Zamach w Sarajewie – iskra rzucona na beczkę prochu

Było słoneczne niedzielne przedpołudnie kiedy młody, ciemnowłosy chłopak, wyciągnął z kieszeni marynarki pistolet i oddał dwa strzały. Nazwano je później iskrą rzuconą na beczkę prochu. Iskra ta zapoczątkowała krwawe czteroletnie szaleństwo, jakiego Europa jeszcze do tej pory nie znała.

arcyksiążę Franciszek Ferdynand z żoną

Młodzieniec, którego nazwisko na stałe zapisało się na kartach historii, był dopiero piątym w kolejności, zamachowcem i prawdopodobnie nikt by dzisiaj o nim nie pamiętał, gdyby czterej jego poprzednicy wykazali się większą determinacją, lub mieli więcej szczęścia oraz gdyby nie ludzka niefrasobliwość, przypadek i pomyłka, których połączenie doprowadziło do tragedii. Kiedy rankiem 28 czerwca 1914 roku arcyksiążę Franciszek Ferdynand wraz z małżonką Zofią von Chotek, wysiadał z pociągu na dworcu w Sarajewie, przywitała go ładna słoneczna pogoda. Leopold Lojca, kierowca samochodu, którym miał podróżować dostojny gość, złożył płócienny dach limuzyny. Intencje były jak najlepsze, ale wydarzenia, które miały się rozegrać w ciągu najbliższych godzin, pokazały, że złożenie dachu okazało się elementem układanki, która doprowadziła do tragicznego finału.

Arcyksiążę Franciszek Ferdynand wraz z żoną usiedli na tylnym siedzeniu luksusowego kabrioletu i kolumna samochodów ruszyła ulicami Sarajewa, witana przez tłumy zgromadzonych gapiów, pośród których czekali zamachowcy uzbrojeni w pistolety i wojskowe granaty. Doskonale wiedzieli w jakich miejscach się ustawić, ponieważ kilka dni wcześniej trasa przejazdu została podana do publicznej wiadomości. Wizytę Arcyksięcia zabezpieczało zaledwie 120 policjantów, którzy byli rozstawieni co 100 metrów, co powodowało, iż w przypadku jakiegokolwiek zagrożenia, nie mieli żadnej realnej możliwości interwencji. Pierwotnie na trasie przejazdu miał być ustawiony szczelny kordon wojska, ale w dniu wizyty w mieście przebywała tylko jedna kompania piechoty. Żołnierze z miejscowego garnizonu nie wrócili jeszcze z manewrów, które z resztą sam Franciszek Ferdynand miał wizytować. Kiedy kolumna samochodów mijała pierwszego z zamachowców, niejakiego Muhameda Mehmedbašića – nie zdołał on rozpoznać, w którym samochodzie podróżuje książęca para i kawalkada limuzyn pojechała spokojnie dalej. Następnemu z zamachowców – Vaso Čubrilovićowi zwyczajnie zabrakło odwagi – na widok arcyksięcia i jego żony, stracił rezon i również nie oddał żadnego strzału. O godzinie 10:10 konwój samochodów zbliża się do miejsca, w którym stoi Nedeljko Eabrinović trzeci z zamachowców. On również nie ma pewności, w którym samochodzie podróżuje arcyksiążę Ferdynand, ale wykazuje się większą inwencją niż jego poprzednik. Uprzejmie pyta stojącego obok policjanta, a kiedy ten rozwiewa jego wątpliwości, wyjaśniając mu, że Arcyksiążę jedzie w trzecim samochodzie, Eabrinović odbezpiecza i rzuca granat. Szczęśliwie dla jadącej w samochodzie książęcej pary, robi to o ułamek sekundy za późno. W dodatku kierowca samochodu, wykazuje się przytomnością umysłu i widząc co się dzieje, gwałtownie przyspiesza. Dzięki temu granat odbija się od złożonego, płóciennego dachu i ląduje pod kołami następnego pojazdu. W wyniku wybuchu rannych zostaje ok. dwudziestu osób. Ani Franciszek Ferdynand ani jego małżonka nie doznają żadnych obrażeń. Eabrinović połyka ampułkę z trucizną i rzuca się do pobliskiej rzeki. Trucizna okazuje się zwietrzała, a rzeka jest w tym miejscu tak płytka, że ledwie zakrywa kostki, wobec czego nieszczęsny zamachowiec zostaje szybko pochwycony. W tym czasie, stojący na sąsiedniej ulicy Gawriło Princip, słyszy wybuch granatu, co utwierdza go w przekonaniu, że zamach się powiódł. Udaje się więc do pobliskiej kawiarni, w której spotykali się zamachowcy. Arcyksiążę jest oburzony zamachem i po oficjalnym powitaniu przed ratuszem, które przebiega w dość napiętej atmosferze, zmienia harmonogram wizyty i zamiast do muzeum postanawia jechać do szpitala, aby odwiedzić rannych w zamachu oficerów. Kolumna pięciu samochodów ponownie rusza ulicami Sarajewa. Kiedy pojazdy zwalniają na zakręcie, tuż obok stoi w tłumie Trifko Grabež – czwarty już z kolei z zamachowców. Jest uzbrojony w pistolet, ale nie chcąc narażać postronnych osób, rezygnuje z oddania strzału. Arcyksiążę po raz czwarty unika zagrożenia. Kiedy samochody dojeżdżają do skrzyżowania, kierowca pierwszego z nich, prawdopodobnie niepoinformowany o zmianie planu wizyty, skręca w niewłaściwą uliczkę. Traf chce, że jest to akurat uliczka, przy której znajduje się kawiarnia z siedzącym przy kawie Gawriło Principem, który widzi jak jego „cel” zatrzymuje się tuż obok. Zamachowiec wyskakuje z kawiarni, podbiega do samochodu Arcyksięcia i oddaje dwa strzały. Pierwsza kula trafia Franciszka Ferdynanda w tętnicę szyjną, druga Zofię von Chotek, w brzuch. Oboje obficie krwawią. Po zaledwie kilku minutach nie żyją. Gawriło Princip rozgryza ampułkę z trucizną, co na niewiele się zdaje ponieważ w tym przypadku trucizna również okazuje się zwietrzała. Po chwili, zostaje zatrzymany przez agentów ochrony, którzy wyrywają go z rąk tłumu, ratując go przed niechybnym linczem. Miesiąc później, 28 lipca 1914 roku Austro-Węgry wypowiadają Serbii wojnę, co rozpoczyna działanie „zasady domina”. Kolejne kraje, związane sojuszniczymi umowami, przystępują do wojny. Wkrótce krwawa pożoga ogarnia całą Europę. Muhamed Mehmedbašić zbiegł z więzienia i po wojnie powrócił do Sarajewa. Vaso Čubrilović zostal skazany na 16 lat więzienia. Po wojnie wrócił do Sarajewa. Zmarł w 1990 roku jako ostatni z zamachowców. Nedeljko Eabrinović skazany na karę 20 lat, zmarł w więzieniu na gruźlicę. Trifko Grabež skazany na 20 lat, zmarł w więzieniu na gruźlicę. Gawriło Princip skazany na 20 lat, zmarł w więzieniu 28 kwietnia 1918r. Co by było, gdyby w niedzielne przedpołudnie 28 czerwca 1914 roku, jadąca ulicami Sarajewa kolumna samochodów, zamiast skręcić, pojechała prosto? Być może wojna wybuchła by nieco później, bo co do tego, że w ogóle by wybuchła, nie ma najmniejszych wątpliwości. Za to prawdopodobnie nikt nigdy nie usłyszałby o siedemnastoletnim serbskim uczniu Gawriło Principie, o którym dzisiaj można przeczytać w każdym szkolnym podręczniku do historii.  xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
Komentarze z Blox:
2011/07/08 15:10:46
Brak we mnie zrozumienia dla poświęcania swego życia wielkim sprawom. Wielką sprawą jest dla mnie moje życie. A już zabijanie dla idei nie może jakoś pomieścić mi się w głowie. Nie krytykuję absolutnie takich czynów, szczególnie gdy zamachowcy pragną usunąć jakiegoś krwawego dyktatora. Czytałeś Vargasa Llose „Święto kozła”? Wspaniałe studium dyktatury i przygotowanego zamachu. Podziwiam tych ludzi. Ale ja sama nie potrafię myśleć w ten sposób:)
2011/07/09 00:12:48
Myślę dokładnie tak jak Ty :) Ten wpis nie miał być hołdem złożonym zamachowcom, tylko ilustrować jak przypadek i splot różnych okoliczności, decydują o życiu lub śmierci i kreują zdarzenia, dzięki którym ludzie trafiają na karty historii, albo giną w mrokach zapomnienia. Nie czytałem „Święta kozła” – jeśli chodzi o „odkrywanie” Llosy, to ostatnio czytałem „Szaleństwa niegrzecznej dziewczynki”. Bardzo lubię Llose, więc przeczytanie „Święta kozła” jest tylko kwestią wolnego czasu :) 
2011/07/10 19:46:20
„Szaleństwa niegrzecznej dziewczynki” sa jedną z bardziej grzecznych, w formie narracyjne,j powieści Llosy. Lubię tę jego powieść. W ogóle ten pisarz to jeden z moich ulubionych mistrzów- powieściopisarzy, prócz Marqueza i Tołstoja i Dostojewskiego, i może James Jonsa i także, z naszego podwórka troszeczkę, Łysiaka. Ale jestem przekonana, że Święto kozła zrobi na Tobie wrażenie.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.