Głosowanie

Głosowanie trwa. Nadal liczę na Wasze głosy, bo patrząc na dotychczasowe wyniki, powiedzieć, że tekst o historii Zofii Rapp idzie jak burza, to nic nie powiedzieć ;-)
Do tej pory zdołał zebrać coś pomiędzy 3 a 4 głosy (za które bardzo dziękuję!) i plasuje się gdzieś na początku drugiej setki.
Trudno ocenić wartość swojego własnego tekstu, dlatego podejmując decyzję o zgłoszeniu do konkursu, zasugerowałem się wskazaniami facebookowego „licznika”. Przyjąłem, że jeśli tekst „polubiło” ponad 500 osób, to można sądzić, że najgorszy nie jest i ma szanse w głosowaniu.
Jak widać moje założenie było mylne i teraz zastanawiam się tylko, czy brak głosów wynika z aż tak katastrofalnej słabości mojego tekstu, czy też przyczyna tkwi gdzie indziej?
Jeśli, ktoś ma jakieś zdanie na ten temat, to bardzo proszę o podzielenie się z nim w komentarzu. Konstruktywną krytykę przyjmę z pokorą, a wszystkie cenne wskazówki wezmę pod uwagę, gdybym jeszcze kiedyś zdecydował się coś opublikować na blogu.

Dziękuję i pozdrawiam! :-)

J.D.

grafika blog roku 2

Blog Roku 2014

Dzisiaj rozpoczęło się głosowanie internautów na Blog Roku 2014. W tym roku po raz pierwszy dodano kategorię „Tekst roku”, w której nieskromnie postanowiłem zgłosić jeden z moich tekstów. Wybrałem historię Zofii Rapp-Kochańskiej-Rylskiej, jeden z moich ulubionych tekstów, do zgłoszenia którego dodatkowo przekonała mnie popularność jaką cieszy się wśród czytelników – spośród wszystkich tekstów jakie opublikowałem na swoim blogu, właśnie ten miał największą liczbę odsłon, był najczęściej komentowany i „dorobił się” największej liczby „lajków” na FB.
Jeżeli spodobał Wam się mój tekst i uważacie, że historia Zofii Rapp – niezwykłej kobiety, która sprostała nieprawdopodobnym wyzwaniom, jest wystarczająco interesująca i wartościowa aby polecić ją kolejnym czytelnikom, to zachęcam do głosowania.
Głosowanie trwa do 10.02.2015 roku i Wasze głosy zadecydują o tym, który tekst znajdzie się wśród trzydziestu finalistów.
Każdy pojedynczy głos ma znaczenie, dlatego gorąco proszę o wsparcie i z góry bardzo dziękuję za każdego sms-a!
grafika blog roku 2

Koszt SMS-a wynosi 1,23 zł. Dochód z SMS-ów zostanie przekazany Fundacji Dzieci Niczyje, która pomaga dzieciom doświadczającym przemocy.

dzieci niczyje

Przyjaciele

W niewielkim pokoju przy okrągłym, drewnianym stole, siedział mężczyzna w mundurze kanadyjskiego lotnika. Przed nim leżała kartka listowego papieru do połowy zapisana rzędami smukłych, lekko pochylonych liter.
Z zewnątrz dobiegł odgłos silników startującego samolotu. Mężczyzna odruchowo spojrzał w okno i gdy w szybie zobaczył swoje odbicie wydało mu się, że patrzy na obcego człowieka. Od tamtej pamiętnej nocy minęło już kilkanaście miesięcy, a on nadal nie mógł się przyzwyczaić do swojego zmienionego wyglądu.
Po chwili ocknął się z zamyślenia i wrócił do pisania. „Wierzę, że boska opatrzność ocaliła mnie po to, abym mógł opowiedzieć co się wtedy wydarzyło i aby wszyscy dowiedzieli się o odważnym człowieku, który dla ratowania przyjaciela nie zawahał się poświęcić własnego życia…”.

Odrestaurowany Lancaster MK X z oznaczeniami kanadyjskiego 419 Dywizjonu Łosi

Odrestaurowany Lancaster MK X z oznaczeniami kanadyjskiego 419 Dywizjonu Łosi (źródło Wikipedia)

Czytaj dalej

Zabójcza przynęta

17 lutego 1917 roku u południowych brzegów Irlandii panowała piękna, słoneczna pogoda. Na tle bezchmurnego nieba sylwetka niewielkiego brytyjskiego parowca wolno płynącego w kierunku angielskiego wybrzeża była doskonale widoczna.
Dowódca u-bota - Kapitan Bruno Hoppe, nie miał najmniejszych problemów z dostrzeżeniem zbliżającego się celu i d
okładnie o 9:45 rano sielankę pogodnego, zimowego poranka zakłóciła gwałtowna eksplozja.
Hoppe, obserwujący rozgrywające się na powierzchni wydarzenia przez peryskop, widział że na statku zauważono zbliżające się zagrożenie i w ostatnim momencie próbowano zmienić kurs.
Na niewiele się to zdało. Torpeda trafiła w prawą burtę i eksplodowała tuż obok maszynowni. Wkrótce na pokładzie pojawiły się sylwetki marynarzy, którzy zaczęli w pośpiechu opuszczać na wodę szalupy ratunkowe. Jedna z nich, najwyraźniej opuszczana zbyt pospiesznie, zawisła krzywo, bujając się na linach tuż przy burcie, co potęgowało wrażenie panującej na pokładzie paniki. Pozostałe dwie, wraz z przywiązanym do jednej z nich niewielkim pontonem, szybko oddaliły się od unieruchomionego parowca. Ten, pozostawiony sam sobie, powoli nabierał wody. Wszystko wskazywało na to, że los opuszczonego wraku jest przesądzony i jedyną niewiadomą jest tylko to, jak długo jeszcze utrzyma się on na powierzchni.
Pozostający w zanurzeniu okręt podwodny wolno opłynął tonący statek, a wystający z wody peryskop świadczył o tym, że dowódca u-bota cały czas bacznie lustruje co dzieje się na powierzchni. Kiedy okręt przepływał pod dryfującymi szalupami, peryskop niemal otarł się o ich burty, a rozbitkowie mimowolnie ściszyli głosy, jakby bali się, że mogą zostać podsłuchani.
Wkrótce po tym U-83 wynurzył się. Była dokładnie 10:10 kiedy kapitan Hoppe pojawił się w otwartym włazie okrętowego kiosku. Doświadczony podwodniak spojrzał w kierunku tonącego statku i osłupiał ze zdziwienia. Ułamek sekundy później uświadomił sobie, że popełnił największy błąd w swoim życiu…

ubot Czytaj dalej

Człowiek, który ważył się na wiele

wagon

W takich wagonach Niemcy przewozili więźniów do obozów koncentracyjnych. Widoczny na zdjęciu egzemplarz jest eksponatem muzealnym w jednym z obozów w Niemczech. (źródło Wikimedia)

„Mówią, że zbyt kocham dzieci, a ja uważam to za najpiękniejszą cechę mojego charakteru”.
Kazimierz Zielke

Był 16 styczna 1943 roku. Okupowana Warszawa. Właśnie minęła godzina 19 gdy w jednym z mieszkań w kamienicy przy ul. Wareckiej 9 zadzwonił telefon.
- Słucham?
- Z Pawiaka przewożono na dworzec transport zakładników. Jakaś kobieta wyrzuciła gryps prosząc znalazcę by zadzwonił pod ten numer i zawiadomił domowników.
Słuchawkę odłożono, połączenie zostało przerwane.
Tak zaczyna się historia, która udowadnia, że dla kogoś kto ratuje własne dziecko nie ma rzeczy niemożliwych. Historia człowieka, którego czyn miał tak nadzwyczajne następstwa, że było o nim głośno w okupowanej Warszawie. Człowieka, który „ważył się na wiele”.
Czytaj dalej