Tajemnica pancernika

Był 29 października 1955 roku. W Sewastopolu – głównej bazie Floty Czarnomorskiej, minęła właśnie godzina 1:30, kiedy nagle ciszę jesiennej nocy rozdarł ogłuszający huk. Potężny wybuch wyrwał ze snu całe miasto i na równe nogi postawił załogi cumujących w porcie okrętów. Pióropusz eksplozji, który wystrzelił z rozerwanego kadłuba pancernika „Noworossyjsk”, niczym gigantyczny flesz, rozświetlił portowe nabrzeża i wydobył z ciemności sylwetki uśpionych okrętów. Przez moment zrobiło się jasno jak w dzień. 
Impet detonacji, która wstrząsnęła flagowym okrętem Floty Czarnomorskiej, rozerwał stalowe grodzie jak kartki papieru i przebił wszystkie siedem poziomów pancernika, od samego dna, aż po górny pokład. W jednej chwili życie straciło ponad stu marynarzy. W części dziobowej okrętu powstała olbrzymia wyrwa, przez którą zaczęły się wdzierać tysiące litrów wody. Nikt z ocalałych członków załogi nie mógł wówczas przypuszczać, że to tylko początek tragedii, a najgorsze ma dopiero nastąpić…

Pod włoską banderą

15 października 1911 roku w stoczni Cantieri Ansaldo w Sestri Ponente koło Geniu, odbyło się wodowanie pancernika, któremu na cześć Gajusza Juliusza Cezara nadano nazwę Giulio Cesare
Pełną zdolność bojową okręt osiągnął w maju 1914 roku i w przededniu I wojny światowej został wcielony do Regia Marina. Pancernik, który w założeniu miał być postrachem austro-węgierskiej CK floty, nie nawojował się zbyt wiele, bo przez cztery lata wojny uczestniczył w zaledwie dwóch misjach bojowych, których łączny czas nie przekroczył 31 godzin. 
W 1933 roku „Giulio Cesare” został gruntownie zmodernizowany, dzięki czemu w czerwcu 1940 roku, w momencie przystąpienia faszystowskich Włoch do wojny, nie ustępował swoim odpowiednikom pływającym pod francuską i brytyjską banderą. 
Po raz pierwszy działa „Giulio Cesare” wystrzeliły w kierunku nieprzyjaciela w dniu 9 lipca 1940 roku, kiedy okręt wziął udział w bitwie przeciwko okrętom Royal Navy. Debiut nie wypadł zbyt okazale, bo pancernik został trafiony brytyjskim pociskiem, który zniszczył mu jeden z kominów i zabił dwóch marynarzy. W ciągu następnych kilkunastu miesięcy „Giulio Cesare” uczestniczył w kolejnych potyczkach z brytyjskimi okrętami, eskortował konwoje i odpierał ataki bombowców. Ostatnia operacja bojowa, w jakiej pancernik brał udział miała miejsce w styczniu 1942 roku. Wkrótce, na skutek pogarszającego się stanu technicznego, okręt został przeniesiony do rezerwy i na stałe zakotwiczył przy nabrzeżu portu w Poli, gdzie pełnił rolę hulku szkolnego i mieszkalnego. 
Po przejściu Włoch na stronę Aliantów, załoga „Giulio Cesare”, uciekając przed niemiecką niewolą, wypłynęła okrętem na pełne morze i broniąc się przed atakami bombowców swojego niedawnego sojusznika, dopłynęła na Maltę, skąd po kilku miesiącach powróciła do Tarentu, gdzie okręt doczekał końca wojny.

Zmiana właściciela

Po zakończeniu wojny część włoskiej floty, w ramach reparacji wojennych, miała zostać rozdysponowana pomiędzy sojuszników walczących przeciwko państwom Osi. Największe jednostki miały trafić arsenałów Wielkiej Trójki – Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Związku Radzieckiego. W ten sposób pancernik „Giulio Cesare” przypadł w udziale Marynarce Wojennej Związku Radzieckiego, gdzie miał spędzić ostatnie lata swojej służby. 
Radzieccy eksperci odradzali przyjmowanie kłopotliwego nabytku, ale decydujące zdanie miał, zafascynowany rozmiarami pancernika i kalibrem jego głównej artylerii, Stalin. „Giulio Cesare” był większy i potężniej uzbrojony od wszystkich jednostek, jakimi wówczas dysponowała radziecka marynarka – mania wielkości wszechwładnego dyktatora przesądziła o losie sędziwego pancernika. Nowi właściciele szybko przekonali się, że „trofiejny” okręt, który przez pięć lat stał zacumowany do portowego nabrzeża, bez żadnych bieżących napraw i konserwacji, nie dość, że jest w fatalnym stanie technicznym, to na domiar złego zupełnie nie pasuje do nowych warunków, w jakich miał być eksploatowany. Zdumieni Rosjanie stwierdzili np. że okręt w ogóle nie posiada kuchni, w której można by przygotowywać regularne posiłki dla całej załogi. Włoscy marynarze na co dzień stołowali się w portowych kantynach, a podczas rejsów, które najczęściej nie trwały dłużej niż dwa dni, wystarczały im kotły do podgrzewania pasty i makaronu – jedynego ciepłego posiłku jaki serwowano na morzu. Szybko również okazało się, że wentylacja i ogrzewanie okrętu, projektowane z uwzględnieniem realiów klimatycznych Morza Śródziemnego, zupełnie nie sprawdzają się w temperaturach panujących zimą u wybrzeży Krymu. Eksploatację okrętu dodatkowo utrudniał brak kompletnej dokumentacji technicznej oraz fakt, iż wśród rosyjskich marynarzy próżno było szukać poliglotów znających język Dantego, w którym opisano maszyny i instrukcje ich obsługi. 
W dniu 6 lutego 1949 roku na pancerniku załopotała bandera z czerwoną gwiazdą, a 24 lutego 1949 roku po przybyciu okrętu do Sewastopola – jego nowego macierzystego portu, oficjalnie nazwano go „Noworossyjsk”. W ten sposób Flota Czarnomorska wzbogaciła swój arsenał o największą jednostkę, którą wkrótce uczyniono okrętem flagowym. Zanim pancernik wszedł do czynnej służby, wyczyszczono porośnięty skorupiakami kadłub, zainstalowano stacje radarowe oraz zmodernizowano uzbrojenie przeciwlotnicze montując automatyczne działka 37 mm 70 K. Przez następne lata leciwy okręt przechodził kolejne remonty i modernizacje m.in. wyposażono go w nowe systemy kierowania ogniem, ponownie zmodernizowano uzbrojenie przeciwlotnicze, a także wymieniono turbiny w maszynowni, dzięki czemu wzrosła prędkość maksymalną okrętu. W okresie kiedy „Noworossyjsk” nie przebywał akurat w doku remontowym, najczęściej wypływał w morze na rejsy szkoleniowe, zabierając na pokład kadetów i młodych marynarzy. Ostatni taki rejs miał miejsce 28 października 1955 roku. Wtedy to „Noworossyjsk” opuścił swoje stałe stanowisko przy beczce cumowniczej nr 14 i wypłynął w rejs, podczas którego m.in. wykonano próbne strzelania z artylerii średniego kalibru. Po zakończeniu ćwiczeń dowódca okrętu dostał rozkaz przycumowania przy beczce nr 3, pomiędzy krążownikami „Mołotow” i „Michaił Kutuzow”. Było to etatowe stanowisko cumowania innego wiekowego pancernika o nazwie „Sewastopol”.
Jak się później okaże zmiana miejsca cumowania okrętu, będzie miała zasadnicze znaczenie, dla późniejszych interpretacji tego co jeszcze tej samej nocy wydarzy się w sewastopolskim porcie.

Wybuch

Eksplozja nastąpiła tuż po godzinie 1:30 w nocy, w dziobowej części kadłuba i była tak silna, że przebiła wszystkie siedem kondygnacji okrętu, od dna, aż po górny pokład. Poniżej linii zanurzenia powstała wyrwa o powierzchni kilkudziesięciu metrów kwadratowych, przez którą wdarły się tony wody, zalewając kolejne przedziały okrętu. „Noworossyjsk” zaczął się systematycznie zanurzać, ale dowodzący akcją ratunkową uznali, iż pancernik jest na tyle wysoki, że jeśli nawet osiądzie na dnie, to nadbudówki i górne pokłady i tak pozostaną niezatopione. Wychodząc z założenia, że taki scenariusz nie zagraża załodze okrętu, nie ogłoszono ewakuacji i wszyscy marynarze nie zaangażowani bezpośrednio w akcję ratunkową dostali rozkaz pozostania na swoich stanowiskach. Przez kolejne półtorej godziny „Noworossyjsk” nabierał wody i w pewnym momencie zaczął przechylać się na lewą burtę. Pomimo tego, iż próby jego stabilizacji i przywrócenia do pionu okazały się bezskuteczne w dalszym ciągu nie wydano rozkazu opuszczenia okrętu. O godzinie 4:15 „Noworossyjsk” nagle położył się na lewą burtę i natychmiast odwrócił się do góry stępką, prawie całkowicie pogrążając się pod wodą. Jak później ustalono, na dnie zamiast twardego podłoża zalegała trzydziestometrowa warstwa luźnego mułu, w którą bez trudu zagłębiły się maszty i nadbudówki okrętu. We wnętrzu stalowego kolosa zostało uwięzionych kilkuset zaskoczonych marynarzy. Zanim „Noworosyjsk” całkowicie pogrążył się pod wodą, przez otwór wycięty w dnie zdołano uratować siedmiu z nich. Kolejnych dwóch wydostali nurkowie. Pomimo tego, że odgłosy żyjących marynarzy dochodziły z wnętrza okrętu jeszcze przez trzy dni, nie zdołano uratować ani jednego więcej… W ten sposób liczba ofiar tragedii wzrosła do ponad sześciuset marynarzy. Wśród nich była zarówno załoga „Noworossyjska”, jak i członkowie ekip ratunkowych, które przybyły z innych okrętów z pomocą.

Dochodzenie 

Specjalnie powołana komisja rządowa szybko ustaliła, że najbardziej prawdopodobną przyczyną wybuchu była detonacja niewytrałowanej niemieckiej dennej miny magnetycznej z okresu II wojny światowej. Winnymi zaniedbań, które spowodowały tak dużą liczbę ofiar, uznano dowódcę Floty Czarnomorskiej W.A. Parchomienkę, dowódcę 1-ej eskadry N.I. Nikolskiego i dowódcę okrętu A.P. Kuchta, który został dyscyplinarnie zwolniony ze służby. Wina Parchomienki, który konsekwentnie nie zgadzał się na to aby marynarze niezaangażowani w akcję ratunkową zeszli z pokładu „Noworossyjska”, była ewidentna. Gdyby nie jego upór i krótkowzroczność, liczba ofiar śmiertelnych byłaby na pewno o wiele niższa. Pozostali dwaj „wini” mieli niewielki wpływ na rozwój wydarzeń – po prostu ponieśli konsekwencje tego, że zajmowali swoje stanowiska. Przy okazji zdymisjonowano i zdegradowano do stopnia kontradmirała, głównodowodzącego marynarki i wiceministra obrony ZSRR admirała Nikołaja Kuzniecowa. Był on skonfliktowany z ministrem obrony marszałkiem Gieorgijem Żukowem i nie cieszył się sympatią Nikity Chruszczowa, więc tragiczne wydarzenia w Sewastopolu okazały się wygodnym pretekstem do usunięcia go ze stanowiska.
Przyczyna wybuchu została ustalona, winni ukarani, więc dochodzenie można było zakończyć. Formalnie sprawa została zamknięta. Jednak pytania, na które rządowa komisja nie znalazła odpowiedzi i kwestie, których nie wyjaśniła, stały się przyczynkiem do powstania kolejnych teorii, dla których wspólnym mianownikiem było wykluczenie eksplozji starej niemieckiej miny, jako przyczyny tragedii.

Mina? 

Według krytyków wersji wskazującej, że zatonięcie „Noworossyjska”, zostało spowodowane eksplozją poniemieckiej miny magnetycznej, podstawowym dowodem zaprzeczającym tej tezie, była siła wybuchu. Według ustaleń komisji ona miała mieć równowartość ok. 1000 kg trotylu, gdy tymczasem analiza zniszczeń powstałych w wyniku eksplozji, jak również odczyty Krymskiej Stacji Sejsmologicznej wskazały, iż detonacja miała moc ponad dwukrotnie większą od rzekomej miny magnetycznej. Jednocześnie nurkowie badający dno odnaleźli nie jeden, a dwa leje po eksplozjach, a prawdopodobieństwo, że dwa niewybuchy same z siebie eksplodowały w tym samym momencie, jest bliskie zeru. Średnica i głębokość lejów wskazywały na to, iż oba ładunki miały identyczną moc. 
Dalej przeciwnicy rządowej wersji wydarzeń zwracają uwagę na to, iż po zakończeniu wojny dno portu w Sewastopolu było wielokrotnie oczyszczane z min, a w latach 1951-1953 odnaleziono i unieszkodliwiono 20 niemieckich dennych min magnetycznych, z których wszystkie były niesprawne na skutek rozładowania akumulatorów i korozji. Ponadto w miejscu, w którym znajdował się „Noworosyjsk” w chwili wybuchu, przez ponad dziesięć lat cumowały inne okręty o podobnych rozmiarach, więc zachodzi pytanie dlaczego nigdy nie spowodowało to detonacji leżącej w tym miejscu miny?

Włoski trop 

Jeśli wyeliminujemy niemiecką minę, jako przyczynę wybuchu, to co w takim razie mogło go spowodować? 
Kolejne teorie wykluczając nieszczęśliwy wypadek i zgodnie wskazują, że do wybuchu doszło na skutek celowo przeprowadzonej akcji dywersyjnej. Różnią się przy tym w zakresie typowania potencjalnych sprawców tej dywersji.
Bez względu na prawdziwość wersji o sabotażu, ponad wszelką wątpliwość ustalono natomiast, iż port w Sewastopolu bezpośrednio przed wybuchem był praktycznie bezbronny. Przez kilkanaście godzin nieaktywne były zabezpieczenia chroniące przed podwodnym atakiem i każda nieprzyjacielska jednostka miała wystarczająco dużo czasu żeby podłożyć ładunek wybuchowy i bezpiecznie opuścić port.
Jeżeli chodzi o sprawców sabotażu, to chyba najbardziej sensacyjna i niewiarygodna teoria każe ich szukać wśród włoskich nurków – weteranów II wojny światowej, którzy nie mogąc zdzierżyć tego, że „ich” okręt służy pod obcą banderą, postanowili go zatopić. Włosi byli pionierami podwodnej dywersji przy użyciu miniaturowych okrętów podwodnych – już w listopadzie 1918 roku, tuż przed zakończeniem I wojny światowej, dokonali udanego ataku na austro-węgierski pancernik „Viribus Unitis”.
Podczas II wojny światowej jedną z najlepszych jednostek specjalizujących się w morskiej dywersji była słynna „Dziesiąta Lekka Flotylla” („Decima Flottiglia Mas”), w skład której wchodził dywizjon miniaturowych, dwuosobowych okrętów podwodnych zwanych „maiale” („świnie”). 

Ten oddział starannie wyselekcjonowanych i doskonale wyszkolonych nurków, zasłynął spektakularną akcją, podczas której zdołał przedrzeć się do portu w Aleksandrii i ciężko uszkodzić pancerniki HMS „Queen Elizabeth” i HMS „Valiant”. 
Dywizjonem miniaturowych łodzi podwodnych dowodził charyzmatyczny kapitan Junio Valerio Borghese zwany „Czarnym Księciem”. Po przejściu Włoch na stronę Aliantów, pozostał on wierny Mussoliniemu i zwalczał włoską partyzantkę, za co po wojnie został osądzony i skazany. 
Według zwolenników „włoskiego tropu” „Noworossyjsk” zatonął na skutek działania włoskich nurków, którzy wpłynęli do portu w Sewastopolu używając miniaturowych łodzi podwodnych i podłożyli pod dnem okrętu ładunki wybuchowe. Niestety teorię tą trzeba odrzucić z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze kapitan Borghese i jego ludzie, jako zdeklarowani faszyści, po zakończeniu wojny byli pod ciągłą kontrolą włoskich służb specjalnych, a oprócz tego ich poczynania nieoficjalnie śledzili członkowie bardzo aktywnej wówczas partii komunistycznej. Zorganizowanie w takich warunkach akcji dywersyjnej na taką skalę, bez zwrócenia niczyjej uwagi było po prostu niemożliwe. Drugi argument jest jeszcze bardziej przekonujący – dziesięć lat po wojnie, włoska marynarka wojenna nie dysponowała miniaturowymi okrętami podwodnymi, które pozwalałyby przeprowadzić jakiekolwiek działania dywersyjne. Używane podczas wojny „maiale” już dawno wyszły z użycia, a prototyp nowej jednostki był dopiero w fazie testów.

Ślady prowadzą na Wyspy 

Według kolejnej koncepcji, która przypomina scenariusz kolejnych przygód agenta 007, sprawcami wybuchu byli brytyjscy nurkowie wchodzący w skład 12 Flotylli Royal Navy.
Zwolennicy tej teorii wskazują, iż Brytyjczycy posiadali równie bogate doświadczenie w prowadzeniu podwodnej dywersji jak Włosi. 
W przeciwieństwie jednak do swoich włoskich sojuszników, w 1955 roku oprócz doświadczenia mieli również sprzęt, który umożliwiał wykonanie takiej operacji. 
Według zwolenników teorii przypisującej sprawstwo Brytyjczykom, powodowało nimi zaniepokojenie rosnącą potęgą Floty Czarnomorskiej. Jej okręty, korzystając z gościnności albańskich portów, coraz śmielej poczynały sobie na Morzu Śródziemnym – tradycyjnej strefie brytyjskich wpływów, co rzekomo miało Brytyjczyków skłonić do działania. Domniemany plan ataku zakładał, że celem będą dwa okręty liniowe – „Noworossyjsk” i „Sewastopol”. Ładunki dostarczone przez miniaturowe okręty podwodne miały być zdetonowane bezpośrednio pod magazynami amunicyjnymi pancerników. Gdyby to się udało, to okręty praktycznie przestałyby istnieć i ustalenie przyczyn eksplozji byłoby niemożliwe. Smaczku sprawie dodaje fakt, iż na obu okrętach przechowywano pociski artyleryjskie uzbrojone w ładunki jądrowe. Łatwo sobie wyobrazić jaki rozmiar miałyby skutki wybuchu jądrowego zainicjowanego detonacją podłożonych przez dywersantów ładunków. 
Plan miał się nie powieść ponieważ dywersanci nie wiedząc, że na miejscu „Sewastopola” zacumował „Noworossyjsk” umieścili ładunki wybuchowe o 10 metrów za blisko – przed magazynem amunicji, w którym przechowywano pociski artyleryjskie. Jeśli porównamy budowę obu okrętów liniowych, to faktycznie okaże się, że gdyby 29 października 1955 roku przy beczce cumowniczej nr 3, tradycyjnie stał „Sewastopol”, to eksplozja jednego z dwóch ładunków nastąpiłaby dokładnie pod jego pierwszą wieżą artyleryjską, gdzie znajdował się magazyn amunicji. 
Chociaż wersja o udziale Brytyjczyków jest na pewno bardziej realna niż teoria o akcji włoskich nurków, to należy sobie zadać pytanie, czy chęć utrzymania strefy wpływów była wystarczającym powodem do przeprowadzenia bezpośredniego ataku na siły zbrojne obcego państwa, który mógł doprowadzić do wybuchu globalnego konfliktu? 
Czy rząd jednego z największych europejskich krajów można posądzić o tak bezmyślną brawurę i polityczną krótkowzroczność?

KGB

Kolejna teoria mówi, że winnych zatopienia „Noworossyjska” należy szukać w szeregach KGB. Na pierwszy rzut oka pomysł, iż służby wywiadowcze Związku Radzieckiego stały za zatopieniem własnego okrętu wydaje się być całkowicie irracjonalny. 
Kiedy jednak przeanalizujemy, co działo się na najwyższych szczeblach rządowych i wojskowych przed zatonięciem „Noworossyyjska” oraz temu co wydarzyło się po 29 października 1955 roku, to teoria o zaangażowaniu KGB zaczyna wyglądać całkiem prawdopodobnie.  
W latach pięćdziesiątych w radzieckiej marynarce ścierały się dwie koncepcje dotyczące kierunków rozwoju floty. Część dowództwa opowiadało się za utrzymaniem dużych okrętów nawodnych uzbrojonych w pociski jądrowe, natomiast opozycyjna wobec tego pomysłu grupa uważała, że skuteczniejszym i dużo bardziej perspektywicznym rodzajem uzbrojenia są okręty podwodne. Gorącym zwolennikiem utrzymania okrętów liniowych i budowy dużych krążowników był Stalin. Po jego śmierci pozostała grupa wyższych oficerów, która nadal popierała ten pomysł. Wśród nich miał być admirał Kuzniecow. Przeciwnikiem utrzymywania floty przestarzałych okrętów liniowych i inwestowania miliardów rubli w budowę nowych ciężkich krążowników, był następca Stalina – Nikita Chruszczow, według którego przyszłością radzieckiej floty były okręty podwodne.
Czasy kiedy Pierwszy Sekretarz pod byle pretekstem mógł rozstrzelać niewygodnych mu oficerów albo wysłać ich na Syberię, żeby „policzyli drzewa” w tajdze, odeszły wraz z „Kobą” Stalinem. Nikita Chruszczow aby pozbyć się generałów, którzy blokowali jego koncepcję rozwoju radzieckiej floty, musiał uciec się do nieco „subtelniejszych” metod. Tego czy „Noworosyjsk” zatonął na skutek intrygi zawiązanej na najwyższych szczeblach rządowych, czy też Chruszczow jedynie wykorzystał zaistniałą bez jego inspiracji sytuację, zapewne nigdy się nie dowiemy. 
Faktem jednak jest, iż tragedia pancernika stała się pretekstem do zdymisjonowania wielu oficerów z admirałem Kuzniecowem na czele. Dziwnym zbiegiem okoliczności większość z nich popierało tradycyjny kształt marynarki wojennej opartej przede wszystkim na potencjale dużych okrętów nawodnych. Zatonięcie „Noworosyjska” zadecydowało też o kierunku rozwoju radzieckiej floty. Okręty liniowe zostały bezpowrotnie wycofane ze służby i wkrótce poszły „na żyletki”, a ich miejsce zajęły okręty podwodne, które faktycznie okazały się przyszłością radzieckiej marynarki.
Za tym, że w zatonięciu „Noworosyjska” mogło „maczać palce” KGB, może przemawiać jeszcze jeden istotny szczegół. Jak wiadomo w dniu zatopienia okrętu nie działały systemy zabezpieczające port przed podwodnym atakiem. Jeśli przyjmiemy, że ktoś celowo na kilkanaście godzin pozbawił port ochrony, to chyba najbardziej prawdopodobnymi sprawcami są ludzie powiązani z KGB, dla których dokonanie takiego sabotażu byłoby o wiele łatwiejsze niż np. dla Włochów, czy Brytyjczyków. Oczywiście równie dobrze możemy przyjąć, iż był to czysty przypadek, ale czy nie za dużo tych przypadków w całej sprawie? Zatonięcie pancernika „Noworossyjsk”, które pochłonęło ponad 600 ofiar śmiertelnych było największą tragedią w historii radzieckiej marynarki wojennej. 
Pomimo tego, iż od tamtych wydarzeń upłynęło już ponad pół wieku, jego okoliczności w dalszym ciągu nie zostały wyjaśnione i trudno przypuszczać, że kiedykolwiek poznamy jednoznaczną odpowiedź na to, kto lub co spowodowało eksplozję, która miała tak tragiczne konsekwencje.

Epilog 

W 1996 roku w Woroneżu odbyły się obchody 300-lecia Rosyjskiej Marynarki Wojennej. Przy tej okazji nie zapomniano o marynarzach, którzy w 1955 roku tragicznie zginęli na pancerniku „Noworossyjsk”. Kiedy podczas odczytywania listy poległych padło nazwisko Aleksandra Perelygina, ktoś z publiczności wstał i powiedział, że ten człowiek żyje, ma się dobrze i pracuje jako ochroniarz w pobliskim zakładzie produkcyjnym. 
Po zweryfikowaniu tej informacji okazało się, że Aleksander Perelygin faktycznie przeżył i jest zupełnie nieświadomy tego, że figuruje na liście ofiar. W ten sposób, po 41 latach od katastrofy „Noworossyjska” jego historia dosyć nieoczekiwanie wzbogaciła się o kolejny rozdział. Czy ostatni? Jak to mówią Rosjanie – „pożyjemy, zobaczymy”…

Bibliografia:
A. Taras, S. Jełagin, Katastrofa okrętu liniowego Noworossyjsk, Okręty wojenne Nr 58/2003
A. Perepeczko, Komandosi głębin. Miniaturowe okręty podwodne i żywe torpedy w akcji, Gdańsk 2001

Netografia(dostęp 6.03.2012r.):

http://rusnavy.com/history/events/novorossiyskdemise.htm


http://www.bobhenneman.info/soviet.htm


http://pl.wikipedia.org/wiki/Giulio_Cesare

„Kilka słów o działaniach specjalnych na morzach”

xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx


Komentarze z Blox:
2012/03/09 12:23:08
Powiem ci, że zaniłam doczytałam do końca, byłam już prawie pewna, że to Rosjanie.
To bardzo w ich stylu. Nawet myślałam, że stało się to na rozkaz Stalina, który się zorientował, że podjął głupią decyzję i chciał wyjść ‚z twarzą’ (ale to się stało po jego śmierci :)).
Moim zdaniem typowe sowieckie pozbywanie się przeciwników w ‚wielkim’ stylu i z setkami niepotrzebnych ofiar.Przypomina mi się Kurs. Kto wie, może i historia jej zatonięcia ma jakieś (nomen omen) drugie dno…
2012/03/09 22:10:48
Do mnie też najbardziej przemawia teoria o sowieckim „samozatopieniu”. Wersja z brytyjskimi sabotażystami jest dla mnie zbyt nieprawdopodobna, a Włosi to czysta fantazja. Z kolei w to, że leżąca ponad 10 lat mina nagle wybucha z siłą dwukrotnie większą niż moc jej ładunku i w dodatku pozostawia na dnie dwa leje, też ciężko uwierzyć :-)
Gość: bond, host-217-172-254-217.lodz.mm.pl
2013/02/24 01:18:29
Gdzieś, kiedyś czytałem rosyjski artykuł na ten temat. Autor jednoznacznie wskazywał na Brytoli. Tylko oni mieli takie możliwości techniczne. KGB ich nie miała i raczej nie niszczyłaby własnego okrętu. Hermetyczne środowisko angielskich nurków pośrednio przyznało się. W latach 80 czy 90 zamieściło w swoim czasopiśmie czy wydawnictwie zdjęcie Noworosyjska z podpisem – zatopiony przez dryfującą minę podwodną – dryfujące miny podwodne w porcie 20 tat po wojnie ciekawe. Pamiętajmy, że premierem WB był w 1955 r. WC
2013/02/24 12:58:47
Wszystkie przypuszczenia co do sprawców, z braku bezpośrednich dowodów, mogą być oparte wyłącznie na poszlakach. Rosjanie nie musieli mieć takich możliwości technicznych jak Anglicy – w końcu byli „u siebie”. Nie musieli np. korzystać z miniaturowych łodzi podwodnych – pewne prace można było wykonać zupełnie jawnie np. pod pretekstem remontu itp.
Jeżeli wykluczamy teorię o wypadku, to w poszukiwaniu potencjalnych sprawców chyba najbardziej logiczne będzie znalezienie odpowiedzi na pytanie kto skorzystał na zatopieniu pancernika?.
Ale tak jak napisałem – nie mamy bezpośrednich dowodów, więc wszystko to tylko spekulacje, ocierające się o teorie spiskowe :-)
W 1955 roku było dopiero 10 lat po wojnie, ale zgadzam się, że teoria o dryfującej minie jest rzeczywiście mało prawdopodobna.
Z tego co wiem, to Winston (jeśli o nim mówimy?) zrezygnował z „premierowania” w kwietniu 1955 roku, a pancernik poszedł na dno dopiero pod koniec października – pół roku później.
p.s. nie upieram się, że mam rację – założeniem tego wpisu było m.in. wywoływanie dyskusji i wymiana opinii, dlatego bardzo dziękuję za cenny komentarz.pozdrawiam :-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.