.com/nightwitches2.htm

http://www.h2g2.com/approved_entry/A5849076

Powyższy tekst wraz z tekstem „Te wspaniałe kobiety w swych latających maszynach”, dzięki uprzejmości organizatorów, będzie zaprezentowany na Targach lotnictwa lekkiego, które odbędą się w dniach 9-10 marca 2013 roku.
—————————————————————————————————————————

Komentarze z Blox:

2013/03/15 10:56:52
Brytyjczycy też mieli samolot ze sklejki i płótna. Słynnego moskita, ale on osiągi miał doskonałe ;-)
2013/03/15 23:33:06
Chyba jedyne co łączy Kukuruźnika i Moskita, to fakt, iż jeden i drugi był samolotem ;-)))
2013/03/20 10:57:10
i że był ze sklejki;-)) A ten wpis pokazuje jak wojna i mężczyźni podchodzi do wojny. Wielcy bohaterowie latają uzbrojeni po zęby, a kobiety na starych trupach. W powstaniu warszawskim mężczyźni walczyli, a kobiety „tylko” latały z meldunkami czy wyciągnęły rannych spod obstrzału.
2013/03/20 21:25:44
W Armii Czerwonej od człowieka (niezależnie od płci) zawsze była ważniejsza pepesza. ;-)
„Nocne Wiedźmy” były tylko jednym z pułków nocnych bombowców używających Kukuruźników. We wszystkich pozostałych latali mężczyźni.
Kobiety latały również na myśliwcach, a kilka z nich ze względu na liczbę zestrzeleń, uzyskało nawet status „asa”.
Myślę, że nie bez znaczenia jest również fakt, iż Kukuruźniki były dużo łatwiejsze w pilotażu od „prawdziwych” maszyn bojowych.
Powstanie warszawskie, to już osobny temat, ale były kobiety, które również tam walczyły z bronią w ręku – o jednej z nich nawet niedawno pisałem ;-)
pozdrawiam
2013/03/22 09:35:44
Znowu masz rację :-)
2013/03/23 14:19:10
To nie racja, to tylko moje zdanie, które jak wiadomo każdy ma własne jak… ;-)))
2013/03/28 09:24:32
Zdanie to zdanie, a fakty to fakty. Wygrywasz na fakty :-)
Gość: czytelniczka, apn-95-40-250-205.dynamic.gprs.plus.pl
2013/05/25 18:53:45
bardzo ciekawy tekst:)
jak wszystkie zresztą, które do tej pory przeczytałam. Dużo się dowiedziałam, a fakty historyczne zaprezentowane w taki sposób, tak lekkim piórem, na długo pozostają w pamięci. Naprawdę świetny blog:) i jeszcze coś…. miło przeczytać jak w komentarzach ludzie wymieniają swoje opinie KULTURALNIE i są nawet w stanie PRZYZNAĆ KOMUŚ RACJĘ… szacunek!;P
2013/06/05 23:23:01
Dzięki! Cieszę się, że się podoba moja pisanina :-)
Komentarze kulturalne, bo tu sami swoi. Grono moich stałych czytelników jest tak skromne, że aż elitarne, stąd taka wysoka kultura ;-) pozdrawiam :-)
2013/07/03 13:35:35
Wiktor Karczewski opowiadał tę historię w jednym ze swoim felietonów. Kukuruźnik był jednym z lepszych i popularniejszych „nękających” dwupłatów w tamtym okresie. Patrząc na powierzchnię skrzydeł, udźwig nie był aż taki małych, choć fakt – do nalotów na ważne cele się po prostu nie nadawał. Co do pułku – teraz nie jest to nic nadzywaczajnego, choć w tamtym czasie kobiety za sterami to był ewenement.
2013/07/28 15:04:43
Zarabiam pieniądze tu: www.learnmoneystrategy.com/JohnTayds/ zalecam to także Tobie, nie jest to zanadto złożone, a zarobić można nieźle ;)
2013/09/18 15:53:01
Kiedy będzie coś nowego?
2013/09/18 21:34:17
Jak dobrze pójdzie (czyt. jak starczy czasu) to jeszcze w tym miesiącu. Jak pójdzie gorzej, to na początku października ;-)
2013/09/19 09:35:30
Miłe pracy zatem!
Gość: ez, vo178.internetdsl.tpnet.pl
2013/12/11 15:58:08
Bardzo interesująca historia!
Kilka szybkich uwag:
- Kukuruźnik to PolikapoW a nie M
- w polskim zapisie fonetycznym rosyjskiego (co uważam za najwłaściwsze) należałoby pozamieniać wszystkie V na W
- no i radary używane chyba raczej na nocnych myśliwcach :)
Pozdrawiam
2013/12/11 18:37:45
Oczywiście Polikarpow, a nie Polikarpom i oczywiście, że myśliwcach. Ponownie bardzo dziękuję za korektę – poprawione ;-)
pozdrawiam

5 Komentarze

  1. Jonaszu, mam gorącą prośbę. Chciałabym na Twoim blogu zareklamować plebiscyt Lotnicze Orły i poprosić o wsparcie moich znajomych, w tym kobiet związanych z lotnictwem. Konkurs jest nieco rozbudowany, bo awiacja staje się coraz popularniejszym hobby w naszym kraju, dlatego podrzucam kilka kandydatur w kilku kategoriach. Od razu mówię – są to osoby znane mi bezpośrednio lub pośrednio, konkurs nie jest żadnym łańcuszkiem czy stroną z niebezpiecznym oprogramowaniem – jest to jak najbardziej realny plebiscyt, niestety słabo rozreklamowany wśród osób spoza środkowiska stricte lotniczego.

    Szczegóły są na moim blogu we wpisie http://gong-zhu-majia.blogspot.tw/2014/04/konkurs-przedwielkanocny.html

    Oczywiście, jeżeli nie zezwalasz na taką formę agitacji na swoim blogu, usuń komentarz

  2. Z jednej strony Związek Radziecki jako pierwszy kraj na świecie sformował w pełni żeńską jednostkę bojową (w RAFie i Luftwaffe kobiety latały – ale pomocniczo, nie bojowo). I to pięknie opisano i tu na blogu, i w książce Aronowej.

    Z drugiej – jak wyglądała sytuacja tych Gwiazd Sajuza po zakończeniu wojny? Pomijam spore straty w pułku podczas działań bojowych – chodzi mi o czas kiedy to odtrąbiono zwycięstwo, kurz po paradzie opadł… i baby odesłano do garów, niezaleznie od ich poziomu wyszkolenia, zaangażowania i miłości do samolotów. Tylko kilka spośród pilotek i techniczek zajęły się szkoleniem i pracą związaną z lotnictwem – głównie te, które miały najsilniejsze „plecy”

    Ale -pamięć o nich zawsze warto odświeżyć

    • Zgadzam się w pełni. Tego tekstu nie napisałem z powodu fascynacji ZSRR, tylko powodowany podziwem dla tych dzielnych kobiet, które – co tu dużo mówić, po prostu wykorzystano.
      Po pierwsze „załatano” nimi olbrzymie straty wśród lotników-mężczyzn, których zaczęło brakować, po drugie wykorzystano propagandowo.
      Jeśli mowa o książkach poruszających ten temat, to chyba godna polecenia jest „Wojna nie ma w sobie nic z kobiety” S. Aleksijewicz.
      pozdrawiam :-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.