Made in Poland

No i Euro 2012 się skończyło. Czy byliśmy tego świadomi, czy też nie, ta bez wątpienia udana – ku rozpaczy wielu malkontentów – impreza, była dla nas wspólną, zbiorową psychoterapią, leczącą nas z zaściankowych kompleksów. Na jak długo? Czas pokaże.Podczas minionych trzech tygodni praktycznie codziennie można było przeczytać lub usłyszeć informacje o zachwyconych Polską i Polakami, zagranicznych kibicach i dziennikarzach. Każda pozytywna reakcja naszych gości, stawała się „newsem dnia” i była przez nas odbierana z radością i dumą. Nie ukrywam, że ja również z przyjemnością czytałem te wszystkie „laurki” o naszej gościnności, przedsiębiorczości, sukcesie gospodarczym itp. przy czym, o zgrozo, zupełnie nie przeszkadzała mi świadomość, iż te zagraniczne „peany” są często mocno przesadzone. Co prawda niektórzy nasi rodacy – zazwyczaj ci bardziej obyci w świecie, podchodzili do sprawy racjonalniej, ale było to przysłowiowe zawracanie kijem Wisły. Jako jeden z nielicznych zaprotestował Zbigniew Boniek, który na pytanie „jak oceniają nas Włosi”, odpowiedział, że czas najwyższy abyśmy wyzbyli się kompleksów i zaprzestali ciągłego zastanawiania się czy dobrze wypadliśmy i co o nas myślą i mówią „ci z zachodu”. Jeżeli natomiast mowa o Euro 2012, to nie mamy się czego wstydzić, a wręcz przeciwnie – wiele krajów ma nam czego zazdrościć, bo np. taki Stadio Olimpico w Rzymie to może się schować przy „naszym” Narodowym. Jak już wspomniałem, Pan Zbyszek był wyjątkiem potwierdzającym regułę. Jako naród jesteśmy nadal mocno zakompleksieni i dużo jeszcze czasu upłynie zanim pozbędziemy się mentalności ubogiego krewnego, który pokazując bogatemu kuzynowi swój wyremontowany dom, nie posiada się z radości, kiedy usłyszy słowa uznania i zostanie poklepany po plecach.
Wszystkim, którzy nie potrafią się pozbyć naszego polskiego „kompleksu ubogiego krewnego”, chciałem polecić książkę, która pozwoli zapomnieć o nim na nieco dłużej niż tylko na okres trwania Euro. Ba, być może niektórzy po jej lekturze wyleczą się z niego na dobre?Wszyscy znamy „20 000 mil podmorskiej żeglugi” Juliusza Vern’a, ale o tym, że w pierwotnej wersji powieści Kapitan Nemo miał być Polakiem, który w powstaniu styczniowym traci rodzinę, a po powrocie z zesłania rozpoczyna vendettę przeciwko carskim oprawcom, możemy się dowiedzieć z książki Simona Akstinata „Made in Poland”. Historia z kapitanem Nemo jest wyjątkiem, ponieważ w przeważającej części, ta niewielka objętościowo książka, idealnie nadająca się na wakacyjny wyjazd, opisuje prawdziwe losy naszych rodaków, którzy z różnych powodów opuścili ojczyznę i doskonale poradzili sobie na obczyźnie. Jej autorem, co dla mnie jest największym zaskoczeniem, jest młody niemiecki dziennikarz, który nie ma polskich przodków, nie zna języka polskiego, a przed napisaniem książki nigdy nie był w Polsce (sic!). Mimo to uznał on, że życiorysy kilkudziesięciu polskich emigrantów oraz ich potomków, warte są napisania o nich książki, a wcześniej poświęcenia wielu godzin spędzonych w archiwach, czytelniach, bibliotekach i przed komputerem. O tym, że Simon Akstinat bardzo poważnie podszedł do tematu świadczy m.in. fakt, że w jego książce oprócz nazwisk znanych prawie każdemu Polakowi, znajdują się postaci, o których większość z nas nigdy nie słyszała. Z jednej strony fakt, iż cudzoziemca zafascynowały życiorysy naszych rodaków-tułaczy, jest bardzo budujący, a jednocześnie nieco zawstydzający, że o wielu z nich dowiadujemy się dopiero z tej książki.
Ilu z nas bowiem wie, że np. jeden z naszych rodaków był ministrem spraw zagranicznych Rosji, inny piastował ten urząd we Francji, a jeszcze inny był premierem Austrii? Czy ktoś słyszał, że jeden z prezydentów Kostaryki miał na nazwisko Michalski i mówił płynnie po polsku? Dzisiaj najlepsze amerykańskie wyższe uczelnie seryjnie produkują noblistów, tymczasem okazuje się, że założycielem pierwszej placówki oświatowej w Nowym Yorku – powstałej w tym samym czasie co słynny Harvard, był Polak. Akstinat udowadnia, że Polacy na emigracji, to nie tylko praca na przysłowiowym „zmywaku”, ale również przykłady bezprecedensowych sukcesów w wielu prestiżowych i konkurencyjnych profesjach, od nauki i techniki począwszy, poprzez sport, literaturę i sztukę, na gospodarce i polityce kończąc. Tak, trzeba to sobie wyraźnie powiedzieć – wbrew temu jak sami mamy w zwyczaju siebie postrzegać, nasza rola w historii świata nie ogranicza się wyłącznie do „cierpienia za miliony” i roli „Chrystusa narodów” – bo jak to napisano we wstępie do książki – „Polak potrafi, zwłaszcza na emigracji”. Do czego próbuje nas przekonać, podbudowując przy okazji nasze narodowe „ego”, nie mówiący po polsku Niemiec.

 

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Komentarze z Blox:
2012/07/06 22:56:45
Podobno Casablanka też miała być początkowo o polskim, nie węgierskim ruchu oporu, ale pewne lobby się postawiło ;-)
2012/07/06 23:14:22

O tym lobby, to nawet ktoś całą książkę napisał ;-)
www.empik.com/nieznana-wojna-hollywood-przeciwko-polsce-1939-1945-biskupski-mic

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.