Krótka historia gumy, czyli kauczukowa fortuna

W drugiej połowie XIX wieku miała miejsce kradzież, która zmieniła układ sił w światowej gospodarce i wpłynęła na rozwój co najmniej dwóch państw. Sprawa jest o tyle ciekawa, że przedmiotem tej kradzieży nie były żadne supertajne informacje, czy też najnowocześniejsze technologie, ale… zwyczajne nasiona. No dobrze, może nie tak do końca zwyczajne.

Plantacja kauczukowców w Malezji (źródło Wikipedia)


W 1839 roku Charles Goodyear podgrzewając żywicę kauczukową z domieszką siarki, dokonuje największego odkrycia swojego życia. Pięć lat później uzyskuje patent na wulkanizację gumy kauczukowej.
Sprzedając prawa do swojego największego wynalazku, Goodyear jest przekonany, że robi doskonały interes. Kilkanaście lat później wynalazca przełomowego patentu umiera jako bankrut…
W 1898 roku, dokładnie 38 lat po śmierci Charlesa Goodyeara, powstaje firma oponiarska, która na cześć wynalazcy zostaje nazwana Goodyear. Firma wkrótce zdobywa pozycję potentata w branży, a nazwa Goodyear staje się marką rozpoznawalną na całym świecie, dzięki czemu nazwisko amerykańskiego wynalazcy staje się nieśmiertelne.
W drugiej połowie XIX wieku, wraz z postępującą industrializacją zwiększa się wykorzystanie nowego elastycznego materiału. Wkrótce jego największym konsumentem stanie się branża samochodowa.
Skutkuje to lawinowym wzrostem zapotrzebowania na kauczuk, który zyskuje status surowca strategicznego. Jego znaczenie można porównać do roli jaką we współczesnej gospodarce odgrywa ropa naftowa. Produkcja i sprzedaż kauczuku przynoszą coraz większe dochody, a fortuny „baronów kauczukowych” osiągają bajeczne rozmiary.
W owym czasie jedynym źródłem pozyskiwania kauczuku były drzewa hevea brasiliensis, czyli kauczukowca brazylijskiego, który rósł w deszczowych lasach Amazonii. Ponieważ hevea brasiliensis nie występował nigdzie indziej na świecie, Brazylia stała się monopolistą w dziedzinie produkcji kauczuku, a tamtejsi przedsiębiorcy przez kolejne lata zarabiali krocie na jego sprzedaży.
Najbardziej okazałym świadectwem bogactwa brazylijskich baronów kauczukowych, których fortuny można porównać do majątków  dzisiejszych szejków naftowych, było położone w sercu amazońskiej dżungli, miasto Manaus*.
Kauczukowy boom spowodował, iż miasto zaczęło się rozwijać w błyskawicznym tempie i wkrótce z nadrzecznej wioski, jaką było jeszcze w połowie XIX wieku, nie pozostał nawet ślad. Wiek XX Manaus przywitało jako rozkwitająca metropolia, która swoją świetnością zaczęła zagrażać samemu Rio de Janeiro. Bajecznie bogaci mieszkańcy budowali coraz okazalsze wille i pałace, a po wyłożonych kauczukiem, szerokich ulicach jeździły najnowsze i najdroższe automobile oraz elektryczne tramwaje. Dzięki olbrzymim dochodom płynącym do miejskiej kasy, Manaus jako pierwsze miasto w Ameryce Południowej zostało zelektryfikowane. Niektórzy twierdzą, że elektryczne latarnie uliczne pojawiły się tam wcześniej niż w Londynie. W mieście istniała instalacja wodociągowa i gazowa, o czym mieszkańcy wielu europejskich miast mogli wówczas tylko pomarzyć.
Gospodarze miasta dbali nie tylko o nowoczesność, ale również o jego estetykę i funkcjonalność. Mieszkańcy w wolnych chwilach mogli się relaksować w starannie pielęgnowanych miejskich parkach i ogrodach, gdzie wieczorami słuchano koncertów, a budynki użyteczności publicznej były projektowane tak, aby swoim wyglądem zdobiły miasto i świadczyły o jego statusie.
Symbolem bajecznego bogactwa i świetności Manaus stał się gmach opery Teatro Amazonas, który w całości wybudowany z surowców sprowadzonych z Europy, miał stanowić kopię mediolańskiej La Scali. Wnętrza opery zdobiły marmury i kryształowe żyrandole sprowadzone z Włoch, a jej kopułę pokryto 36 tys. ceramicznych płytek, które przypłynęły z Niemiec. Wydawałoby się, że trudno o większy przepych, ale nie wszyscy obywatele Manaus byli usatysfakcjonowani twierdząc, iż kopuła „ich” opery powinna być pokryta złotem…

Teatro Amazonas, widok współczesny (źródło Wikipedia)

Wyliczono, że w mieście znajdował się tor wyścigowy, arena do walk byków, dwadzieścia cztery bary, jedenaście restauracji i siedem księgarń. Kauczukowych baronów stać było na takie fanaberie jak przenoszenie z Europy całych budowli, które rozmontowane na części, pieczołowicie odbudowywano na miejscu. Ich hobby również były stosowne do zasobności portfela. Jedni posiadali luksusowe jachty, czy łodzie motorowe, inni najdroższe konie wyścigowe. Normą było sprowadzanie żywności i najdroższych alkoholi z całego świata. Zasiadano więc do stołów zastawionych szynką, która przypłynęła z Porto, pasztetem z gęsich wątróbek, który powstał w Sztrasburgu, masłem z Cork, herbatnikami z Bostonu, oraz pomidorami i dżemem z Anglii, a wszystko można było popić najlepszymi importowanymi winami. Po posiłku panowie delektowali się kubańskimi cygarami, które co niektórzy z fantazją przypalali banknotami… Dzieci kauczukowych baronów uczyły się w najlepszych szkołach w Europie, a ich żony, które wysyłały swoje pranie do Lizbony, nosiły okazałe futra i najdroższą biżuterię.
Swoją drogą, widok damy paradującej w sercu amazońskiej dżungli w futrze, musiał być cokolwiek… egzotyczny.
Kiedy czytamy o zwyczajach kauczukowych baronów, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że w swoim zachowaniu przypominali „nowych Rosjan”, którzy dorobili się swoich fortun 100 lat później.
Apogeum swojej świetności Manaus osiągnęło na początku XX wieku i kiedy wydawało się, że bajeczne bogactwo będzie trwało wiecznie, nastąpił nagły i niespodziewany krach, którego nikt z mieszkańców „Kauczukowej Stolicy” nawet w najczarniejszych koszmarach nie przeczuwał.
Aby dowiedzieć się jak do tego doszło trzeba cofnąć się prawie pół wieku, do roku 1876.
Wielka Brytania, będąca wówczas u szczytu swojej imperialnej potęgi, rozpędzona na fali rewolucji przemysłowej, była jednym z największych odbiorców kauczuku. Problem polegał na tym, że największe mocarstwo na świecie było całkowicie uzależnione od Brazylii, która jako monopolista dyktowała ceny i warunki sprzedaży kauczuku. Jedynym sposobem na zmianę tego stanu rzeczy było znalezienie innego źródła cennego surowca. Brytyjczycy postanowili powielić pomysł, który już raz z powodzeniem wykorzystali, kiedy to do swoich azjatyckich kolonii udało im się przewieźć sadzonki peruwiańskiego drzewa chinowego. Pozwoliło im to założyć plantacje tej rośliny i samodzielnie wytwarzać chininę, która chroniła kolonialnych żołnierzy przed malarią.
Uznano, że sprawdzoną metodę można również zastosować w przypadku drzew kauczukowych i w ten sposób przełamać brazylijski monopol. Entuzjazm Brytyjczyków szybko jednak osłabł. Okazało się bowiem, że przewiezienie nasion, z których można by wyhodować sadzonki stanowiące zalążek plantacji, jest niezwykle trudne. Samo zebranie nasion, które nie spadały bezpośrednio pod drzewem, ale były „katapultowane” w promieniu kilkudziesięciu metrów, było nie lada wyzwaniem. Dodatkowo całe przedsięwzięcie utrudniał fakt, iż kauczukowce nie rosły w równych rzędach na plantacjach, ale były rozsiane w amazońskiej puszczy pośród innych drzew. Jeśli już udawało się zebrać cenne nasiona i wywieźć je z Brazylii, to niestety nie wytrzymywały one trudów długiej morskiej podróży i po dostarczeniu ich na Wyspy Brytyjskie były zupełnie bezużyteczne.
Wówczas pojawił się niejaki Henry Wickham, który zadeklarował, że za stosownym wynagrodzeniem gotowy jest zebrać i dostarczyć nasiona do Anglii. Trzydziestoletni, poszukujący przygód i pieniędzy Anglik, przebywał od 10 lat w Ameryce Południowej, gdzie prowadził badania botaniczne, które zaowocowały wydaniem książki na temat tamtejszej flory.
Propozycja Wickhama, który miał opinię mitomana i awanturnika, została potraktowana z dużą rezerwą. Brytyjscy urzędnicy wyszli jednak z założenia, że i tak nie mają nic do stracenia, więc Wickham dostał swoją szansę.
W jaki sposób młodemu botanikowi udało się zebrać 70 tys. nasion hevea brasiliensis, pozostanie jego tajemnicą. Kiedy kilka miesięcy później cenne nasiona dotarły do Royal Botanic Gardens w Kew pod Londynem, okazało się, że zaledwie 2.700 spośród nich zniosło trudy morskiej podróży i zachowało zdolność kiełkowania.
Wyczyn Wickhama okazał się bombą z opóźnionym zapłonem. W czasie kiedy kauczukowi baronowie liczyli swoje zyski, pławiąc się w luksusie i nie myśląc o przyszłości, Brytyjczycy nie próżnowali. Z nasion wyrosły sadzonki, które trafiły do brytyjskich kolonii w Azji Południowo-Wschodniej. Tam przez kilkadziesiąt lat pieczołowicie je hodowano, sukcesywnie powiększając skromne z początku plantacje. Niektóre z nich istnieją do dzisiaj, a wśród rzędów kauczukowców można odnaleźć stare okazy wyhodowane z nasion zebranych przez Wickhama.
„Bomba” wybuchła dopiero w 1914 roku, kiedy niespodziewanie rynek został zalany kauczukiem pochodzącym z azjatyckich plantacji.
Okazał się on jakościowo lepszy od kauczuku brazylijskiego i do tego dużo tańszy. Kauczukowi baronowie z Manaus, którzy myśleli, że gumowa hossa będzie trwała wiecznie, byli w szoku. Ceny surowca w krótkim czasie spadły do ¼, a brazylijski kauczuk, wyparty z rynku przez lepszy i tańszy kauczuk z Azji, całkowicie stracił na znaczeniu.
Skończyła się świetność Manaus, które pozbawione dopływu gotówki i opuszczone przez mieszkańców utrzymujących się z kauczukowego biznesu, szybko popadło w ruinę. Miasto zaczęła pochłaniać amazońska puszcza, odzyskując to co kiedyś jej zabrano. Brazylia została pozbawiona swojego najważniejszego argumentu, który do tej pory zapewniał jej wysoką pozycję na gospodarczej mapie świata.
Wszystkie atuty były teraz w posiadaniu Wielkiej Brytanii, która zdominowała rynek sprzedaży kauczuku aż do połowy lat czterdziestych, kiedy to zaczęto wykorzystywać kauczuk syntetyczny.
Henry Wickham za dostarczenie nasion kauczukowca otrzymał wynagrodzenie w wysokości 700 funtów. Jako, że nie zadowoliło to jego ambicji, postanowił sobie dorobić wydając książkę opisującą jego „kauczukową ekspedycję”. W tamtych czasach książki podróżnicze cieszyły się dużą popularnością, więc Wickham liczył na spory zarobek.
Spisując swoje wspomnienia posłużył się metodą powszechnie wówczas stosowaną przy pisaniu książek podróżniczych, czyli mocno ubarwił swoje przeżycia. Koloryzowanie faktów i przecenianie osiągnięć głównego bohatera, było w tamtym czasie powszechnym zabiegiem stosowanym przez autorów książek przygodowych. Stosowano go z oczywistych powodów. Książka, która obfitowała w sensacyjne historie i nieprawdopodobne zdarzenia, po prostu lepiej się sprzedawała, co bezpośrednio przekładało się na zyski autora.
W książce napisanej przez Wickhama można było przeczytać, że wywożąc nasiona z Brazylii złamał tamtejsze prawo, które przewidywało karę śmierci za taki czyn. Wyprawa miała obfitować w niebezpieczeństwa zagrażające jego życiu, których uniknięcie zawdzięczał swojemu nadzwyczajnemu sprytowi i przebiegłości. Jednym z sensacyjnych wątków, miało być spotkanie wojskowej kanonierki, która o mały włos nie ostrzelała statku, którym nasz bohater płynął wraz z cennymi nasionami.
Taka wersja wydarzeń przetrwała przez dziesięciolecia i była powielana w licznych publikacjach, tymczasem wszystko wskazuje na to, że była fałszywa.
W rzeczywistości w Brazylii nie obowiązywały wówczas żadne przepisy, które zabraniałyby wywozu nasion hevea brasiliensis. Brazylijczyków myślących, że kauczukowe El Dorado nigdy się nie skończy, zgubiła własna lekkomyślność i ignorancja. Znane im były zamiary Brytyjczyków. Wiedzieli, że szukają oni sposobu, aby uniezależnić się od brazylijskich dostaw, ale byli pewni, że ich najcenniejsza obok kawy roślina nie może rosnąć nigdzie poza puszczą amazońską. Regulacje prawne zabraniające wywożenia nasion kauczukowca, zostały wprowadzone dopiero wtedy, gdy brytyjski kauczuk płynął już szerokim strumieniem z azjatyckich plantacji, a na ratowanie monopolu było za późno.
Pomijając rolę Brytyjczyków, trzeba jeszcze dodać, że brazylijski kauczuk nie byłby w stanie zaspokoić rosnącego popytu na ten surowiec. Konieczne było unowocześnienie mało wydajnych i kosztownych metod pozyskiwania kauczuku. Tymczasem brazylijscy plantatorzy przez lata nic w tym kierunku nie robili, konsumując zyski i nie inwestując w dochodową i perspektywiczną branżę.
Kiedy już doszło do katastrofy, sfrustrowani Brazylijczycy jej przyczyn nie szukali bynajmniej u siebie. Nie zauważali swojej beztroskiej krótkowzroczność, a kozła ofiarnego znaleźli w osobie Wickhama. Paradoksalnie pomocne okazały się jego własne, mocno podkoloryzowane wspomnienia, na podstawie których Brazylijczycy udowadniali, że działanie Brytyjczyków było bezprawną kradzieżą, która podstępnie pozbawiła ich kauczukowych „kokosów”.
W niczym to jednak nie zaszkodziło ani Wickhamowi, który za swoje zasługi otrzymał tytuł szlachecki, ani Wielkiej Brytanii, która przejęła kontrolę nad rynkiem kauczuku na kolejne kilkadziesiąt lat.
Brazylijczykom pozostało wspomnienie o czasach dawnej świetności i przekonanie, że wszystko byłoby dobrze gdyby nie ci podstępni Angole…

* W Manaus stoi pomnik polskiego inżyniera Bronisława Rymkiewicza i znajduje się ulica nosząca jego nazwisko. Rymkiewicz – były uczestnik Powstania Styczniowego, w 1902r. ukończył budowę portu w Manaus, do którego mogły zawijać statki pełnomorskie. Dzięki temu kauczuk mógł być eksportowany na cały świat bezpośrednio z Puszczy Amazońskiej. Innym dziełem Rymkiewicza był port w największym brazylijskim mieście São Paulo oraz odcinek kolei łączący São Paulo i Santos.

 

wybrana netografia: (dostęp 6.10.2011r.):

http://www.gringoes.com/articles.asp?ID_Noticia=487


http://famouspeeples.blogspot.com/2008/05/henry-wickham.html

—————————————————————————————————————————

Komentarze z Blox:

fidrygauka
2011/10/09 16:36:22

Faktycznie, słyszałam kilka mitów na temat wyworzenia kauczuku (chyba Szklarski o nich pisał w przygodach Tomka :)) – wygląda na to, że były to urban legends z tamtych czasów.
Swoją drogą to pouczająca historia, że … nie należy spoczywać na laurach, tylko inwestować, wprowadzać innowacje, itp. Ale jak się opływa w takie bogactwo, to czasami trudno patrzeć w przyszłość :)

jonaszdrobniak
2011/10/09 21:37:08

Czytałem wszystkie „Tomki” oprócz tych ostatnich, które wydano kiedy już zdążyłem wyrosnąć z krótkich spodenek ;-))) Ale żeby kobieta czytała Szklarskiego??? No nie powiem, zaskoczyłaś mnie ;-)

fidrygauka
2011/10/10 20:14:08

Wszystkie jak leci. Pod kołdrą, jak rodzice kazali gasić światło :)
Ostatnio … w minione wakacje (nota bene Tomek u źródeł Amazonki ;)) – chciałam zachęcić młodego do czytania, ale niestety on już tak płynnie nie czyta po polsku, więc czytałam im na głos ;)
Ja mam w sobie wiecej z faceta niż z filigranowej babeczki ;)

jonaszdrobniak
2011/10/10 22:27:39

Normalnie swoim przykładem obalasz stereotypy ;-) Synowi się spodobało, czy też stare lektury nie stanowią żadnej atrakcji dla „młodego pokolenia” ? :-)

fidrygauka
2011/10/11 07:28:55

Myślę, że wiele dziewczyn czytało Tomka :)
Co do samej książki powiem tak: podobało się, ale nawalało trochę słownictwo (o czym, jak obiecałam będzie mój następny wpis), bo Szklarski co chwila wstawia jakieś kapibary, dorzecza i inne amazonki. Jak się czyta samemu przypisy, to jest trochę łatwiej.
Pana Samochodzika też słuchał z przejęciem, ale zabrać się sam nie chciał.

damasco_kobieta
2011/10/11 12:20:00

Oj Jonaszku
Czy kobieta to tylko z Siesicką Ci się kojarzy?
Ja także, podobnie jak Fidrygauka, uwielbiałam Tomki i Pana Samochodzika, a także Winnetou i Pauksztę z jego Wyspami Robinsona. Nie powiem, bym nie sięgała po romansidła. Również zdarzało się. W młodości próbowałam wszystkiego, nawet co niektóre Lemowskie twory.
Teraz także, mimo wyrobionego gustu literackiego, nie wzdrygam się przed odkrywaniem i smakowaniem. Buszuję po księgarniach i nie boję się wziąć do ręki czegoś, nie będącego uznanym dziełem literackim. Lubię sama wyrabiać sobie zdanie, bo opinie literackich kręgów opiniotwórczych zawiodły mnie wielokrotnie.
Pozdrawiam Ciebie i Fidrygaukę, która obala stereotypy:)

jonaszdrobniak
2011/10/11 17:13:01

Damasco – w żadnym wypadku nie posądzam kobiet o czytanie wyłącznie romansideł. Po prostu z mojego doświadczenia wynika, że w „Tomku”, czy „Samochodziku” zaczytywali się nastolatkowie, a niekoniecznie nastolatki :-)
Bladego pojęcia nie mam co moje koleżanki z klasy czytały w podstawówce, ale wiem ,że na pewno nie czytały ani „Pana Samochodzika” ani „Winnetou” – stąd moje zaskoczenie.
Czyli, albo Obie obalacie stereotypy, albo te moje koleżanki jakieś „dziwne” były?;-)))

Ech… też uwielbiam buszować po księgarniach i antykwariatach… :-)
pozdrawiam

kocham-filmy
2013/06/30 18:59:11

Kto by pomyslał, ze ten kauczuk skrywa sie w lasach :D

jonaszdrobniak
2013/06/30 21:27:39

W naszych lasach, to nie tylko kauczuk, ale nawet gotowe opony można znaleźć, o innych wyrobach przemysłu gumowego nie wspominając ;-)

Gość: Adam, 87-207-125-76.dynamic.chello.pl
2013/07/01 01:08:23

Świetny artykuł :D

jonaszdrobniak
2013/07/01 14:30:21

Dzięki ! ;-) Został zauważony po niespełna dwóch latach od publikacji – internet nie przestaje mnie zaskakiwać :-)

alterapars
2013/07/04 21:40:38

ja też czytałam Tomka:] to była ulubiona wakacyjna lektura! wszystkie części:]

1 Komentarz

  1. Z rumieńcem wstydu przyznaję, że dopiero po latach trafiłem na ten blog i ten właśnie artykuł… z uśmiechem przeczytałem komentarze, także ten mojego imiennika o tzw. wyrobach gumowych :) niestety, zaśmiecamy środowisko w materiały, które przetrwają pokolenia i chyba tylko to pozostawimy przyszłym potomkom w spadku…
    Pozdrawiam dziewczyny „od Tomka”, co przyznam imiennikowi też było dla mnie totalnym zaskoczeniem, ale wierząc reklamom, podobno ludzie się zmieniają :D… czyli idzie nowe, więc nie traćmy ducha, bo przy takich kobietach świat nie zginie…
    Przekazuję życzenia dla dziewcząt, blogera i imiennika… dużo fantastycznych dni i uśmiechu na co dzień…

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.